Reklama

Laureat Pulitzera'25: rozliczenie z Ameryką z Trumpem w tle

„Drzewa” – kolejna wydana w Polsce świetna powieść Percivala Everetta. Pełna krwi i pełna humoru. O rasizmie i zemście, z Donaldem Trumpem w tle.

Publikacja: 24.02.2026 12:09

Percival Everett

Percival Everett

Foto: Marginesy

Wszystko zaczyna się niewinnie. Mieścina Money w stanie Missisipi, głęboka prowincja głębokiego południa USA. Ogrodowe „małe spotkanie rodzinne”. Rodzin biednych, dosyć prostackich i białych, co w tej historii ma fundamentalne znaczenie. Zostaje dobity uczciwy targ, który wszystkich zadowala: dwie świnie w zamian za zepsuty ogrodowy basen. Problem w tym, że właściciel świń, niejaki Junior Junior, zostaje wkrótce znaleziony martwy, w towarzystwie drugiego trupa, nikomu nie znanego czarnego mężczyzny – obaj.

Wkrótce pojawia się kolejny problem: zwłoki czarnego mężczyzny znikają w tajemniczych okolicznościach. I kolejny: zostaje odkryte następne morderstwo według tego samego schematu: znów zwłoki czarnej ofiary znikają. Wkrótce seria podobnych morderstw rozprzestrzenia się na całe Stany Zjednoczone, by w finale powieści dotrzeć do Białego Domu.

Czytaj więcej

Poczucie krzywdy niszczy Polskę

Percival Everett: morderstwo może kompletnie zepsuć dzień

Makabryczna, świetnie czytająca się mieszanka horroru zombie oraz powieści grozy. W dodatku, mimo całej makabreski – bardzo śmieszna. Everett wspina się na wyżyny czarnego humoru. Przez powieść przewija się cały korowód mniej lub bardziej groteskowych postaci, z których na plan pierwszy wybijają się stróże prawa z Money. Szeryf po prostu nie lubi morderstw, które „mogą kompletnie zepsuć człowiekowi dzień”. Powód – góra papierkowej roboty. Z kolei jego zastępca, który w młodości spotykał się z przyszłą żoną Juniora Juniora „dopóki nie ugryzła go w język”, nie grzeszy jakąkolwiek odwagą, a słowo morderstwo budzi w nim natychmiastową chęć ucieczki. Na pomoc temu towarzystwu w rozwiązaniu zagadki stanowe biuro śledcze wysyła, ku konsternacji w Money, dwóch czarnych funkcjonariuszy, którzy pełnią funkcję detektywów specjalnych. „I to nie tylko dlatego, że jesteśmy czarni” – mówi, jeden z nich. „Choć dużo w tym prawdy, bo jesteśmy”.

Humor jest jednym z wyznaczników prozy 70-letniego dziś Everetta. W wydanym w Polsce dwa lata temu „Jamesie”, nominowanym do Bookera w 2024 r. Czarny bohater w pewnym momencie musi… udawać czarnego. Z kolei najgłośniejsza, wydana w 2001 r., powieść Everetta „Erasure” (znana u nas z ekranizacji pod tytułem „American Fiction”) opowiada o czarnym pisarzu, który według wydawcy napisał powieść nie dość „murzyńską” i musi ją – wbrew sobie – uczernić. – Humor to ciekawa rzecz – zwykł mawiać Everett.

Reklama
Reklama

„Drzewa”, powieść Everetta z 2021 r., również została nominowana do Nagrody Bookera. Tylko po co pisarz funduje czytelnikowi tę makabryczno-groteskową historię? – Jeśli uda nam się kogoś rozśmieszyć, możemy wykorzystać ten stan, aby pokazać coś innego – mówił sam Everett przy okazji bookerowskiej nominacji. Właśnie: pokazać coś innego. Kluczem w „Drzewach” jest Money w stanie Missisipi, miasto, którego nazwa pewnie nic nie mówi polskiemu czytelnikowi. W USA jest jednak niechlubnym, i dla niektórych, bardzo niewygodnym symbolem. To tam w 1955 r.. bestialsko zamordowano Emmetta Tilla, czarnego chłopca, którego biała kobieta oskarżyła o napastowanie. Sprawcy mordu zostali uniewinnieni, natomiast kobieta po latach przyznała, że zmyśliła całą bajeczkę o napastowaniu. Emmett Till stał się w Stanach symbolem, jego śmierć wywołała wstrząs i przyczyniła się do wzmożenia wysiłków na rzecz praw czarnej społeczności.

Czytaj więcej

Największy mecenas kultury i sportu

Percival Everett: życia chłopakowi nie wrócisz

W powieści Everetta mamy zarówno Emmetta Tilla, jak i postać Babci C, czyli kobiety, która jak się okazało przed laty bezpodstawnie oskarżyła chłopca. Już od pierwszych stron powieści wysyła ona początkowo mało czytelne sygnały (udar? – podejrzewa rodzina) o krzywdzie, którą kiedyś wyrządziła „młodemu czarnuchowi”. Odpowiedź jej synowej jest – jak się zdaje – odpowiedzią dużej części białej Ameryki: „Dobra już, było minęło. Babciu C. Wyluzuj. Co się stało, to się nie odstanie. Życia chłopakowi nie wrócisz”.

