Czy uznają Morawieckiego jako ewentualnego przyszłego premiera? Mało realne. Ale Kaczyńskiemu lepiej mieć Morawieckiego obok siebie, niż mierzyć się z kolejną partią na prawicy.
Scenariusz drugi: Morawiecki odchodzi z PiS-u. Próbuje go do tego zmusić partia, ale ostatecznie decyzja ma należeć do niego. Dla Kaczyńskiego byłby to najlepszy scenariusz, jeśli nie dogadałby się z byłym premierem. Na niespełna dwa lata przed planowanymi wyborami trudno utrzymać zainteresowanie nową partią. Przez ten czas były premier z nową formacją mógłby się spalić politycznie, opatrzyć medialnie i stracić rynkową świeżość. Ale Morawiecki nie odejdzie.
Scenariusz trzeci: Morawiecki zostaje wyrzucony z PiS. A to zrobiłoby z niego męczennika, który został potraktowany przez kolegów instrumentalnie. Nie wymienili go jako premiera, a wyrzucają teraz, traktując jako balast. To nie byłby dobry sygnał dla wyborców Kaczyńskiego, ale pokaz tego, jak przedmiotowo PiS traktuje swoich i odcina się od nich, gdy mają problemy.
Wyrzucony z partii Morawiecki budowałby się stopniowo, a im bliżej wyborów mógłby stworzyć nową partię. Im później zostałby wyrzucony z partii, tym czas grałby na jego korzyść. Kaczyński, wypychając Morawieckiego musiałby podważyć rządy PiS i odciąć się od decyzji swojego premiera, a to byłby gotowy przepis na konflikt na prawicy, na którym zyskaliby wszyscy, poza partią Kaczyńskiego. Co więc się wydarzy?
PiS jest w pułapce. Każda decyzja Jarosława Kaczyńskiego będzie zła dla partii
Kaczyński jest w sytuacji bez wyjścia. Musi dogadać się z Morawieckim. Więcej, PiS musi stanąć murem za Morawieckim, gdy ten będzie musiał odpowiadać za aferę RARS.
Kontynuacja otwartego konfliktu skończyłaby się pożogą partyjną. Następna partia prawicowa oznaczałaby dla Kaczyńskiego utratę kolejnych wyborców, a na rzecz Konfederacji i partii Brauna stracił ich już wystarczająco dużo.
Odcinanie się od byłego premiera rządów PiS-u, kiedy ma problemy prawne, to przyznanie się do winy. Lepszego scenariusza Donald Tusk nie mógłby sobie wyobrazić. Przedłużająca się wojna w PiS-ie również sprzyja konkurencji politycznej. Każda partia zajmująca się sobą traci.
Wygląda na to, że Mateusz Morawiecki wygrał polityczną bitwę z Jarosławem Kaczyńskim. Do wojny, dla własnego dobra, obaj nie mogą dopuścić. Teraz prezes PiS-u musi pokazać, jaką realną ma władzę w partii, czy potrafi poskromić adwersarzy Morawieckiego i czy potrafi opanować pożar, który trawi jego polityczny dom. Póki jeszcze da się go ugasić i z PiS-u nie zostały zgliszcza.