Reklama

Sonia Draga: Bez księgarń zubożejemy wszyscy

Książka musi kosztować, bo to dobro kultury, nad którym pracuje wiele osób, zaś autorka czy autor często nawet kilka lat bądź więcej - mówi Sonia Draga, prezeska Federacji Europejskich Wydawców.

Publikacja: 09.01.2026 04:40

Sonia Draga, prezeska Federacji Europejskich Wydawców

Sonia Draga, prezeska Federacji Europejskich Wydawców

Foto: Mat. Pras.

Jest pani prezeską Federacji Europejskich Wydawców, szefową jednej z najprężniejszych oficyn w kraju. Co pani zdaniem jest teraz największym problemem polskiego rynku książki?

Na pewno kłopoty z dystrybucją i wojny cenowe pomiędzy dużymi graczami i podmiotami, które sprzedają nasze książki. Powoduje to sytuację, w której nowa pozycja pojawia się na rynku od razu z 35-40 proc. rabatem. Właśnie dlatego uzdrowiłaby nasz rynek ustawa o książce z zapisem o stałej cenie, na przykład przez pierwszy rok sprzedaży. Jesteśmy bodaj jedyną branżą, która wprowadza nowości od razu z dużym rabatem.

Po co w ogóle ustanawiać cenę, skoro jest ona fikcją?

Bo mamy w umowach handlowych z naszymi kontrahentami zapisane określone rabaty naliczane od sugerowanych cen detalicznych (często drukowanych na okładkach książek) i musimy się w tych rabatach zmieścić.

Niestety, taka sytuacja odbywa się kosztem księgarń, które upadają, bo nie są w stanie tak bardzo obniżać cen. Ja też miałam cztery, zamknęłam już dwie. Generalnie księgarnie walczą o przetrwanie i to jest bardzo złe zjawisko.

Mogę tylko do wszystkich zaapelować, żebyśmy się na to nie godzili, ponieważ księgarnia jest miejscem, w którym możemy realnie zapoznać się z książką – zobaczyć, jak jest wydana, bo gdy widzimy ją tylko na ekranie komputera lub smartfona, wydaje się płaska, dwuwymiarowa. Tymczasem nowe edycje są coraz piękniejsze – z barwionym papierem, brzegami, z twardymi bądź miękkimi okładkami, z różnymi uszlachetnieniami. To jednak jesteśmy w stanie zobaczyć i docenić tylko w bezpośrednim kontakcie, czyli w księgarni.

Generalnie księgarnie walczą o przetrwanie i to jest bardzo złe zjawisko.

Sonia Draga

Reklama
Reklama

Właśnie tu można zapoznać się z książką – większymi fragmentami, z wieloma częściami, a przecież najważniejszym miernikiem wyboru czytelnika czy decyzji o zakupie jest treść i autor.

Księgarnie mogą zapewnić większą różnorodność oferty – oczywiście liczba dostępnych tytułów w sklepie internetowym będzie zawsze większa, ale pozycjonowane są tylko te książki, które się dobrze sprzedają. Krótko mówiąc, dominacja sklepów internetowych sprawia, że sprzedają się głównie bestsellery (czyli często oferta popularna, rozrywkowa), a książki bardziej wartościowe, ambitne, są przez czytelników często niedostrzegane. Do sprzedaży takiej oferty potrzebne są właśnie księgarnie.

Dlatego utrzymanie przez rok cen sugerowanych przez nas, wydawców, pozwoliłoby zachować w miarę zdrową sytuację na rynku, by księgarnie mogły się na nim utrzymać.

Czytaj więcej

Czy każdy sarmata był warchołem, pijakiem i awanturnikiem

Nie obawia się pani, że tylko dzięki rabatom Polacy jeszcze kupują książki? Wiadomo, że nie są najlepszymi czytelnikami w Europie, więc jeśli nie będzie rabatu, część z nich zrezygnuje z zakupów? Coś za coś!

Taka obawa zawsze istnieje, ale mam nadzieję, że po okresie przejściowym przyzwyczajenia czytelników się zmienią, choć, oczywiście, naturalnym zachowaniem konsumenta jest kupowanie taniej. Każdy z nas podlega temu mechanizmowi. Jeśli mamy okazję, to kupujemy, korzystając z promocji cenowych. To dobro kultury, nad którym pracuje wiele osób, zaś autorka, autor – często kilka lat bądź więcej. Książka jest też przedmiotem wielokrotnego użytku, przechodzi z rąk do rąk, spełnia wiele funkcji i jest bezsprzeczną wartością naszej cywilizacji. Bez książek nie będziemy się rozwijać jako społeczeństwo.

Czy uważa pani, że jest szansa na wprowadzenie stałej ceny? Czy pomysł przepadnie w kulisach po akcjach lobbystów – są bowiem jego przeciwnicy – lub ze względu na obawy przed skutkami politycznymi?

Wszystko zależy od woli politycznej. Mieliśmy informacje, że rząd chce się sprawą zająć, ale zawsze też dzieje się wiele rzeczy ważniejszych, zwłaszcza w naszej sytuacji geopolitycznej. Więc tak, obawiam się, że ta kluczowa dla naszego rynku kwestia może się rozmyć albo rozpłynąć w czasie. Niektórzy decydenci, tak jak poprzednie władze – bo przecież walczymy o ustawę już od kilkunastu lat – mogą uznać, że wywoła ona zbyt wiele kontrowersji. A warto podkreślić, że podobne ustawy we Francji czy we Włoszech były wprowadzane ponad podziałami politycznymi.

Reklama
Reklama

Może jednak czytelnicy zrozumieją, że jeśli płacą za bilet do teatru często powyżej 100 zł, zaś za bilet na koncert zagranicznej gwiazdy kilkaset złotych, to książka też musi kosztować. 

Sonia Draga

Opozycja jest wolnorynkowa albo za dotacjami dla wybranych. Raczej stałe ceny jej się nie spodobają.

Obawiam się, że wiele osób nie rozumie istoty proponowanej przez nas ustawy. Słyszą, że nie będą mogli kupić książki taniej, ale nie zastanawiają się, z czym wiąże się publikacja naprawdę wielu wartościowych tytułów. Są takie, które nie pojawiają się teraz na rynku, bo wydawcy w takiej trudnej, rozchwianej sytuacji rynkowej nie są pewni, czy wydając książkę ambitniejszą pokryją jej koszty. A wtedy odpuszczają i na rynek trafiają wyłącznie łatwiejsze lektury. To nas w oczywisty sposób zubaża intelektualnie.

Co obserwuje pani jako prezeska Europejskiej Federacji Wydawców poza naszym krajem?

W tych państwach europejskich, gdzie ustawy o rynku książki nie ma, dyskusje o konieczności jej wprowadzenia toczą się cały czas. Stojąc na czele europejskiej organizacji wydawców miałabym ochotę wskazać wytyczne dla państw, które nie wprowadziły ustawy, ale na razie jeszcze nie chcemy tego robić. Natomiast gdy popatrzymy na Europę, zobaczymy, że w takich dużych państwach jak Francja, Hiszpania, Niemcy, Włochy, czyli na wszystkich najważniejszych rynkach, wprowadzono taką ustawę. Podobną regulację mają też mniejsze państwa, jak Belgia, Słowenia czy Holandia. Dwa lata temu do tej grupy dołączyła Norwegia.

Czytaj więcej

Ewa Woydyłło i jej szczęśliwa trzynastka

Wielka Brytania nie ma ustawy, ale zrobiła sobie brexit, który wcześniej zafundowano rynkowi książki, gdy dano wolność hipermarketom. Dlatego z ustawy (Net Book Agreement) zrezygnowano, a potem przyszedł Amazon i teraz Brytyjczycy już nic nie są w stanie zrobić.

Oczywiście żałują tej decyzji, ale sprawy zabrnęły za daleko. Mają dużego gracza, który zaniża ceny i księgarnie mają problem. Jednocześnie wydawcy brytyjscy odczuwają komfort dzięki możliwościom eksportowym języka. Angielskie książki sprzedają się na całym świecie. Nam takiego komfortu nikt nie zapewni. Język polski jest zbyt skomplikowany, zbyt trudny, żebyśmy jako wydawcy mogli się posiłkować eksportem naszych oryginalnych pozycji bez przekładu.

Reklama
Reklama

A co ze sztuczną inteligencją?

Wszyscy żyją tą kwestią i zagrożeniem wynikającym z zastosowania sztucznej inteligencji w sposób niekorzystny dla wydawców oraz autorów. Ostatnio występowałam na konferencji, która była organizowana przez świat poligraficzny, ale dla szeroko rozumianej branży wydawniczej. Mówiliśmy właśnie o sztucznej inteligencji i miałam za zadanie podsumować debatę. Kiedy przygotowywałam się do mojego wystąpienia, uświadomiłam sobie – i to właśnie powiedziałam – że doświadczamy gigantycznego podziału rynku wydawniczego, który będzie się jeszcze bardziej pogłębiał. Dzielimy się na pół, czyli na wydawców i self-publishing, który rozwija się bez naszej wiedzy i kontroli, bo nie wiemy, ile się wydaje książek przez różne kanały typu Amazon i inne portale self-publishingowe.

Czytaj więcej

„Lewandowski. Prawdziwy”. Szokująco wspaniała biografia

Jest też Internet, gdzie hula sztuczna inteligencja, a wraz z nią osoby, które uważają, że mogą właśnie dzięki sztucznej inteligencji zostać pisarzami, a nawet znajdują gdzieś czytelników. Tak się realizują, to się toczy i tego nie powstrzymamy.

Jednocześnie mamy tradycyjny rynek wydawniczy, który też musimy podzielić biorąc pod uwagę rynek książki profesjonalnej, akademickiej, już funkcjonujący we współudziale ze sztuczną inteligencją. Naukowcy bardzo chętnie z niej korzystają i nie wyobrażają sobie, żeby teraz im zabronić pisania prac bez użycia nowych narzędzi technologicznych. Ja zaś reprezentuję tę część wydawców, która nie chce użycia sztucznej inteligencji w tworzeniu treści. Jako wydawcy stoimy na straży ludzkiej twórczości i jako prezeska Federacji uważam, że naszym zadaniem jest obrona wartości autorów, pisarzy z krwi i kości.

Ten rok przyniesie pewnie przyspieszenie w tej kwestii, ponieważ mamy już pierwsze objawy niezadowolenia, frustracji. Problem na pewno będzie narastał i oczekiwania poważnych rozwiązań, w tym i legislacyjnych, będą duże.

Reklama
Reklama

A co jako wydawczyni poleca pani właśnie z półki autorów z krwi i kości?

Nie mogę nie zacząć od „Tajemnicy tajemnic” Dana Browna, czyli pierwszej jego powieści od ośmiu lat, która była jednym z największych hitów 2025 r. Dan udowadnia, że wciąż potrafi pisać dobrą sensację, wplatając w nią ważne dla nas wszystkich i aktualne zagadnienia. Pragnę też gorąco polecić „Poranki w Dżeninie” Susan Abulhawy, pięknie napisaną powieść, opartą częściowo na faktach, o tym, co się działo na terenie Izraela w latach 40-50 XX w. Ta powieść obyczajowa poprzez tragedie ludzkie pozwala nam zrozumieć podłoże współczesnego konfliktu między Izraelem a Palestyną – możemy zrozumieć przyczyny tego, co działo się później i dzieje się teraz.

Chciałabym też zwrócić uwagę na „22 długości” Caroline Wahl – surową, a jednocześnie delikatną opowieść o spustoszeniach, które niesie życie rodzinne, i o próbach znalezienia szczęścia i wolności. Książka, będąca debiutem literackim, zawładnęła niemieckimi listami bestsellerów i od dwóch lat z nich nie schodzi.

Również czytelnikom, którzy interesują się tym, co dzieje się na świecie, chcę zarekomendować „Dziennik więźnia” Nicolasa Sarkozy’ego. 

Sonia Draga

Muszę też wspomnieć o Antonio Scuratim, który niedawno odwiedził Polskę, pomagając nam w promocji jego monumentalnego cyklu o Benito Mussolinim oraz eseju „Faszyzm i populizm”. Autor poprzez swoje książki stara się nas przestrzec, że doświadczamy podobnego zjawiska w ostatnich czasach, jak w latach 20. ubiegłego wieku – rozwój obecnej formy populizmu ma wiele wspólnego z tamtymi nurtami faszystowskimi.

Również czytelnikom, którzy interesują się tym, co dzieje się na świecie, chcę zarekomendować „Dziennik więźnia” Nicolasa Sarkozy’ego. Będąc w zamknięciu przez kilka tygodni miał, niestety, sprzyjającą okazję, żeby pracować nad tekstem. Wcześniej sporo książek już napisał, więc warsztat pisarski miał wypracowany. Książka ukazała się na rynku francuskim w grudniu, my ją wydamy pod koniec stycznia. Pokazuje byłego prezydenta Francji, czyli polityka z krwi i kości, ale też mężczyznę, ojca, męża, który w sytuacji, w jakiej się znalazł, wzrusza się, cierpi, przeżywa to, co się dzieje i nikogo nie udaje. Jest sobą.

Reklama
Reklama

Książka pokazuje wielkie emocje i choćby z tego powodu jest to wartościowa lektura. Oczywiście dowiadujemy się też, co się działo krótko przed uwięzieniem autora, jakie są kulisy całej sytuacji i wielkiej polityki.

Literatura
Czy każdy sarmata był warchołem, pijakiem i awanturnikiem
Literatura
„Lewandowski. Prawdziwy”. Szokująco wspaniała biografia
Literatura
Tajemnica tajemnic współpracy Soni Dragi z Danem Brownem i „Kodu da Vinci" w Polsce
Literatura
Musk, padlinożercy i pariasi. Wykład noblowski Krasznahorkaia o nadziei i buncie
Literatura
„Męska rzecz", czyli książkowy hit nie tylko dla facetów i twardzieli
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama