Czwartkowe wystąpienie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego było nie tyle informacją o polskiej polityce zagranicznej, co próbą diagnozy stanu, w jakim znalazł się dziś świat. Realistyczną, błyskotliwą, skupioną przede wszystkim na próbie uchwycenia historycznej wyjątkowości czasów, w których żyjemy, choć chwilami nieco zbyt polemiczną.

Reklama
Reklama

Exposé Radosława Sikorskiego: Polska silna siłą UE i NATO

Radosław Sikorski skupił się na bezpieczeństwie, bo to ono jest pierwotnym warunkiem realizowania jakichkolwiek innych celów polityki państwa. Bezpieczeństwo przedstawił w trzech płaszczyznach. Pierwsza to rola Stanów Zjednoczonych, jako naszego głównego sojusznika, głównego aktora w NATO, sojuszu który, obok Unii Europejskiej, jest gwarantem naszego bezpieczeństwa. Deklarując chęć współpracy z Waszyngtonem, jako najważniejszym partnerem militarnym, przypomniał moment, gdy pomyślność naszego kraju została poświęcona na ołtarzu geopolitycznych interesów Stanów Zjednoczonych, czyli Jałtę. Świat, w którym USA stały się mniej przewidywalne, to świat dla Polski groźniejszy.

Rosja przynosi cierpienie, Polska daje ciepło

Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych w Sejmie 26 lutego 2026 r.

Drugą płaszczyzną jest Europa. Sikorski podkreślał, że Unia nie zabiera nam suwerenności a członkostwo w niej daje nam możliwość wpływu na los naszego kontynentu. Wbrew eurosceptycznym tendencjom przekonywał, że silna UE i silna Polska, mająca moc współkształtowania polityki europejskiej, leżą w polskim interesie.

W przeciwieństwie do swego wystąpienia z 2024 r., które było w dużej mierze polemiką z błędami dyplomacji z czasów rządów PiS, Sikorski potraktował opozycję bardziej jako przykład czy kontrapunkt do przedstawienia swoich poglądów

Ale równocześnie szef MSZ nie lukrował UE – prezydentowi Karolowi Nawrockiemu (o reakcji prezydenta jeszcze będę pisał) szczególnie spodobało się porównanie Unii do samochodu z uszkodzonym zawieszeniem. Sikorski przekonywał, że lepiej je naprawić, niż wyrzucać całe auto, Nawrocki miał satysfakcję z przyznania, że coś w Unii nie działa. Ale Sikorski podkreślał, że dziś waży się to, czy trzecim filarem światowego ładu obok USA i Chin zostanie Rosja czy Unia Europejska. Silna Unia to więc nie tylko gwarancja naszej zasobności, ale też i bezpieczeństwa, jak choćby SAFE.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Po raz pierwszy w historii III RP szef MSZ wyraził taką ostrożność wobec sojuszu z USA

Co Radosław Sikorski mówił o Rosji?

Trzecią płaszczyzną było to, o czym Sikorski mówił na początku – konsekwencje sąsiedztwa z Ukrainą w czasie rosyjskiej agresji. Słusznie podkreślał, że twierdzenie, iż to „nie nasza wojna” jest krótkowzroczne, bo przegrana Ukrainy nie sprawi, że Rosja przestanie być dla nas zagrożeniem. Cytował wypowiedzi szefów zachodnich wywiadów, którzy ostrzegają przed atakiem na któreś z państw NATO nie za parę lat, ale w znacznie krótszej perspektywie.

To zaś sprawia, że solidarność wobec Ukrainy (słusznie Sikorski przypominał tu szczodrość Polaków, o której pisałem ostatnio) to nie tylko gest moralny, ale też fundamentalna kwestia naszego własnego bezpieczeństwa. „Rosja przynosi cierpienie, Polska daje ciepło” – rzucił bon mot Sikorski, by podkreślić kontrast między rosyjskimi nalotami na infrastrukturę energetyczną, a spontanicznymi akcjami pomocy marznącej Ukrainie ze strony Polaków. Ostrzegał nie tylko przed rosyjskim sabotażem, ale też przed dezinformacją, która niestety skutecznie infiltruje polską infosferę.

Dlaczego Karol Nawrocki podkreślał, co mu się w wystąpieniu Radosława Sikorskiego podobało

W przeciwieństwie do swego wystąpienia z 2024 r., które było w dużej mierze polemiką z błędami dyplomacji z czasów rządów PiS, Sikorski potraktował opozycję bardziej jako przykład czy kontrapunkt do przedstawienia swoich poglądów. Uszczypliwości pod adresem adwersarzy to zgrabny punkt retoryczny, ale granica między polemiką a szkodliwym mieszaniem polityki wewnętrznej z zagraniczną, bywa cienka.

Dlatego może i dobrze, że wystąpienie szefa polskiej dyplomacji zostało dość ciepło przyjęte przez prezydenta Karola Nawrockiego. Choć wskazał różnice w podejściu do spraw, to jednak podkreślał to, w czym się z Radosławem Sikorskim zgadzał. Zupełnie jakby chciał pokazać, że w kwestii fundamentów – nie chcąc w takim dniu podkreślać przed naszymi wrogami różnic – polskie elity polityczne mówią jednym głosem.