Członkowie rodziny Babci C stają się jednymi z ofiar serii zabójstw, która zaczęła się od nieszczęsnego Juniora Juniora. Czyli ktoś po latach próbuje wymierzyć sprawiedliwość. Zamieszanym w lincz na Tillu i ich potomkom, ale też – gdy seria zabójstw przybiera na sile – potomkom sprawców setek zbrodni na tle rasowym, które przetoczyły się przez różne regiony Stanów Zjednoczonych. Zbrodni nigdy nie rozliczonych, których sprawców albo nigdy nie zidentyfikowano, albo nie ukarano, albo – jak w przypadku Tilla – uniewinniono. Jedną z kluczowych postaci „Drzew” jest Mama Z. Ponad stuletnia na poły wiedźma, na poły szamanka, dokumentująca każdy przypadek linczu w Stanach od 1913 r.. Setki, tysiące nazwisk ofiar. Tajemnicze „duchy zemsty” jej zdaniem miałyby co robić. „Nie ma w tym hrabstwie białego człowieka, który sam kogoś by nie zlinczował albo przynajmniej nie miał krewnego, który by to zrobił” – mówi.

Nienawiść pod cienką zasłoną poprawności

Jednak narracja Everetta, jak z quasi-fantastycznej powieści grozy, nie jest prostą opowieścią o zemście ani wyrazem marzenia o zemście. Otóż pod przykrywką czarnego humoru, groteskowo-absurdalnej narracji, Everett przemyca prosty przekaz: niewiele się zmieniło. Dzisiaj w zasadzie nie mamy do czynienia z linczami, ale pod bardzo cienką zasłoną poprawności tli się nienawiść na tle rasowym bardzo podobna do tej sprzed lat. Nieodparta potrzeba wyższości, upokorzenia, segregacji. To trwa i nie wygląda na to, żeby zniknęło. „Tu jest przecież Money w stanie Missisipi” – mówią z poczuciem bezradności albo wyższości bohaterowie „Drzew”.

Oczywiście działalność mściciela czy mścicieli (pod koniec powieści okazuje się, kim jest przynajmniej część z nich) to wyłącznie brutalny symbol, skrajne pokazanie potrzeby rozliczenia tego, co było potworne i pozostało nierozliczone. Wyraz rozpaczy, że już nic innego tak naprawdę nie da się zrobić. Everett lubi przekraczać granice nierzeczywistości kreowanego przez siebie świata, poprzez fantastyczną lub baśniową narrację nadać mu cechy kompletnej sztuczności, by podkreślić, że rzeczywistość, ta nienawistna rzeczywistość, pozostanie bez zmian. Tak było w „Jamesie”, tak dzieje się w „Drzewach”. Choć końcówka tej drugiej powieści może jednak pozostawia pewną nadzieję. Nie zdradzając dużo – nadzieję związaną z dokumentacją Mamy Z.

Reklama
Reklama

Percival Everett: Trump jest taki jak my

Powieść Everetta stała się też – choć można się zastanawiać, czy to niespodzianka – aktualna w innym wymiarze. Chociaż wydana pięć lat temu, stwarza obraz tego, co się dzieje z obecną Ameryką. Co doprowadziło do kolejnej kadencji Donalda Trumpa, co się dzieje w ludzkich umysłach i mentalności poza wielkimi aglomeracjami. Tam, gdzie jest bieda, za to nie ma nadziei. Gdzie MAGA ma największy potencjał do zyskania poparcia. Jedna z epizodycznych postaci „Drzew” o ksywce Wielki Dziesięć Czterdzieści był na wiecu obecnego prezydenta. „Ale była zabawa. Wiesz, ten gość jest taki jak my” – zeznaje. „Znaczy się nie jest mądrzejszy od jeżozwierza, ale potrafi pokazać liberalnym elitom ich miejsce”. I w tym à rebours jest zawarte przesłanie powieści Everetta. Żeby już nikt nikomu w taki czy inny sposób nie wskazywał jego miejsca.

Percival Everett "Drzewa", przeł. Tomasz Macios, Marginesy 2026

Percival Everett "Drzewa"

Percival Everett "Drzewa", przeł. Tomasz Macios, Marginesy 2026

Foto: brak

Literatura
Gustaw Herling-Grudziński krytycznie o Mrożku, Wajdzie i Wałęsie
Literatura
Czego nie chciał opowiedzieć Milan Kundera
Literatura
Platon, Hemingway i Szekspir wyrzucani z listy lektur w USA
Literatura
Sonia Draga: Bez księgarń zubożejemy wszyscy
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama