– Zjawisko tzw. suplementacji bolesnej polega na tym, że niektóre suplementy, np., ashwagandha, powodują niekorzystne zmiany, co ma istotne znaczenie szczególnie w przypadku pacjentów onkologicznych. Część tych specyfików będzie powodowała objawy niepożądane w postaci obwodowej neuropatii, która będzie przez nie wzmacniana – wskazywał prof. Woroń. Z kolei o patosuplementacji możemy mówić tam, gdzie nie ma wskazań do stosowania suplementów, oraz kiedy dochodzi do tworzeniu mixów. 

Prof. Woroń przypomniał też, że rynek suplementów diety wart jest w Polsce ok. 8 mld zł. Preparaty te przyjmuje 70-75 proc. pacjentów, co oznacza, że tak duża grupa narażona jest na interakcję lek-suplement. Dodał, że 35 proc. polskich pacjentów (czy też konsumentów, w zależności od tego, czy przyjmują leki, czy nie) stosuje więcej niż jeden suplement. Prowadzi to do mixów, których skutki mogą być opłakane.

W przypadku chorych onkologicznych może dochodzić do dramatów. Ok. 60 proc. chorych na nowotwory przyjmuje suplementy diety lub leki medycyny alternatywnej w okresie aktywnego leczenia Wielu pacjentów onkologicznych odbiera sobie szansę na wyleczenie nowotworu nie dlatego, że leki, jakie otrzymują, nie działają, ale dlatego, że chory próbuje „podkręcić” ich skuteczność suplementami diety – powiedział prof. Woroń.

Czytaj więcej: Moda na samoleczenie suplementami diety trzyma się mocno, ale ma swoją cenę. Płacą pacjenci i NFZ