Na konferencji prasowej po ostatniej radzie ministrów w 2025 r. Adam Szłapka prezentował rolki z TikToka i innych mediów społecznościowych. To była wygenerowana z pomocą sztucznej inteligencji kampania dezinformacyjna „Prawilne Polki", na której stworzone z pomocą AI postacie nawoływały do Polexitu. Rząd domaga się pilnej reakcji Komisji Europejskiej, ale ja chciałabym zapytać, jaki wpływ Polexit miałby na polskie rolnictwo?
Polexit byłby tragedią dla polskiego rolnictwa i dla polskiego przetwórstwa. Wartość eksportu polskich produktów rolnych za 2024 r. sięga 232 mld zł, to jest 15 proc. wartości całego naszego eksportu. To jest możliwe dzięki otwartym granicom, dzięki obecności Polski w Unii Europejskiej. Jeżeli ktoś chce przekonywać, że zamknięcie granic pozwoli uzdrowić sytuację w rolnictwie, na wsi, to jest w błędzie. Niestety tutaj działają politycy opozycji, którzy, nie wiem, czy są, inspirowani zewnętrznie, żeby się angażować w nakłanianie rolników i innych Polaków do wyjścia z UE. Chcą siać ferment, niepokój, zrzucać całą winę trudności w rolnictwie na Unię Europejską, a przecież sytuacje na rynkach są podobne na całym świecie, zarówno w UE, jak i w krajach trzecich. Chcemy mądrze korzystać z tego, co dała nam obecność w Unii. Tylko, że dzisiaj ci działacze trafiają na podatny grunt, bo mówią do młodych ludzi, którzy nie mają porównania do tego, jak wyglądało życie w Polsce i na polskiej wsi przed wejściem do Unii Europejskiej. A Polexit – to nie brak problemów, tylko zamknięte granice i brak możliwości korzystania z wszystkich programów UE – jak Erasmus, wymiany studentów międzynarodowych. Świat dzięki obecności Polski w Unii Europejskiej stanął do nas otworem, także dla polskich produktów. Chcemy, by nadwyżka eksportu była jak największa i obecność w Unii Europejskiej daje nam taką możliwość.
Czytaj więcej
Układ polityczny w Polsce zaczyna niepokojąco przypominać dynamikę w Wielkiej Brytanii przed refe...
Tego samego dnia, 30 grudnia rolnicy zorganizowali protesty przeciwko Mercosurowi, według organizatorów – w 185 miejscach w Polsce. Czy może się pan odnieść do protestów rolników i powiedzieć, jakie jest podejście rządu do Mercosuru?
Protesty zorganizowała nieformalna grupa, która utworzyła się w mediach społecznościowych, skrzyknęli rolników, żeby zaprotestować przeciwko podpisaniu umowy pomiędzy Unią Europejską a krajami Mercosuru. Co do zasady, polski rząd zgadza się z polskimi rolnikami, też mamy obawy, że ta umowa może wpłynąć niekorzystnie na europejskie rolnictwo. Dlatego w listopadzie 2024 r. polski rząd przyjął uchwałę, która sprzeciwia się umowie z krajami Mercosuru. Budujemy mniejszość blokującą. Ale też nie czekamy, aż sprawy się same rozwiążą. Przygotowujemy poprawki do umowy, przygotowujemy klauzule ochronne, hamulec bezpieczeństwa, środki, które mogą poprawić sytuację, czy też rekompensować straty, które mogłyby być następstwem podpisanej umowy. I to wszystko się dzieje. Rozumiemy rolników, którzy mają obawy. Muszę jednak zauważyć, że w gronie osób protestujących jest dużo rolników, a właściwie często też działaczy, którzy mają niespełnione ambicje polityczne, chcą zaistnieć. Mam też apel, żeby rolnicy nie dali się zwieść faryzeuszom z PiS-u, którzy nic nie robili przez 8 lat, a dzisiaj próbują zrzucić winę na obecny rząd. To premier Szydło i premier Morawiecki mówili, że trzeba przyspieszyć negocjacje tej umowy. To minister spraw zagranicznych Czaputowicz mówił w Brazylii do swojego odpowiednika, że trzeba jak najszybciej podpisać umowę z krajami Mercosuru. Politykom PiS przyda się więc dzisiaj trochę więcej pokory, bo w internecie nic nie ginie i ciągle można sprawdzić, kto jakie stanowisko prezentował. Nawet pan komisarz Janusz Wojciechowski, chwalił Zielony Ład i Mercosur, a dzisiaj już ma inne zdanie.
Czytaj więcej
Nie jest jasne, co rząd KO chce zrobić z umową z Mercosurem: czy uspokoić rolników, czy udając ic...
Protestujący rolnicy twierdzą, że ich głównym zarzutem przeciwko Mercosurowi jest to, że dopuszcza import żywności nieprodukowanej według europejskich standardów. Komisja Europejska wprowadziła klauzule bezpieczeństwa, tzw. safety measures. Urzędnicy KE podkreślają, że unijne standardy produkcji będą zachowane przy imporcie. Czy pana zdaniem te standardy są tam zabezpieczone?
To są właśnie te poprawki wprowadzone m.in. przez europosłów Krzysztofa Hetmana i Dariusza Jońskiego, które mówiłyby o zachowaniu wzajemnych zgodności. Czyli produkty, które miałyby wjeżdżać na rynek europejski, powinny spełniać europejskie standardy. I to będzie jeszcze przedmiotem negocjacji i uzgodnień. Te poprawki zostały odrzucone na spotkaniu Coreper, czyli Komitetu Stałych Przedstawicieli, ważnego organu Rady Unii Europejskiej. Ten temat jeszcze będzie oczywiście wracać, bo druga strona też tego nie akceptuje, ponieważ jeśli kraje Ameryki Południowej mają spełnić te wszystkie normy, to ta umowa przestaje być dla nich opłacalna i korzystna.