Reklama

Co jeśli prezydent zawetuje ustawę o SAFE? Rząd: Skorzystamy, ale jest jedno „ale”

180 miliardów złotych na dozbrojenie Polski, jedna trzecia unijnego budżetu obronnego i bezprecedensowe tempo realizacji – program SAFE mógłby być największym sukcesem polskiej dyplomacji. Zamiast tego stał się zakładnikiem politycznej awantury – mówi Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. Instrumentu na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa Europy.

Publikacja: 24.02.2026 12:08

Polska ma skorzystać z programu SAFE nawet jeśli prezydent nie podpisze ustawy implementującej progr

Polska ma skorzystać z programu SAFE nawet jeśli prezydent nie podpisze ustawy implementującej program

Foto: PAP

Program SAFE stał się areną zażartej walki politycznej między koalicją rządzącą, opozycją a Pałacem Prezydenckim. Na szali leży ok. 180 miliardów złotych na obronność. Czy ta skala politycznego zamieszania panią zaskoczyła?

Tak. To, jakich rozmiarów przybrało to zamieszanie, jest dla mnie zaskakujące. Nie jest też tajemnicą, że przez wiele lat byłam dziennikarką polityczną i tematy bezpieczeństwa oraz uzbrojenia zawsze były wyjęte spod bieżącej, powiedziałabym, ostrej wymiany ciosów politycznych. Przecież tak było chociażby z ustawą o obronie ojczyzny, procedowaną za poprzedników, z tworzeniem Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. A to, co się wydarza przy okazji mechanizmu SAFE, jest faktycznie przerażające. Chociaż z drugiej strony rozumiem też, że jeżeli Polska ogłasza, iż będzie miała dodatkowe 180 miliardów złotych na dozbrojenie, w momencie, gdy mamy wojnę tuż za naszą granicą – to na Kremlu radości z tego powodu nie ma. A kiedy ogłosiliśmy, że 89 proc. z tych środków zostanie wydane w Polsce, rozumiem, że jest wiele instytucji, które są z tego niezadowolone. Myślę, że od tego zaczęła się cała machina anty-SAFE. W listopadzie i w grudniu spotykałam się w Pałacu Prezydenckim i w BBN z przedstawicielami pana prezydenta, rozmawialiśmy o SAFE i wszystko było w porządku. Pan minister Błaszczak jeszcze kilka tygodni temu pisał dobre opinie o mechanizmie SAFE. Ta dyskusja nabrała wymiaru odległego od meritum – od tego, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

Reklama
Reklama

A uważa pani, że chodzi o coś absolutnie bezprecedensowego w historii Unii Europejskiej?

Oczywiście. Po pierwsze, pierwszy raz w historii Unii Europejskiej mamy środki na obronność w tak ogromnej wysokości – finansowanie zakupów zbrojeniowych nigdy nie było domeną Wspólnoty. Po drugie, Polska jest beneficjentem prawie jednej trzeciej tych pieniędzy, przeznaczonych na wyposażenie naszej armii tu i teraz – nie za jakiś czas, nie później, ale wtedy, gdy mamy wojnę za naszą granicą. I do tego wzmacniamy polski przemysł zbrojeniowy. Jest takie sformułowanie – definicja potencjału obronnego kraju. Jest to nie tylko wyposażenie i zdolności wojska, ale też kondycja przemysłu zbrojeniowego. I dla mnie mechanizm SAFE przede wszystkim wzmacnia potencjał obronny Polski.

Przejdźmy do konkretnych zarzutów. Pierwszy z nich to kwestia zadłużenia – pada stwierdzenie, że SAFE to kolejne gigantyczne zobowiązanie finansowe kraju.

Instrumenty dłużne w obszarze obronności absolutnie nie są nowością. Mamy dziś dwa źródła finansowania zakupów zbrojeniowych: część 29 budżetu, z gwarantowanymi ustawowo co najmniej 3Sił Zbrojnych stworzony przez naszych poprzedników, który jest całkowicie instrumentem dłużnym. To na nim opierają się głównie zakupy amerykańskie i koreańskie – finansowane operacjami dłużnymi, i to na wyższe oprocentowanie niż SAFE. Nie mówię tego, żeby krytykować poprzedników – uważam, że rządzący na tamten moment podejmowali najlepsze możliwe decyzje. Wybuchła wojna na Ukrainie i chcieli kupić jak najwięcej, jak mogli. My proponujemy kolejne rozwiązanie.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Reklama
Reklama

I obalmy pierwszy mit: nie przestawiamy się wyłącznie na SAFE. Dalej zostaje część 29 budżetu państwa. Dalej zostaje Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Co więcej – suma naszych kontraktów amerykańskich jest wyższa niż cały mechanizm SAFE, czyli ponad 200 miliardów złotych. A SAFE to około 180 miliardów. Dokładamy trzeci filar: zakupy w europejskim przemyśle zbrojeniowym, głównie polskim.

Ale czy to nie jest pożyczka, która nas jeszcze bardziej zadłuża?

Czy SAFE jest pożyczką? Jest. Ale zaciągamy ją w wiarygodnej instytucji, którą jest Komisja Europejska – my nie pożyczamy tych pieniędzy od nie wiadomo kogo, tylko od Unii Europejskiej, której jesteśmy częścią. Oprocentowanie wynosi około 3 proc., powiązane z oprocentowaniem obligacji unijnych. Czas spłaty to 45 lat, z czego pierwsze 10 lat to karencja – spłacamy tylko odsetki. Dziś trudno znaleźć tańszy pieniądz na takich warunkach. Ministerstwo Finansów wylicza zysk z tego, że pożyczamy z SAFE zamiast z innych źródeł, na ponad 30, a nawet do 60 miliardów złotych. Analizy Citibanku mówią o ponad 40 miliardach zysku z samego instrumentu finansowego. I to jest tylko jeden wymiar – ale są też bezpośrednie przełożenia na zdolności armii. Mówimy od kilku tygodni o programie San, który jest tarczą antydronową – efekt nocy z 9 na 10 września. Finansujemy go z SAFE. Tankowanie w powietrzu – chcemy to sfinansować z SAFE. To są dodatkowe środki, których inaczej nie byłoby.

Czytaj więcej

180 mld zł na obronność pod znakiem zapytania. Czas na SAFE ucieka

Drugi zarzut dotyczy warunkowości programu. Opozycja straszy, że Bruksela będzie mogła zakręcić kurek z pieniędzmi, jeśli coś się jej w Polsce nie spodoba.

Każdy z nas jest unijnym podatnikiem. To, co zapisano w mechanizmie SAFE, mówi, że pieniądze z budżetu UE powinny być chronione przed defraudacją i korupcją. I tego dotyczy warunkowość – analogiczna do tej stosowanej wobec wszystkich środków unijnych. Jeśli przy wydatkowaniu pieniędzy gdziekolwiek w Polsce dojdzie do korupcji, ten mechanizm też zostanie użyty. Ale co ważne: ten mechanizm nigdy wobec Polski nie został uruchomiony. I porównywanie tego do KPO jest błędem – to nie jest to samo. KPO było inaczej skonstruowane: żeby pieniądze wypłacić, trzeba było wypełnić konkretne warunki, konkretne reformy. W mechanizmie SAFE tego nie ma. Wobec Węgier mechanizm warunkowości został użyty – ale tam dochodziło do defraudacji środków unijnych. Sytuacja Polski jest nieporównywalna. Co więcej, w ustawie, która jest teraz w parlamencie, dokładnie zapisaliśmy trzypoziomowy system audytu i kontroli – na czele z Krajową Administracją Skarbową i osłoną antykorupcyjną przez służby. W ten właśnie sposób wypełniamy warunkowość: gwarantujemy Brukseli, że pieniądze wydamy zgodnie z prawem.

Program SAFE

Program SAFE

Foto: PAP

Trzeci zarzut: pieniądze wypłyną do zagranicznych firm, szczególnie – jak sugeruje opozycja – do niemieckich.

Według szacunków nie polityków, ale Agencji Uzbrojenia – instytucji, która będzie wybierać kontrahentów – 89 proc. środków przeznaczonych na wyposażenie armii zostanie w Polsce, bo trafi do kontrahentów działających na polskim rynku. I wyjaśnijmy rzecz fundamentalną: w mechanizmie SAFE żadna firma nie mogła aplikować o miejsce na liście. Firmy nie są w SAFE wskazane. To, co wysyłaliśmy do Brukseli, to lista zakupowa – a rozporządzenie unijne jasno mówi, że muszą to być produkty z konkretnych kategorii, produkowane na terenie UE przez europejskie firmy, z co najmniej 65-proc. udziałem europejskich komponentów. 

Reklama
Reklama

Naszą listę stworzyło wojsko na podstawie wieloletnich planów. Ani ja, ani żaden polityk nie wymyśla, czym powinni dysponować nasi wojskowi. Od tego jest Sztab Generalny. Moim zadaniem było negocjowanie z Brukselą, żeby zaakceptowała tę listę. I odnieśliśmy sukces – jedną trzecią środków dostaje Polska, a Bruksela zaakceptowała listę, w której większość zakupów dokonywana jest w polskim przemyśle zbrojeniowym. Myślicie, że wszyscy w Unii powiedzieli „super"? No nie. I tego sukcesu sobie nie dam odebrać.

A co z kierunkiem amerykańskim? Pojawiają się sugestie, że SAFE uderzy w relacje obronne z USA.

Słyszymy od strony amerykańskiej, że bardzo dobrze, że ten program się pojawia. Były też wypowiedzi samego prezydenta Trumpa, który mówił, że Europa musi wziąć odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo i za wyposażenie swoich wojsk. I to właśnie robimy programem SAFE. Nikt nie zrywa kontraktów amerykańskich i nikt nie zmienia kierunku zakupów w tym obszarze. Jeśli ktoś tak twierdzi, to po prostu kłamie. Nasze wydatki na kierunku amerykańskim są dzisiaj dużo wyższe niż cały mechanizm SAFE. Dokładamy jedynie trzeci filar.

Czytaj więcej

Spór o SAFE. Ilu Polaków wierzy, że program służy Niemcom?

Lista projektów w ramach SAFE jest tajna. Dlaczego?

Taka była sugestia wojskowych i rozmawiałam z nimi godzinami. Taka sugestia była też w BBN – że upublicznianie dokładnej listy zakupowej polskiego wojska razem z kwotami, datami i wolumenami będzie miało wpływ na nasze bezpieczeństwo. I dla mnie głos wojska jest najważniejszy. Rozumiem też, że najłatwiej straszy się czymś, co jest tajne. Dlatego pokazujemy coraz więcej – tyle, ile możemy. Mówimy o tankowaniu w powietrzu, mówimy o systemie San. To nieprawda, co czytam w różnych miejscach, że cała Unia wszystko pokazuje – spośród 19 państw tylko Rumunia pokazała domeny inwestycji. My te domeny dawno pokazaliśmy, a do tego ujawniamy szczegółowe projekty. Historycznie nie przypominam sobie, żeby wojsko przed zakupami organizowało wielką debatę publiczną. Jakie ma być efekt pokazania listy – że zacznie się ogólnonarodowa dyskusja, czy generałowie podjęli dobre decyzje? To jest absurd. Wojsko jest od tego, żeby wiedzieć, czego potrzebuje. Politycy są od tego, żeby znaleźć finansowanie. My to finansowanie znaleźliśmy. Posłowie mają dostęp do tej listy od grudnia. Na 460 parlamentarzystów zaledwie 25 zapoznało się z jej treścią, a do głosu w debacie zapisało się blisko 80. Większość z tych, którzy zabierali głos na mównicy sejmowej, rzucając różne argumenty, nawet nie pofatygowała się, żeby tę listę przeczytać. Co więcej – ci, którzy przeczytali, przestali używać argumentu niemieckiego.

Czy SAFE to szansa dla polskiego przemysłu zbrojeniowego, nie tylko jako dostawcy dla własnej armii, ale też jako eksportera?

To wielka szansa i wielki sprawdzian jednocześnie. Dostarczamy stabilność zamówień – przedsiębiorcy wiedzą, ile pieniędzy do 2030 r. pojawi się na rynku. To komfortowa sytuacja dla każdego wykonawcy. Ale już za kilka dni ruszam z zespołem w tour po Europie – i ten zespół składa się z przedstawicieli wojska, Agencji Uzbrojenia i przemysłu. Chcę, żeby od 30 maja, gdy wymagane jest znalezienie partnera z co najmniej dwóch krajów członkowskich u jednego producenta, te kraje spotykały się u producenta polskiego. Z dwóch powodów: po pierwsze, chcę tworzyć polskie hity eksportowe. Po drugie, gdy skończy się program SAFE, chcę, żeby nasze firmy zbrojeniowe miały już na stałe klientów z innych części UE. Otwieramy nowe kierunki – Rumunia, Bułgaria, Grecja. To nie jest tylko Piorun. To jest Baobab, to są drony, to są systemy satelitarne i kosmiczne. W wielu domenach mamy naprawdę świetne rozwiązania, którymi Europa jest zainteresowana. I nie promujemy wyłącznie PGZ – polski przemysł zbrojeniowy to dla mnie cały polski przemysł zbrojeniowy, zarówno państwowy, jak i prywatny.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Ile kosztuje nas głupota polityków
Reklama
Reklama

Porozmawiajmy o ustawie – bo bez niej program SAFE nie zadziała w pełni. Co się stanie, jeśli prezydent jej nie podpisze?

Słyszę wiele wypowiedzi ze strony Pałacu Prezydenckiego, że kolejne poprawki popierane przez rząd – które znalazły się w ustawie po pracy Senatu – wyczerpują pewne wątpliwości pana prezydenta: wzmocniona ochrona antykorupcyjna, uregulowanie kwestii spłaty. Ta ostatnia sprawa jest fundamentalna. W ustawie jasno piszemy, że koszty SAFE nie będą pokrywane z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej. To odróżnia ten instrument od Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych zaprojektowanego przez poprzedników, gdzie wskazano ministra obrony do spłacania zadłużenia – i dzisiaj Najwyższa Izba Kontroli ma ogromne zastrzeżenia do wypłacalności tego funduszu. Brak podpisu pana prezydenta oznacza brak tego bezpiecznika dla finansów na polską armię. Ustawa reguluje też niwelowanie ryzyka kursowego i wzmacnia system kontroli.

Niepodpisanie ustawy nie zatrzymuje samego mechanizmu SAFE – ustawa nie rozstrzyga o tym, czy rząd może pożyczyć te pieniądze. Ona ustawia na polskim gruncie prawnym mechanizm działania programu. Bez niej nie widzę rozwiązania, które pozwoli właściwie finansować środki na policję, straż graniczną i projekty infrastrukturalne, które też są częścią SAFE. Pan premier Donald Tusk powiedział jasno: skorzystamy z mechanizmu SAFE, ale w dużo bardziej okrojonej wersji. Stracimy dużo. Ponadto terminy zapisane w rozporządzeniu unijnym się nie zmieniają – do 30 maja musimy dokonać zakupów tak zwanych samodzielnych. Im dłużej trwa polityczna blokada, tym większe ryzyko, że po prostu nie zdążymy z niektórymi kontraktami.

Jaki jest zatem plan B?

Szukamy rozwiązań. Ale ja do końca będę przekonywać, do końca będę odpowiadała na każde pytanie, na każdy argument – zrobię wszystko, żeby prezydent tę ustawę podpisał. Dopóki nie usłyszę decyzji pana prezydenta, będę wierzyła, że podejmie najlepszą możliwą decyzję dla bezpieczeństwa Polski.

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka

Foto: materiały prasowe

Dyplomacja
Zełenski: Chcę daty wejścia do UE. Kosiniak-Kamysz ostrzega przed „największym niebezpieczeństwem”
Dyplomacja
Ambasador USA we Francji bez dostępu do członków rządu. To ojciec zięcia Trumpa
Dyplomacja
To ten kraj zostanie kolejnym członkiem UE? Może zadziałać „efekt Trumpa”
Dyplomacja
Kanclerz Niemiec mówił, że II wojna światowa trwała cztery lata. Szef MSWiA: Niefortunne
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama