Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak ukraińskie ataki wpłynęły na infrastrukturę energetyczną w Biełgorodzie?
- Jakie konsekwencje dla mieszkańców miasta niosą utrata prądu i ogrzewania?
- W jaki sposób relacje międzyludzkie między Biełgorodem a Charkowem zmieniły się w wyniku wojny?
- Jak mieszkańcy reagują na obecność wojska i zwiększoną przestępczość w regionie?
- Dlaczego sytuacja w Biełgorodzie jest ignorowana przez centralne media rosyjskie?
- Co oznaczałby blackout w Briańsku dla rosyjskich miast graniczących z Ukrainą?
– My też potrafimy wyłączać światło – w środku rosyjskich nalotów na elektrociepłownie dużych miast na Ukrainie ostrzegł dowódca ukraińskiej „armii dronów” Robert Browdi.
Od początku lutego w siedmiu kolejnych uderzeniach ogrzewania i prądu został pozbawiony nadgraniczny rosyjski Biełgorod. – Niedobry wieczór, drodzy przyjaciele – przywitał mieszkańców miasta miejscowy gubernator Wiaczesław Gładkow. – Po dokładnej analizie naszych energetyków (…) doszliśmy do wniosku, że te domy, które są podłączone do centralnej sieci ciepłowniczej, nie będą mogły dostawać gorącej wody do końca sezonu grzewczego – mówił po ostatnim uderzeniu.
Kilkaset tysięcy Rosjan marznie, mściwa radość w Ukrainie
W Biełgorodzie jest obecnie około –10 stopni. Tak jak i w odległym o 60 km Charkowie czy w Kijowie. Oba ukraińskie miasta, bombardowane przez Rosjan, nadal częściowo pozbawione są ogrzewania i prądu – i to od wielu tygodni. Również tam setki domów zamarzają, a służby komunalne spuszczają wodę z ich sieci grzewczych, by nie doprowadzić do popękania wszystkich rur.
Ale tylko w rosyjskim Biełgorodzie wodę zlewają wprost na klatki schodowe, do jednego kataklizmu dodając kolejny. Od początku wojny rosyjska biurokracja – zarówno centralna, jak i lokalna – nie wykazuje chęci zrozumienia potrzeb mieszkańców.