„Rzeczpospolita”: Jak by pan skomentował rozłam w Polsce 2050?
Prof. Sławomir Sowiński: To polityczna burza, chociaż nie grom z jasnego nieba, ponieważ od dawna nad ugrupowaniem Szymona Hołowni gromadziły się ciemne chmury. Było kwestią czasu, kiedy dojdzie do przesilenia.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest w trudnej sytuacji.
Jej misja jako odnowicielki dzieła Szymona Hołowni wydaje się teraz niemal niemożliwa do realizacji. Nie wiemy, czy w dłuższej perspektywie pozostanie przy niej 15 posłów i czy Polska 2050 nadal będzie mieć klub parlamentarny. Odejście kilkanaściorga posłów z Pauliną Hennig-Kloską osłabia struktury Polski 2050, dlatego że tego typu partie są w dużej mierze oparte o biura poselskie. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie jest posłem, co też osłabia jej pozycję. Chyba jest tak, że Polska 2050 dzieli los swojego założyciela i w jakimś sensie odchodzi do historii.
Czytaj więcej
Grupa posłów Polski 2050 odchodzi z partii i zakłada klub Centrum. - Chcemy utworzyć klub parlame...
Zgadza się pan z opinią Szymona Hołowni, który powiedział, że całkowitą odpowiedzialność za rozłam ponosi Paulina Hennig-Kloska i ci, którzy z nią odchodzą?
Ta opinia była bardzo emocjonalna. W zawodowej polityce nie bardzo jest miejsce na uzewnętrznianie emocji. Zbyt emocjonalne reakcje nieraz już marszałkowi Hołowni szkodziły.
Mówił o nienawiści, to dość mocne słowo.
I dość nieprofesjonalne. Zawodowi politycy skrywają takie uczucia, nawet jeśli są nimi poruszeni. Wydaje mi się, że za sytuację w Polsce 2050 odpowiada przede wszystkim Szymon Hołownia. Swoją niekonsekwencją, hamletyzowaniem, nielogicznymi działaniami (np. słynną herbatą u Adama Bielana) on ten kryzys rozpoczął, a dzisiaj jego ugrupowanie zbiera tego efekty.