Reklama

Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry

Argumenty padające w sprawie wykorzystania przez Polskę unijnych możliwości pożyczkowych na potrzeby zbrojeń i bezpieczeństwa (SAFE) mówią bardzo wiele na temat stanu polskiej prawicy - pisze Konrad Szymański, były minister ds. Unii Europejskiej.
Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry - przekonuje Konrad Szymański

Zbigniew Ziobro na konferencji PiS

Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry - przekonuje Konrad Szymański

Foto: PAP

Bez względu na decyzję prezydenta w sprawie ustawy ułatwiającej wydawanie środków z unijnego programu SAFE, warto się temu przyjrzeć uważniej, ponieważ te mechanizmy mogą odegrać rolę w wielu innych przypadkach w przyszłości.  Krytycy sięgnięcia po te pieniądze używają czterech argumentów.

Reklama
Reklama

Czy SAFE jest antyamerykański?

SAFE ma być podobno mechanizmem „wypychania USA z Europy”. Pomijając fakt, że USA same głośno mówią o redukcji zaangażowania w Europie, jedno jest pewne: tak Unia Europejska, jak i USA zgadzają się dziś co do tego, że Europa musi brać większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Różnica w wydatkach zbrojeniowych krajów UE i USA to ponad 500 mld euro w samym 2024 r. Jeśli ta rażąca dysproporcja wydatków ma się zmniejszyć, to nie ma racjonalnego scenariusza, który nie zakładałby zwiększenia udziału Europy, w tym Polski, w produkcji zbrojeniowej. Przemawia za tym konieczność uruchomienia wszystkich dostępnych mocy przemysłowych i prosty fakt polityczny – Europejczycy nie podtrzymają zgody na rosnące wydatki obronne, jeśli nie będą ich realizować także u siebie.

Polska słusznie od zawsze zabiegała o to, by proces ten był ewolucyjny i nigdy nie zakładał eliminacji wymiany handlowej między USA, a Europą w tym obszarze. To byłby absurd, którego nikt poważnie nie proponuje. Jednak zakładanie, że całość tych rosnących lawinowo kosztów uzbrojenia będzie płynęła za Atlantyk jest nieracjonalne i niezgodne także z polskim interesem.

Konieczne dziś, głównie z uwagi na ofensywność administracji Donalda Trumpa, ułożenie relacji transatlantyckich na nowo musi oprzeć się na partnerstwie i wyważeniu relacji handlowych. Uzbrojenie i usługi cyfrowe należą tu do najważniejszych pozycji.

SAFE nie utrudnia nikomu realizacji kontraktów amerykańskich finansowanych z innych źródeł. Kraje, które realizują zamówienia na F-35, jak Polska, Włochy, Dania, Finlandia, czy Niemcy, będą je kontynuowały. Nigdzie poza Polską nie pojawił się ten argument.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Co jeśli prezydent zawetuje ustawę o SAFE? Rząd: Skorzystamy, ale jest jedno „ale”

Czy SAFE jest nieekonomiczny?

Pożyczki oferowane przez UE mają być także niekorzystne ekonomicznie. Koronnym dowodem ma być tu odstąpienie Niemiec od udziału w programie pożyczkowym. Powód tej decyzji nie jest tak tajemniczy. Niemcy, ze swoją niedawno poluzowaną polityką fiskalną, mają nieporównywalnie szerszą przestrzeń do taniego pożyczania pieniędzy niż reszta krajów UE. 16 z nich, w tym Włochy, mają, podobnie jak Polska, zatwierdzone plany inwestycyjne, zgodne z wymaganiami SAFE, a 3 kolejne, w tym Węgry, złożyły swoje wnioski.

Polska słusznie od wielu lat zakłada bardzo wysokie tempo przyrostu wydatków na zbrojenia. Z tego powodu budżet MON jest skrajnie napięty, podobnie jak budżet całego państwa, a Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych jest już zadłużony na realizację zakupów amerykańskich czy koreańskich. SAFE może tylko odciążyć FWSZ, by mógł kontynuować te kierunki dostaw. SAFE ma być ważną częścią składową polskich wydatków na obronę, nie alternatywą dla nich. Pozostają euroobligacje BGK, oprocentowane wyraźnie wyżej niż SAFE. Stąd zapewne biorą się oceny Ministerstwa Finansów, które mówi o oszczędnościach na pożyczkach SAFE rzędu 60 mld zł.

Foto: PAP

Czy SAFE to krok w stronę federalizacji Unii Europejskiej?

Pomocniczym argumentem jest zagrożenie federalizacją, która ma być konsekwencją wspólnego długu UE. Nie będąc federalistą, traktuję takie argumenty z założenia poważnie. Jednak trudno o taką powagę w tym przypadku.

SAFE nie jest kolejną pożyczką UE. Bazuje na starej i tej samej decyzji o zasobach własnych UE, którą powzięto w 2020 r. na potrzeby budżetu UE i specjalnego programu odbudowy po COVID. Niewykorzystana część tamtych środków została przekierowana przez KE, za zgodą wszystkich państw, na potrzeby dozbrojenia europejskich krajów (ReArm Europe, marzec 2025 r.). UE nigdy nie zyskała trwałego prawa do zaciągania długu bez każdorazowej zgody wszystkich państw. Nie mamy więc do czynienia z jakimkolwiek przesunięciem kompetencji w tej materii.

Reklama
Reklama

Drugim problemem jest skala tej operacji. Wydatki SAFE to ok. 0,2 proc. rocznego PKB. Dla takich krajów jak Polska, czy nawet Włochy, to poważny zastrzyk pieniędzy na podniesienie wydatków wojskowych. Natomiast snucie trwożących opowieści o budowaniu superpaństwa, które przy pomocy 150 mld euro zgasi suwerenność kolejnych krajów jest oderwane od jakichkolwiek realiów. Zdradza za to głęboki resentyment.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Czy SAFE podważa suwerenność Polski?

Gdyby w tej dyskusji chodziło jedynie o trzy powyższe argumenty, temperatura tego sporu nie byłaby aż tak wysoka, a pod Pałacem Prezydenckim nie widzieliśmy konfrontacyjnych pikiet … zwolenników prezydenta Nawrockiego. Nie słyszelibyśmy najdalej idących, dramatycznych wręcz twierdzeń o zagrożeniach dla polskiej obronności i suwerenności. Powodem tych najbardziej radykalnych oskarżeń jest nie tylko miałkość pozostałych argumentów, które bledną szczególnie wobec powszechnego wśród Polaków przekonania, że potrzebne są wzmożone wydatki na armię. Głównym powodem gorącej dyskusji jest obawa, że „ogólny system warunkowości służący ochronie budżetu Unii” pozwala na dowolne ingerencje Komisji Europejskiej (KE) w każdą dziedzinę polskiej polityki, z obronnością włącznie.

Ten często powtarzany argument upowszechnił się na prawicy w związku z kluczowym zaniechaniem PiS po wyborach 2023 r., kiedy zdecydowano, że w imię fałszywej jedności, oddanie władzy nie będzie wiązało się z jakąkolwiek analizą powodów tej porażki.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: SAFE – czego boi się Jarosław Kaczyński?

A jednym z powodów tej porażki była niezdolność do zamknięcia sporu z KE o praworządność. Zrobiono w tej sprawie wiele, np. słusznie nowelizując w 2018 r. część ustaw sądowych, które były już przedmiotem postępowania przed TSUE. Jednak w miejsce starych problemów grupka Zbigniewa Ziobry generowała nowe. Głównym była ustawa o odpowiedzialności dyscyplinarnej, która pozwalała na arbitralne otwieranie postępowań dyscyplinarnych np. sędziom, którzy realizowali swoje traktatowe uprawnienia do zadawania pytań prejudycjalnych przed TSUE.

Reklama
Reklama

W ramach kolejnej próby deeskalacji, tym razem prezydent Andrzej Duda, złożył w Sejmie projekt ustawy, która ten spór by zamknęła. Jednak prezydencką ustawę, na skutek działań tej samej małej grupki radykałów, postanowiono w Sejmie zmienić tak, że nie realizowała ona głównego elementu porozumienia z KE – gwarancji, że w Polsce sędziowie nie będą ścigani z powodów orzeczniczych i będą mogli korzystać z praw wprost wymienionych w traktatach. W ten sposób nie zrealizowano minimalnych oczekiwań przewodniczącej KE, która z trudem przeprowadziła polskie KPO przez procedury Komisji, Parlament i Radę UE.

Aby przykryć ten sabotaż wymyślono powtarzaną do dziś bajkę o czysto politycznych motywach, arbitralności i braku podstaw prawnych działań KE. Fakty są jednak takie, że rozporządzenie „o ogólnym systemie warunkowości służącym ochronie budżetu Unii” nigdy wobec Polski nie zostało zastosowane. Skutecznie udało się bowiem ustalić ograniczenia jego stosowania tylko do przypadków defraudacji.

Polskie KPO miało natomiast wpisane minimalne i precyzyjnie zdefiniowane oczekiwania wynikające z obowiązującego już wyroku TSUE. Nie doszłoby do tego zapewne, gdyby nie publiczne, prowokacyjne oświadczenia przedstawicieli władz RP o zdecydowanej woli niewykonania tego i innych wyroków. W polskim KPO nie było żadnych arbitralnych warunków. Były zaledwie powtórzenia wiążących już wyroków TSUE, co stanowiło sukces ministra rozwoju Waldemara Budy, bezpośrednio pilotującego KPO.

90 proc. tych uzgodnień zrealizował PiS, a brakujące 10 proc. można było zrealizować metodami faktycznymi, bez zmiany prawa. Dlatego minister sprawiedliwości Adam Bodnar miał bardzo ułatwione zadanie – mógł wiarygodnie zapewnić KE, że mimo braku dalszych zmian w prawie, zarzuty dyscyplinarne nie będą stawiane za zadawanie pytań prejudycjalnych przed TSUE. A to był jedyny brakujący element. Dlatego tak łatwo było odblokować polskie KPO ku rozgoryczeniu PiS, który słusznie chciał się chwalić negocjacjami budżetowymi w kampanii. Było to na tyle groźne, że ówczesna, bez wątpienia pro-europejska opozycja, głosowała … przeciwko ratyfikacji budżetu UE. Dziś ta „karma” jakby wracała...

Oto cała tajemnica „arbitralnych ingerencji KE w polską suwerenność pod pretekstem praworządności”, którą wmówili całej prawicy sprawcy jednej z kluczowych porażek rządów Zjednoczonej Prawicy. Problemem była nawet nie sama kontrowersja – to się zdarza – ale niezdolność (niechęć?) do dojrzałego zarządzenia i zamknięcia konfliktu o praworządność, w którym Polska nie zyskiwała zrozumienia żadnego państwa członkowskiego.

Reklama
Reklama

Problem prawicy: Brak rozliczenia działalności Ministerstwa Sprawiedliwości w latach 2015-2023

Dziś na tle tej oderwanej od rzeczywistości legendy liderzy prawicowej opozycji – choć nie wszyscy – powtarzają pusty argument o ryzyku dowolnej ingerencji pod dyktando Brukseli lub Berlina. Zgodnie z zasadą „łapaj złodzieja!” ta legenda skutecznie przykrywa winy prawdziwych sprawców kryzysu prawicy, który drąży ją dziś coraz głębiej. To dlatego pojawiają się otwarte, choć spóźnione, protesty w samym PiS wobec „suwpolizacji PiS”.

Brak rozliczenia działalności Ministerstwa Sprawiedliwości w latach 2015-23 stwarza wysokie ryzyko powrotu prawicy do inicjatyw podobnych do tych, które zaprowadziły Polskę do trwającego rozkładu wymiaru sprawiedliwości oraz jałowych sporów z Brukselą. Jest prosta recepta, jak tego wszystkiego uniknąć. Pokazuje to dobitnie polityka premier Włoch Giorgii Meloni, której ta sama polityczna afiliacja nie przeszkadza, by cieszyć się dobrą reputacją i współpracą tak w Berlinie, Waszyngtonie, jak i w Brukseli. Na początek wystarczy powstrzymać się od ręcznego grzebania przy sądownictwie. Przynosi to bowiem nie tylko zaburzenie relacji z niemal całym Zachodem, ale co najważniejsze, jest szkodliwe dla samych Polaków.  Bez poważnego przepracowania tej lekcji, prawicy będzie bardzo trudno odpowiedzialnie rządzić.

Wbrew naszym oczekiwaniom i doświadczeniom ostatnich 30 lat, nasz świat i nasze położenie się skomplikowało. Nie ma już jednego cudownego klucza do naszej bezpiecznej przyszłości, czego się zasadnie spodziewaliśmy po wejściu do UE i NATO.

Polska potrzebuje jednocześnie dobrych relacji z USA, odnowy NATO i transatlantyckiego partnerstwa, efektywnej polityki przemysłowej i budżetowej UE i w końcu własnego potencjału, który tymi międzynarodowymi czynnikami będzie tylko wzmacniany. SAFE w tej talii polskich kart w niczym nie przeszkadza, a sensownie wykorzystany, może pomóc.

Reklama
Reklama

Konrad Szymański

Autor jest członkiem Rady PISM. Był ministrem ds. UE w rządach Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Odszedł w 2022 roku w związku z utrzymującym się konfliktem o praworządność.

Publicystyka
Estera Flieger: Dorastanie Europy
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. Co może być jego celem?
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Czy Zbigniew Ziobro ma na siebie pomysł
Publicystyka
Jędrzej Bielecki: Orędzie Donalda Trumpa o stanie państwa. Jak prezydent USA mijał się z prawdą
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama