Co najmniej kilkadziesiąt miliardów złotych – o tyle możemy zmniejszyć koszt pożyczek na zakup uzbrojenia korzystając z unijnego instrumentu SAFE. Nawet jeśli nie wierzyć wyliczeniom rządu, bo w tym obszarze zawsze wskazana jest pewna wstrzemięźliwość, to, jak dziś piszemy w „Rzeczpospolitej”, wskazują także na to wyliczenia niezależne.

Z punktu widzenia budżetu to kwota duża, ale nie powalająca – roczne wydatki z budżetu państwa są przecież kilkunastokrotnie większe. Ale już z punktu widzenia zakupów sprzętu wojskowego jest to kwota bardzo istotna. Nieco upraszczając, to oszczędności są równe rocznym wydatkom na nowy sprzęt, który kupuje obecnie armia. To dużo.

Czytaj więcej

Pożyczka SAFE tańsza niż polski dług? Ekonomiści nie mają wątpliwości

Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest to, że te środki są dostępne tu i teraz. To oznacza, że Agencja Uzbrojenia, która odpowiada za jego zakupy, może podpisywać kontrakty w marcu, kwietniu czy maju, a nie np. w przyszłym roku. Chronicznym problemem przy zakupach zbrojeniowych w ostatnich latach był brak zapewnienia finansowania, co odwlekało podpisywanie kontraktów. Pożyczaliśmy w USA, Korei Południowej, Szwecji czy Wielkiej Brytanii, ale za każdym razem to wymagało żmudnych negocjacji, a koszt kapitału i tak jest tam zazwyczaj wyższy niż w przypadku SAFE.

Oczywiście można w tym miejscu wymieniać zarzuty opozycji o utracie suwerenności, o tym, że te pieniądze trafią tylko do przemysłu francusko-niemieckiego, o tym, że to zdrada itd. Ale na takie niemające oparcia w faktach głupoty, szkoda czasu.

Realia są takie, że z SAFE możemy kupić więcej uzbrojenia, niż bez SAFE. To oznacza, że będziemy bardziej bezpieczni. Mamy szansę, którą możemy wykorzystać. Możemy też ją zmarnować. Wybór należy do polityków.