Reklama

Minister rolnictwa: Polexit byłby tragedią dla polskiego rolnictwa i przetwórstwa

Jeżeli ktoś chce przekonywać, że zamknięcie granic pozwoli uzdrowić sytuację w rolnictwie, jest w błędzie. Niestety tutaj działają politycy opozycji - mówi Stefan Krajewski, minister rolnictwa.

Publikacja: 08.01.2026 05:06

Minister rolnictwa: Polexit byłby tragedią dla polskiego rolnictwa i przetwórstwa

Foto: PAP/Łukasz Gągulski

Na konferencji prasowej po ostatniej radzie ministrów w 2025 r. Adam Szłapka prezentował rolki z TikToka i innych mediów społecznościowych. To była wygenerowana z pomocą sztucznej inteligencji kampania dezinformacyjna „Prawilne Polki", na której stworzone z pomocą AI postacie nawoływały do Polexitu. Rząd domaga się pilnej reakcji Komisji Europejskiej, ale ja chciałabym  zapytać, jaki wpływ Polexit miałby na polskie rolnictwo?

Polexit byłby tragedią dla polskiego rolnictwa i dla polskiego przetwórstwa. Wartość eksportu polskich produktów rolnych za 2024 r. sięga 232 mld zł, to jest 15 proc. wartości całego naszego eksportu. To jest możliwe dzięki otwartym granicom, dzięki obecności Polski w Unii Europejskiej. Jeżeli ktoś chce przekonywać, że zamknięcie granic pozwoli uzdrowić sytuację w rolnictwie, na wsi, to jest w błędzie. Niestety tutaj działają politycy opozycji, którzy, nie wiem, czy są, inspirowani zewnętrznie, żeby się angażować w nakłanianie rolników i innych Polaków do wyjścia z UE. Chcą siać ferment, niepokój, zrzucać całą winę trudności w rolnictwie na Unię Europejską, a przecież sytuacje na rynkach są podobne na całym świecie, zarówno w UE, jak i w krajach trzecich. Chcemy mądrze korzystać z tego, co dała nam obecność w Unii. Tylko, że dzisiaj ci działacze trafiają na podatny grunt, bo mówią do młodych ludzi, którzy nie mają porównania do tego, jak wyglądało życie w Polsce i na polskiej wsi przed wejściem do Unii Europejskiej. A Polexit – to nie brak problemów, tylko zamknięte granice i brak możliwości korzystania z wszystkich programów UE – jak Erasmus, wymiany studentów międzynarodowych. Świat dzięki obecności Polski w Unii Europejskiej stanął do nas otworem, także dla polskich produktów. Chcemy, by nadwyżka eksportu była jak największa i obecność w Unii Europejskiej daje nam taką możliwość.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Widmo polexitu nad Polską. Nieprzerobiona lekcja brexitu

Tego samego dnia, 30 grudnia rolnicy zorganizowali protesty przeciwko Mercosurowi, według organizatorów – w 185 miejscach w Polsce. Czy może się pan odnieść do protestów rolników i powiedzieć, jakie jest podejście rządu do Mercosuru?

Protesty zorganizowała nieformalna grupa, która utworzyła się w mediach społecznościowych, skrzyknęli rolników, żeby zaprotestować przeciwko podpisaniu umowy pomiędzy Unią Europejską a krajami Mercosuru. Co do zasady, polski rząd zgadza się z polskimi rolnikami, też mamy obawy, że ta umowa może wpłynąć niekorzystnie na europejskie rolnictwo. Dlatego w listopadzie 2024 r. polski rząd przyjął uchwałę, która sprzeciwia się umowie z krajami Mercosuru. Budujemy mniejszość blokującą. Ale też nie czekamy, aż sprawy się same rozwiążą. Przygotowujemy poprawki do umowy, przygotowujemy klauzule ochronne, hamulec bezpieczeństwa, środki, które mogą poprawić sytuację, czy też rekompensować straty, które mogłyby być następstwem podpisanej umowy. I to wszystko się dzieje. Rozumiemy rolników, którzy mają obawy. Muszę jednak zauważyć, że w gronie osób protestujących jest dużo rolników, a właściwie często też działaczy, którzy mają niespełnione ambicje polityczne, chcą zaistnieć. Mam też apel, żeby rolnicy nie dali się zwieść faryzeuszom z PiS-u, którzy nic nie robili przez 8 lat, a dzisiaj próbują zrzucić winę na obecny rząd. To premier Szydło i premier Morawiecki mówili, że trzeba przyspieszyć negocjacje tej umowy. To minister spraw zagranicznych Czaputowicz mówił w Brazylii do swojego odpowiednika, że trzeba jak najszybciej podpisać umowę z krajami Mercosuru. Politykom PiS przyda się więc dzisiaj trochę więcej pokory, bo w internecie nic nie ginie i ciągle można sprawdzić, kto jakie stanowisko prezentował. Nawet pan komisarz Janusz Wojciechowski, chwalił Zielony Ład i Mercosur, a dzisiaj już ma inne zdanie.

Czytaj więcej

Ptak-Iglewska: Rząd gra Mercosurem w ryzykownego pokera

Protestujący rolnicy twierdzą, że ich głównym zarzutem przeciwko Mercosurowi jest to, że dopuszcza import żywności nieprodukowanej według europejskich standardów. Komisja Europejska wprowadziła klauzule bezpieczeństwa, tzw. safety measures. Urzędnicy KE podkreślają, że unijne standardy produkcji będą zachowane przy imporcie. Czy pana zdaniem te standardy są tam zabezpieczone?

To są właśnie te poprawki wprowadzone m.in. przez europosłów Krzysztofa Hetmana i Dariusza Jońskiego, które mówiłyby o zachowaniu wzajemnych zgodności. Czyli produkty, które miałyby wjeżdżać na rynek europejski, powinny spełniać europejskie standardy. I to będzie jeszcze przedmiotem negocjacji i uzgodnień. Te poprawki zostały odrzucone na spotkaniu Coreper, czyli Komitetu Stałych Przedstawicieli, ważnego organu Rady Unii Europejskiej. Ten temat jeszcze będzie oczywiście wracać, bo druga strona też tego nie akceptuje, ponieważ jeśli kraje Ameryki Południowej mają spełnić te wszystkie normy, to ta umowa przestaje być dla nich opłacalna i korzystna.

Reklama
Reklama

Mercosur nie jest jedyną umową o wolnym handlu. Unia Europejska podpisała już 44 umowy FTA. Teraz negocjuje z Indiami, a to gigantyczny rynek i kraj liczący 1,5 mld ludzi. Do tego trwają rozmowy z Meksykiem, Indonezją i innymi krajami. Czy Polska będzie tak protestować przy wszystkich umowach o wolnym handlu?

W tych umowach ważne jest to, żeby one nie działały w jedną stronę. Bo przecież my też stawiamy na eksport. Chcemy swoje produkty wysyłać na wszystkie kontynenty – i to się dzieje. Stąd udział polskich firm w różnych zagranicznych targach, wystawach, misjach handlowych. Wzmacniamy nasz eksport, jego wartość rośnie i o to chodzi, by ten bilans był jak najbardziej korzystny dla Polski. Ale też nie chcemy, żeby nasz rynek zalewały produkty, które nie spełniają tych norm. Przecież rynek europejski ciągle się poprawia. To jest jedna z przyczyn problemów, że europejskie normy zostały wyśrubowane, rolnicy muszą je spełniać i nie godzą się, żeby dzięki takim umowom handlowym wjeżdżały do nas produkty, które tych samych norm jakościowych nie spełniają. Stawiamy na żywność wysokiej jakości, na produkt polski i cały czas apelujemy do konsumentów, żeby wybierali to, co lokalne i bezpieczne. Bo tak naprawdę na koniec to konsument zdecyduje, co trafi do jego koszyka.

Aktualnie trwają w Unii Europejskiej rozmowy na temat przyszłego budżetu unijnego i pomysły, by w budżecie nie było wydzielonych dwóch osobnych filarów na rolnictwo, tylko żeby Wspólna Polityka Rolna weszła do wspólnego budżetu. Jakie są priorytety Polski w tej sprawie?

Obecnie kończymy wydatkowanie i rozliczenie Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, realizujemy pomoc w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (program KPO), realizujemy interwencje w Planie Strategicznym na lata 2023-2027. Jednak faktycznie już w tej chwili ważą się losy przyszłego budżetu, wieloletnich ram finansowych po 2027 r. I tutaj zdecydowana większość ministrów rolnictwa i władz podczas naszych spotkań jest w stanie zrozumieć, że to jest bardzo ważny budżet. Rada ds. rolnictwa i rybołówstwa podkreśla, że budżet na rolnictwo powinien być dwufilarowy, wydzielony, odrębny i stabilny. Chcemy budować z jednej strony odporność rolników, a z drugiej strony realizować działania, interwencje, finansować różnego rodzaju inwestycje, co służy wzmacnianiu konkurencyjności polskiego i europejskiego rolnictwa. Bardzo dobrze wykorzystaliśmy obecność w Unii Europejskiej. Programy unijne pozwoliły na zbudowanie nowoczesnego rolnictwa, nowoczesnego przetwórstwa, ale też dzięki inwestycjom na wsiach – zmienić i unowocześnić obszary wiejskie. Dlatego chcemy, by jak największe środki trafiły na polską wieś, do rolników. Bo tu nadal mamy potencjał rozwojowy i nadal chcemy wyrównywać tu szanse. Dzisiaj mamy coraz więcej mieszkańców wsi, ludzie mieszkający w mieście decydują się na przeprowadzkę i zamieszkanie na wsi. Chcą mieć dobre drogi, dobrą infrastrukturę, gospodarkę wodno-ściekową na dobrym poziomie, szerokopasmowy internet, żeby można było pracować z domu, więc oczekiwań jest dużo. Jesteśmy w stałym kontakcie z rolnikami i samorządami, ale chcemy także pracować nad rozwiązaniami na przyszłość. Temu służą nasze spotkania z komisarzami do spraw rolnictwa i innych obszarów, ponieważ chcemy realizować zasadę tzw. "rural proofing", która polega na weryfikacji wpływu polityk na obszary wiejskie. To był jeden z ważnych punktów polskiej prezydencji, by mówić o mechanizmie, który może przyczynić się do pobudzenia rewitalizacji obszarów wiejskich.

Jakie ważne sprawy są teraz omawiane na radach AgriFish? Jakie są główne wyzwania przed europejskim rolnictwem?

To są umowy handlowe, bo to przecież nie tylko sytuacja Polski, ale też innych krajów członkowskich, a problemy dostrzegają głównie ministrowie rolnictwa. To także choroby zwierzęce, one również są wyzwaniami. Jak obserwowaliśmy w 2025 r., pryszczyca była dużym zagrożeniem na Słowacji, na Węgrzech, w Niemczech, ale ciągle aktualny jest też ASF w przypadku trzody, rzekomy pomór drobiu czy grypa ptaków. Kolejnym problemem jest chociażby ograniczanie dawek i substancji czynnych w ochronie roślin. Idziemy w kierunku rolnictwa precyzyjnego, ochrony biologicznej, ale wycofywanie środków ochrony roślin, kiedy nie ma przygotowanego alternatywnego rozwiązania, przysparza wielu problemów rolnikom. Wyzwań jest dużo, ale w wielu sprawach jako ministrowie rolnictwa całej wspólnoty mówimy jednym głosem.

Czytaj więcej

Wojna celna Pekinu. Są już cła na wieprzowinę i mleko, na celowniku wołowina

Chiny zmieniają ostatnio swoją politykę wobec europejskiej żywności. W grudniu narzuciły antydumpingowe cła na wieprzowinę, cła na produkty mleczne, zapowiadają cła na wołowinę. W grze jest też ciągle przekładany powrót polskiego drobiu do Chin. Co pan może z tym zrobić?

Jeśli chodzi o uznawanie przez Chiny regionalizacji dla polskiego drobiu, która jest niezbędna, by wznowić eksport do Chin, to uzgodnienia trwają. Chiny zgłaszają swoje nowe żądania i dialog trwa, ale jesteśmy w stałym dialogu. Jeżeli chodzi o produkty mleczne, to tak jak w życiu, trzeba siadać do rozmów, szukać takich rozwiązań, a jeśli nie uda się współpracować z Chinami, to musimy się otwierać na inne kraje azjatyckie, na inne kraje trzecie, żebyśmy mogli tam sprzedawać polskie produkty. Jeżeli chodzi o rynek mleka, to nie jest to duży rynek dla Polski, ale to może mieć wpływ na ogólną sytuację na europejskim rynku mleka, więc też nie można tego bagatelizować.

Reklama
Reklama

Czy mógłby pan wskazać, jakie są główne zmiany w programie Aktywny rolnik, który w ostatni wtorek 2025 r. przyjęła Rada Ministrów? Jak Pana zdaniem wpłynie to na wieś? Co zyskają, a co stracą rolnicy?

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy dotyczący wprowadzenia definicji aktywnego rolnika. Chodzi o to, by pieniądze zarówno z budżetu unijnego, jak i z krajowego były dzielone sprawiedliwie, żeby trafiały do tych, którzy zarówno czerpią zyski z gospodarstwa rolnego, jak i ponoszą koszty gospodarowania. Kupują nawozy, środki do produkcji i to oni powinni otrzymywać pomoc, a nie właściciele ziemi, którzy jej nie uprawiają, nie ponoszą kosztów, a chcą tylko czerpać zyski. Jeżeli ktoś ma ziemię i jej nie uprawia, może ją wydzierżawić i mieć pieniądze z czynszu dzierżawnego, a osoby gospodarujące dostaną wsparcie kierowane do czynnych rolników, to jest sprawiedliwy podział pieniędzy. Nie zależy nam na tym, żeby eliminować kogokolwiek, kto chce gospodarować, rolnicy będą musieli to po prostu udokumentować, by dostawać wsparcie z programów unijnych czy krajowych. Nie jest to mocno skomplikowane, ci, którzy mają zwierzęta są w bazie, nic nie muszą udowadniać, podobnie rolnicy, którzy korzystają z ekoschematów, z interwencji, działań pomocowych. Pozostali będą musieli dostarczyć faktury zakupowe, sprzedażowe i na tej podstawie będą uznani za aktywnych rolników. Dla małych, posiadających do 5 hektarów, gdzie dochód z gospodarstwa nie przekracza 1125 euro, zostawiamy na 2026 r. stare zasady, by mogli przygotować się do tych zmian.

Czy te zmiany i dodatkowe oczekiwania wobec rolników nie zepsują nastrojów w rolnictwie?

Projekt Aktywny Rolnik był zgłaszany przez prawdziwych rolników już niejednokrotnie. To jest odpowiedź na ich potrzeby i na ich wyzwania. Oczywiście te zmiany nie spodobają się tym, którzy tej ziemi nie uprawiają, a chcieliby korzystać z dopłat i to zostanie ukrócone. Od wielu lat słyszymy, że pieniędzy nie powinni dostawać rolnicy z tak zwanej Marszałkowskiej i to porządkujemy tym projektem.

Gospodarka
Afrykański sen Pekinu
Gospodarka
Wolna amerykanka, czyli plan Białego Domu dla Wenezueli
Gospodarka
Walka o Mercosur. KE sypnęła pieniędzmi na WPR i nawozy by uspokoić rolników
Gospodarka
Walka o Grenlandię: Donald Trump może próbować przekupić innuickich polityków
Gospodarka
W Rosji wszystko drożeje. Święta w cieniu podwyżek
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama