Reklama

Ukraińcy znaleźli sposób, jak zemścić się na Rosjanach. 300-tysięczne miasto zamarza

Ukraińcy atakują infrastrukturę energetyczną w obwodzie biełgorodzkim mszcząc się za rosyjskie ataki powietrzne na Ukrainę. Liczący 300 tys. mieszkańców Biełgorod marznie tak, jak ukraińskie miasta - Kijów czy Charków.

Aktualizacja: 25.02.2026 18:54 Publikacja: 23.02.2026 06:29

Pogrążony w ciemnościach Biełgorod

Pogrążony w ciemnościach Biełgorod

Foto: REUTERS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak ukraińskie ataki wpłynęły na infrastrukturę energetyczną w Biełgorodzie?
  • Jakie konsekwencje dla mieszkańców miasta niosą utrata prądu i ogrzewania?
  • W jaki sposób relacje międzyludzkie między Biełgorodem a Charkowem zmieniły się w wyniku wojny?
  • Jak mieszkańcy reagują na obecność wojska i zwiększoną przestępczość w regionie?
  • Dlaczego sytuacja w Biełgorodzie jest ignorowana przez centralne media rosyjskie?
  • Co oznaczałby blackout w Briańsku dla rosyjskich miast graniczących z Ukrainą?

– My też potrafimy wyłączać światło – w środku rosyjskich nalotów na elektrociepłownie dużych miast na Ukrainie ostrzegł dowódca ukraińskiej „armii dronów” Robert Browdi.

Od początku lutego w siedmiu kolejnych uderzeniach ogrzewania i prądu został pozbawiony nadgraniczny rosyjski Biełgorod. – Niedobry wieczór, drodzy przyjaciele – przywitał mieszkańców miasta miejscowy gubernator Wiaczesław Gładkow. – Po dokładnej analizie naszych energetyków (…) doszliśmy do wniosku, że te domy, które są podłączone do centralnej sieci ciepłowniczej, nie będą mogły dostawać gorącej wody do końca sezonu grzewczego – mówił po ostatnim uderzeniu.

Kilkaset tysięcy Rosjan marznie, mściwa radość w Ukrainie

W Biełgorodzie jest obecnie około –10 stopni. Tak jak i w odległym o 60 km Charkowie czy w Kijowie. Oba ukraińskie miasta, bombardowane przez Rosjan, nadal częściowo pozbawione są ogrzewania i prądu – i to od wielu tygodni. Również tam setki domów zamarzają, a służby komunalne spuszczają wodę z ich sieci grzewczych, by nie doprowadzić do popękania wszystkich rur.

Ale tylko w rosyjskim Biełgorodzie wodę zlewają wprost na klatki schodowe, do jednego kataklizmu dodając kolejny. Od początku wojny rosyjska biurokracja – zarówno centralna, jak i lokalna – nie wykazuje chęci zrozumienia potrzeb mieszkańców.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kremlowski „Generał Mróz” przeciwko Ukrainie. Moskwa walczy ciemnością i chłodem

– No, co pier… sąsiedzi? Cztery lata bombardowaliście nasz Charków, ale ewakuację po cichu ogłaszają wam, a nie nam. (…) Już dzieliliście nasze mieszkania między sobą: kto weźmie najładniejsze. A teraz to was ewakuują. Przyszedł wasz czas, bydlaki – jeden z mieszkańców ukraińskiego Charkowa, niszczonego od początku wojny, nagrał takie pozdrowienia mieszkańcom sąsiedniego miasta, zza wrogiej granicy. Rosyjski gubernator bowiem wezwał mieszkańców do wyjazdu „do krewnych, gdzie jest ciepło”.

Przed wojną Biełgorod znajdował się w orbicie milionowego Charkowa. Przez granicę jeżdżono do Ukrainy na zakupy (było taniej), po naukę (Charków był silnym ośrodkiem uniwersyteckim) czy rozrywkę – na koncerty i piątkowe imprezy. Oba miasta łączyło coś w rodzaju kolei podmiejskiej oraz silne związki towarzysko-rodzinne.

Drwiące porady, jak przeżyć atak powietrzny

Tym boleśniej w Charkowie przyjęto biełgorodzki wybuch radości z powodu ataku na Ukrainę i na ich miasto. Rosyjska młodzież ruszyła wieczorem 24 lutego 2022 r. w kierunku pobliskiej granicy i tam na szosie urządziła imprezę pod gwizd i wycie przelatujących nad głowami rakiet swojej armii, bombardującej milionową metropolię.

Obecne ataki na Biełgorod są zemstą za całą Ukrainę, ale dla charkowian to też osobisty rewanż. „Biełgorod powinien i będzie wyglądać jak nasza Sałtiwka” – piszą w internecie mieszkańcy Charkowa. Sałtiwka to północno-wschodnia dzielnica ich miasta, zrujnowana przez rosyjską armię, w której przed wojną mieszkało tylu ludzi, ilu obecnie w Biełgorodzie.

Czytaj więcej

„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Reklama
Reklama

A mieszkańcy rosyjskiego miasta umieszczają teraz w internecie nagrania z bombardowań, gdzie wystraszeni ludzie kulą się na dźwięk nadlatujących dronów. „Jako charkowczanin mogę wam powiedzieć, że jeśli słyszycie przylot, to możecie się cieszyć. To znaczy, że przyleciało nie po was” – pisze im w odpowiedzi mieszkaniec ukraińskiej metropolii doświadczanej od czterech lat rosyjskimi ostrzałami.

W nocy z 22 na 23 lutego Ukraińcy atakowali infrastrukturę energetyczną w obwodzie biełgorodzkim i obwodzie woroneskim

Wiaczesław Gładkow, gubernator obwodu biełgorodzkiego poinformował, że w niedzielę wieczorem ukraińska armia przeprowadziła zmasowany atak rakietowy, którego celem była infrastruktura energetyczna w Biełgorodzi i rejonie biełgorodzkim. Gładkow przyznał, że doszło do poważnych uszkodzeń obiektów infrastruktury, w wyniku których nastąpiły przerwy w dostawach prądu, wody i ciepła. 

Tymczasem gubernator obwodu woroneskiego Aleksandr Gusiew podał, że w nocy z 22 na 23 lutego szczątki ukraińskiej rakiety spadły na obiekt infrastruktury energetycznej w Woroneżu. W wyniku ataku w dwóch dzielnicach miasta doszło do przerw w dostawach prądu. 

Z rosyjskiego miasta od początku wojny wyjechała już 1/5 ludności. – Od początku dla wielu mieszkańców było jasne, co się dzieje, szczególnie na samym początku wojny. Wtedy wielu wyjechało, zrozumiało, do czego to prowadzi. Ale władze biełgorodzkie mówiły: „Nie, nie, wszystko będzie w porządku. Zostańcie. Najtrudniejsze już za nami” – opowiada jedna z mieszkanek.

Wykres ilustrujący skalę rosyjskich ataków powietrznych na Ukrainę od 1 stycznia 2025 roku do 22 lut

Wykres ilustrujący skalę rosyjskich ataków powietrznych na Ukrainę od 1 stycznia 2025 roku do 22 lutego 2026 roku

Foto: PAP

Największym zagrożeniem w Rosji jest własna armia

Teraz, jeśli w domach jest prąd, to jego napięcie sięga często tylko 168 wolt. W nocy na ulicach miasta nie ma oświetlenia już od jesieni, nie działają światła uliczne. – Ciekawe, czy pracują kamery policyjne – dopytywał się w internecie jeden z mieszkańców.

Reklama
Reklama

Chyba jednak nie, gdyż gwałtownie zwiększyła się przestępczość. Liczba gwałtów wzrosła czterokrotnie od początku wojny. Wszyscy bez wyjątku wiążą to ze zwiększeniem liczebności wojska w mieście i w jego okolicach. Obwód biełgorodzki znalazł się na pierwszym miejscu w Rosji w tego rodzaju przestępstwach. Rada miasta od czasu do czasu obraduje nad „zmniejszeniem przestępczości”, ale radni boją się nawet nazwać jej główną przyczynę – własną armię.

Czytaj więcej

Gwałt – rosyjskie narzędzie wojny

Po zmroku mieszkańcy chodzą z latarkami i odblaskowymi elementami na odzieży. Kierowcy, szczególnie na osiedlach mieszkaniowych, starali się oświetlać chodniki, zostawiając na godzinę-dwie włączone światła swych samochodów, by mieszkańcy mogli wrócić do domów. Ale między domami kryje się sprzęt wojskowy, szybko więc przestali, postraszeni przez żołnierzy. – Miasto, wokół bloki mieszkalne, a na parkingu coś takiego – opowiada biełgorodzianin, pokazując stojącą pod jego oknem wojskową stację radarową.

Biełgorod pierwszy pogrążył się w mroźnej ciemności. Kto następny?

Brak prądu doprowadził do zatkania kanalizacji w Biełgorodzie. Po styczniowym ataku na Kijów kremlowska propaganda przez kilka tygodni naśmiewała się z mieszkańców tamtejszej ogromnej dzielnicy Trojeszczyna, gdzie przestała działa kanalizacja i miejscowe władze rozważały kopanie latryn. Teraz obwód moskiewski podarował „bratniemu Biełgorodowi” 250 przenośnych toalet – po jednej na 1,2 tysiąca mieszkańców miasta.

– Całe miasto i znaczna część obwodu pogrążyła się w ciemności. Ani światła, ani wody. Nic nie działa. Nie wiadomo, co będzie dalej – opowiada jeden z mieszkańców. Większość mniejszych biznesów została zamknięta. W ukraińskich miastach zaś, mimo nalotów i rozbijania sieci energetycznej, tętni życie, choć na ulicach słychać nieprzyjemny warkot generatorów, a nad nimi unosi się smród spalonego paliwa. – Nie przygotowali się do deficytu prądu – denerwuje się gubernator Biełgorodu na miejscowych przedsiębiorców.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Lwów. Miasto bez prądu, ale pełne nadziei

Jednocześnie Ukraińcy zaczynają atakować inne duże miasta, przede wszystkim Briańsk. W połowie lutego przeżył już on częściowy blackout, prawdopodobnie wkrótce straci zupełnie prąd, jak Biełgorod. Tymczasem o problemach kilkuset tysięcy ludzi, marznących w środku zimy, mało kto wie w Rosji. Centralne telewizje milczą na ten temat, Kreml nic nie mówi, jakby go to w ogóle nie interesowało. Możliwe, że dla Władimira Putina to nieistotne koszty wojny.

Konflikty zbrojne
USA poczekają aż Izrael zaatakuje Iran?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Konflikty zbrojne
„Zostały nam tylko radia, kable i gołębie”. Podsłuchane rozmowy Rosjan świadczą o chaosie
Konflikty zbrojne
Gen. Roman Polko: Rosja przegrywa na froncie, ale Trump ją wzmacnia
Konflikty zbrojne
Czy Rosja będzie w stanie kontynuować wojnę w 2026 roku? Eksperci przeanalizowali sytuację
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama