Reklama

Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany

Katastrofa? Chyba za dużo powiedziane. Katastrofą byłoby, gdyby wskutek podziału Polski 2050 powstała grupa mogąca zagrozić rządowej większości, zaszantażować Donalda Tuska. Ale gdy byłe środowisko Szymona Hołowni dzieli się niemal dokładnie na pół, żadna z grup nie ma siły, by wywrócić koalicję.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska

Foto: PAP/EPA

Czy do tego rozpadu musiało dojść? Takie przekonanie dzisiejsi rozłamowcy serwowali od dawna, choć publicznie nawoływali do jedności klubu. Ale nieoficjalnie mało kto wierzył w utrzymanie jedności Polski 2050 po przejęciu nad nią kontroli przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Dziś otwarte już komentarze rozłamowców na temat jej kierownictwa są bezlitosne. Polska 2050 końca epoki Szymona Hołowni i pod batutą Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz była dla buntowników synonimem braku wewnętrznej demokracji, partią i klubem zarządzanymi jednoosobowo, bez wewnętrznej dyskusji, a nawet spotkań, które dotyczyłyby uzgodnienia wspólnej linii. Na dodatek partia szła mocno w lewo, odchodząc od pierwotnych założeń programowych. Dla wielu jej członków było to za wiele.

Reklama
Reklama

Czarę goryczy przelała tzw. uchwała kagańcowa przeforsowana – zdaniem rozłamowców, jednoosobowo przez Pełczyńską-Nałęcz, która zamykała na ponad miesiąc (do zjazdu krajowego planowanego na 21 marca) jakiekolwiek zmiany w strukturach i wzywająca do zaprzestania wewnętrznej krytyki. Na logikę można by dowodzić jej słuszności, miała uspokoić wewnętrzne napięcia. Jednak z perspektywy partii tak skłóconej i targanej sprzecznościami jak Polska 2050 wypada ją uznać za polityczne samobójstwo.

Czytaj więcej

Rozłam Polski 2050. Członkowie opuszczają partię i zakładają nowy klub w Sejmie

Ale chyba nie mogło być inaczej. Autor tych słów kilka tygodni temu, po przejęciu przez Pełczyńską-Nałęcz stanowiska przewodniczącej, nawoływał ją do większej koncyliacyjności w partii, argumentując, że tylko utrzymanie jedności Polski 2050 da jej mocną kartę do gry o fotel wicepremiera i udowodni zdolność do gry na szczytach polityki.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest jak skorpion na grzbiecie żaby

Nie było to możliwe – dowodzili jej przeciwnicy. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest jak skorpion na grzbiecie żaby pośrodku wielkiego jeziora – ukąsi bez względu na logikę. I tak się stało. Dziś przewodnicząca musi walczyć o utrzymanie klubu, a jej pozycja w koalicji wyraźnie osłabła. Na tyle, że nie może kalkulować jakiegokolwiek politycznego szantażu wobec Donalda Tuska. Grupa skupiona wokół Pauliny Hennig-Kloski – przynajmniej z tego, co słychać w zapowiedziach – nie ma ochoty na „kołysanie łódką”, chce się skupić na merytoryce, a nie wewnętrznych rozgrywkach i powtarza oklepane hasła o „nowej jakości w polityce”. Trochę to żenuje w kontekście dzikich awantur w klubie, ale cóż, trzeba czekać, co dalej. 

Reklama
Reklama

A na co mamy czekać? Zapewne na kolejne zasilenia kadrowe (do klubu na razie nie dołączyli ważni posłowie Joanna Mucha i Paweł Zalewski) oraz potencjalne (zapowiadane) kolejne transfery z Polski 2050. Na debatę o politycznej przyszłości, np. o założeniu partii. Na rozmowy w ramach kolacji o statusie nowego podmiotu i jego udziale w rządzie. Na rozmowy o umowie koalicyjnej, którą trzeba będzie zaktualizować i dostosować do nowych realiów. Nie można wykluczyć, że przetrzebiona Polska 2050 straci, w efekcie, prawo do stanowiska wicepremiera, co było politycznym planem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Koniec Polski 2050 Szymona Hołowni, ale nie koalicji rządzącej

Spraw do załatwienia i znaków zapytania jest więc dużo. Ale mamy też kilka pewników – projekt Szymona Hołowni został ostatecznie pogrzebany. Podobnie jak jego osobisty autorytet. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz udowodniła, że nie ma kompetencji do przewodzenia czemukolwiek, czego efektem będzie dalsza atrofia tego środowiska aż do „wyprowadzenia sztandarów” 21 marca. A Donald Tusk ma nową układankę do ogarnięcia. Ale niezbyt skomplikowaną, bo sejmowe Centrum (z litości nie skomentuję kreatywności pomysłodawców nazwy nowego klubu) z sympatią dryfuje w stronę KO, a za chwilę będzie zabiegać o miejsca na listach wyborczych. Na zbyt wiele – na ich miejscu – bym jednak nie liczył.

Publicystyka
Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Publicystyka
Estera Flieger: Dorastanie Europy
Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. Co może być jego celem?
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Czy Zbigniew Ziobro ma na siebie pomysł
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama