Ustawa „aktywny rolnik” jest wyjątkowo dobrze zaprojektowana i skonsultowana. Znalazła skuteczny sposób na rozwiązanie rosnącego problemu głodu ziemi na wsi i wyłudzania dopłat bezpośrednich przez osoby, które np. odziedziczyły lub kupiły grunty, ale nie są rolnikami. Na 1,2 mln zgłoszonych gospodarstw rolnych, gospodarstwa towarowe, czyli profesjonalni producenci rolni, to około 40 proc. Resort rolnictwa szacuje więc, że za aktywnych rolników zostałoby uznanych ok. 570 tys. właścicieli gospodarstw.
Ta statystyka odkrywa wielki problem wsi – coraz mniej jest tam rolników, połowa „gospodarstw” to fikcja. Coraz więcej ziemi jest dzierżawione w szarej strefie: jedna osoba jest właścicielem i bierze dopłaty unijne, a druga te areały faktycznie uprawia, bez unijnego wsparcia do produkcji. Ustawa miała być sposobem na rozmontowanie tej szarej strefy, pieniądze miały iść za rolnikiem, który jest aktywny i jest w stanie swoją aktywność udowodnić np. fakturami. Jako producent rolny kupuje przecież środki produkcji i sprzedaje plony. Co ważne, status aktywnego rolnika nie jest uzależniony od skali działalności, więc małe, ale nadal czynne gospodarstwa nie wypadną spod kranika dopłat. Dobro polskiego rolnictwa ewidentnie nie leży na sercu prezydenta, skoro zawetował tę ustawę.
Czytaj więcej
Jeżeli ktoś chce przekonywać, że zamknięcie granic pozwoli uzdrowić sytuację w rolnictwie, jest w...
Aktywny rolnik nie wziął się z gabinetu ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego, jest odpowiedzią na poczucie krzywdy rolników, na postulaty organizacji rolnych – w konsultacjach wypowiedziało się ponad 90 takich organizacji. Ta ustawa wspiera prawdziwych rolników, a celuje w „rolników z Marszałkowskiej”, którzy zbierają unijne dopłaty tylko za posiadanie ziemi.
Tymczasem budżet unijny ma coraz większe obciążenia, kołdra jest za krótka. Jego część przeznaczona dla rolnictwa jest pod ostrzałem krytyki. A skoro tylko 570 tys. z 1,2 mln gospodarstw to aktywni rolnicy, odsłania to rzeszę osób, którzy biorą pieniądze na uprawę, ale ich na nią nie wydają. Dla prawdziwych rolników zostaje mniej dopłat – w czasach, gdy są oni najsłabszym ogniwem w łańcuchu dostaw i dostają najniższe marże.