Reklama

Krzysztof Adam Kowalczyk: Czy prezydent znokautuje aktywnego rolnika?

Ustawa mająca zapewnić, że unijne dopłaty trafiają do prawdziwych gospodarstw rolnych, może zostać zawetowana. Bo nadal łatwiej jest zbierać głosy wyborców, lamentując nad losem polskiej wsi niż jej naprawdę pomagać.

Publikacja: 28.01.2026 11:00

Krzysztof Adam Kowalczyk: Czy prezydent znokautuje aktywnego rolnika?

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Gdyby na rzeczywistą pomoc polskim rolnikom krajowi politycy poświęcili choć połowę energii, jaką zużyli na walkę z umową handlową UE z krajami Mercosuru, nasi producenci rolni mieliby rozwiązaną większość problemów, z jakimi się mierzą. Właśnie nadchodzi kolejne „sprawdzam”.

W środę Senat zajmuje się ustawą „o zmianie niektórych ustaw w celu wzmocnienia pozycji rolników aktywnych zawodowo”, czyli mówiąc po ludzku, o tzw. aktywnym rolniku. W dużym skrócie chodzi o to, by pieniądze z unijnych dopłat trafiały do prawdziwych rolników, a nie tych z Łodzi czy Gdańska, którzy ziemię odziedziczyli po rodzicach lub dziadkach. I dzierżawią ją po cichu sąsiadom ze wsi, inkasując od nich czynsz pod stołem. A przede wszystkim wyłudzając unijne dopłaty, które im się zwyczajnie nie należą, bo z założenia mają trafiać do tych, którzy grunty faktycznie użytkują.

Dlaczego aktywny rolnik jest dobry dla gospodarstw towarowych

Ustawa ma zlikwidować tę patologię, która – gdyby unijny NIK, czyli OLAF, na serio się nią zajął – groziłaby nam wielomiliardowymi karami. Patologia ta betonuje stan własnościowy gruntów na wsi, utrudniając rozwój rolnikom prowadzącym gospodarstwa towarowe. Zamiast borykać się z dziesiątkami dzierżaw (oficjalnych i pod stołem) chętnie by oni dokupili ziemi, ale nie ma od kogo, bo sprzedaje ją tylko ten, kto ma finansowy nóż na gardle.

Nie wszyscy są jednak z nadciągającego „aktywnego rolnika” zadowoleni, skoro na 1,3 mln gospodarstw, które teoretycznie istnieją w Polsce, nawet 600 tys. może być dopłat pozbawionych, bo to gospodarstwa fikcyjne. Ich właściciele, nie tylko ci żyjący w polskich miastach, ale też utrzymujący się na wsi np. z działalności gospodarczej czy pracujący na Zachodzie, to potężny elektorat do zagospodarowania. Koncentruje się on w mateczniku PiS, czyli we wschodniej oraz południowo-wschodniej Polsce, gdzie struktura wsi jest mocno rozdrobniona.

Reklama
Reklama

Czy ustawa o aktywnym rolniku zostanie zawetowana

Nieprzypadkowo więc były PiS-owski minister rolnictwa Robert Telus już lamentuje, że ustawa „de facto zlikwiduje około 600 tys. małych polskich gospodarstw – ludzi którzy przez lata pracowali na ziemi, utrzymywali swoje rodziny i dawali Polsce bezpieczeństwo żywnościowe”.

Przy takim stanowisku PiS jest bardzo prawdopodobne, że wypromowany przez tę partię prezydent Karol Nawrocki spłaci polityczny dług, wetując ustawę. Aktywny rolnik może więc zostać w Pałacu Prezydenckim znokautowany. Bo w polskiej polityce nadal jest łatwiej zbierać głosy, lamentując nad losem polskiej wsi niż jej rzeczywiście pomagać.

Opinie Ekonomiczne
Transformacja dwóch prędkości zamiast transformacji sprawiedliwej
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: UE bierze się w garść. Koniec z biurokracyjnym koszmarem?
Opinie Ekonomiczne
Jak budować prywatne czempiony? Polski model rozwoju do 2035 r.
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama