Reklama

Maciej Stańczuk: Europie przydałby się ktoś w rodzaju Elona Muska

Stary kontynent ma szansę się odrodzić, ale musi podjąć decyzję, że jej konstrukcja musi być nakierowana na przyszłość i odzyskanie utraconej konkurencyjności, a nie na kolejne regulacje.
Maciej Stańczuk: Europie przydałby się ktoś w rodzaju Elona Muska

Foto: Adobe Stock

Ranking 100 firm świata o największej kapitalizacji na świecie pokazuje dominację koncernów amerykańskich. Aż 61 z nich pochodzi z USA, ich kapitalizacja giełdowa stanowi 76 proc. kapitalizacji wszystkich firm pierwszej setki.

Dominacja Ameryki wynika z niebywałej siły jej kilku liderów technologicznych: Amazon, Alphabet, Apple, Broadcom, Meta, Microsoft i Nvidia warte są razem 18,3 bilionów euro, czyli więcej niż wszystkie giełdowe firmy europejskie razem wzięte! Te siedem spółek stanowi aż 40 proc. wartości giełdowej czołowej setki świata. Tymczasem 7500 europejskich firm notowanych na rynku publicznym są warte dzisiaj 18,1 bilionów euro.

Bańka spekulacyjna? A gdzież tam!

Co istotne, analizując bilanse amerykańskich koncernów technologicznych widzimy, że w przeciwieństwie do bańki internetowej z początku XXI w., w tym przypadku nie może być mowy o jakiejkolwiek bańce spekulacyjnej, gdyż wykazują one też olbrzymie realne zyski netto, czego nie widzieliśmy w dotcomach przed 25 latami. Wspomniana czołowa siódemka amerykańska na koniec 2025 r. generowała aż 30 proc. zysku netto całej listy Top 100. Wycena amerykańskich gigantów jest bardzo wysoka (wskaźnik P/E, czyli ceny do zysku najdroższej spółki świata Nvidii, to 38,5!), ale nie są one dramatycznie przeszacowane.

Przyczyny dominacji USA

Dominacja Ameryki jest zatem ogromna, jej przyczyny analitycy widzą przede wszystkim w strukturalnych przewagach konkurencyjnych, jak przywództwo technologiczne czy siła inwestycyjna (kapitał, którym dysponują amerykańskie fundusze typu venture capital przekracza 10-krotnie ich potencjał w Europie), która przekłada się na siłę i pozycję na listach firm globalnych.

Pozycja firm europejskich systematycznie spada, w 2025 r. na liście Top 100 możemy odnaleźć po trzy firmy niemieckie, francuskie, szwajcarskie i brytyjskie, dwie hiszpańskie i po jednej holenderskiej i duńskiej. Dodatkowo mamy jeszcze Airbusa, który jest przedsięwzięciem kilku państw unijnych. Najcenniejsza firma polska, jaką jest PKN Orlen, ma kapitalizację ponad sześciokrotnie niższą od Allianza, który jest 100. firmą na liście. Trochę nam zatem brakuje nie tylko do światowej, ale i europejskiej czołówki.

Reklama
Reklama

Ofensywa półprzewodników

Rok 2025 był rokiem producentów półprzewodników. Aż 12 firm z Top 100 pochodzi z tego segmentu branży technologicznej, w tym w pierwszej dziesiątce odnajdujemy trzy z nich: Nvidię (kapitalizacja giełdowa 3,8 bln euro), Broadcom i tajwański TSMC. Ich łączna wartość przekracza 6,1 bln euro. Dla porównania, wartość wszystkich 50 największych europejskich spółek publicznych z indeksu Euro Stoxx 50 osiągnęła w tym czasie 5,2 bln euro.

Prawie wszyscy producenci chipów w świecie zwiększyli istotnie swoją wartość, Intel i Lam Research z USA – ponad dwukrotnie, a Micron Technologies i Hynix – trzykrotnie. Za boom w branży półprzewodników odpowiedzialne są wysokie inwestycje firm technologicznych w sztuczną inteligencję, która wymaga chipów o dużej zdolności obliczeniowej (głównym beneficjentem jest tu Nvidia).

Ponadto nie ma dzisiaj praktycznie branży, w której chipy nie mają zastosowania. Wśród firm europejskich najdroższą jest producent maszyn do wytwarzania półprzewodników – holenderski koncern ASML (miejsce 24., wartość: 350 mld euro), który zwiększył swoją wycenę o blisko 30 proc. w 2025 r., ale jest nadal ponad 10 razy mniej wart niż Nvidia.

Czytaj więcej

Mario Draghi chce ratować Europę przed zapaścią. Koszt? 800 mld euro rocznie

Zacieranie granic między branżami

Amerykańskie firmy dominują w świecie giełdowym nie tylko w przypadku spółek technologicznych, ale też w branżach tradycyjnych. Walmart (handel), Johnson&Johnson (farmaceutyki, sprzęt medyczny), Eli Lilly (farmaceutyki), GE (przemysł) dominują w swoich branżach i wykazują największe przyrosty kursów.

Zauważalne jest zacieranie granic między tradycyjnymi branżami. Dla przykładu Walmart chce zwiększyć efektywność swoich 11 tys. supermarketów w 19 różnych krajach poprzez stosowanie AI, Amazon jest jednocześnie firmą handlową i IT, Tesla jest producentem samochodów, ale przede wszystkim firmą technologiczną. Wszystkie firmy niezależnie od branży stają się firmami technologicznymi i AI. Ten trend jest bardzo zauważalny.

Reklama
Reklama

Zaskakująco wysoka rentowność

Dodatkowo amerykańskie firmy zaskakują wysoką rentownością (zysk netto do sprzedaży) przekraczającą powszechnie 10 proc. i nieosiągalną dla koncernów europejskich. Johnson&Johnson ma rentowność 26 proc., Coca-Cola 27 proc., Eli Lilly 33 proc., Microsoft, Alphabet ponad 35 proc., Nvidia 53 proc. A liderem listy pod tym względem jest specjalista software’u Applovin z marżą netto 56 proc.

Wysokie zyski oraz rentowności firm amerykańskich uzasadniają ich bardzo wysokie wyceny giełdowe. Jest to spowodowane wyższą produktywnością pracy w USA. Według danych Bundesbanku, od 1995 do 2025 r. wzrosła ona o 61 proc., podczas gdy w UE tylko o 39 proc., z tego większość tej różnicy (ponad połowa) osiągnięta została tylko w ostatnich pięciu latach.

Czytaj więcej

Czy Europa stanie się skansenem cyfrowym?

Zapóźnienie Europy w AI

Na słabą rentowność firm europejskich wpływa bardzo wysoka cena energii wskutek szoku wywołanego napaścią Putina na Ukrainę, ale też bardzo ekspansywna polityka finansowa USA. W przeciwieństwie do Ameryki Europa, a zwłaszcza strefa euro, wykazuje zdecydowanie mniejszą dynamikę w rozwoju i zastosowaniu sztucznej inteligencji. Jeśli się to nie zmieni, to różnice w produktywności pracy jeszcze się zwiększą.

W 2026 r. analitycy przewidują dalszy wzrost marż zysku firm amerykańskich, gdyż dominują one w sektorach o wysokiej wartości dodanej, czyli wysokomarżowych. Są one beneficjentami szybkiego wdrażania rozwiązań opartych na AI, zwiększających ich rentowność. Mimo problemów z budżetem federalnym czy generalnego chaosu wynikającego z próby radykalnej przebudowy struktur państwa, którą napędzały nieco awanturnicze działania Elona Muska, wojny handlowe z całym światem Donalda Trumpa i jego podejścia transakcyjnego w traktatach handlowych, kondycja największych firm amerykańskich jest doskonała.

Przewagi Ameryki

Różnica z Europą na korzyść USA jest bardzo widoczna w liczbie debiutów giełdowych, zdecydowanie większej liczbie prywatnych „jednorożców” (firmy o kapitalizacji co najmniej 1 mld dol.) oraz znacznie większej wspomnianej dostępności funduszy wysokiego ryzyka, wspierających startupy. Europa nie ma dynamiki USA. Brakuje jej dobrze zdefiniowanej strategii wzrostu.

Reklama
Reklama

Trump obniżył najwyższe stawki podatkowe dla korporacji z 35 do 21 proc. Obniżył stawkę podatku dochodowego z 39,6 do 37 proc. Wprowadził stuprocentowe odpisy amortyzacyjne na wydatki inwestycyjne, zlikwidował podatek od napiwków, podatek od odsetek kredytów samochodowych oraz podatek od nadgodzin. Jednocześnie z cięciami podatkowymi ograniczył wydatki socjalne. Jego słynny „One Big Beautiful Bill” zawiera mnóstwo mechanizmów kontroli wydatków, kontrolę imigracji, obronność, zasady wymogu pracy, vouchery na prywatną edukację etc.

Jednocześnie Trump ucieka się do szantażu, by wymusić dla USA lepsze umowy handlowe. Zdominował rynki poprzez nałożenie powszechnych ceł importowych i silną promocję kryptowalut. Ekspansja AI jest możliwa dzięki dużemu naciskowi na obniżanie kosztów energii. To ważne, gdyż rozwój adekwatnych mocy obliczeniowych charakteryzuje się olbrzymią energochłonnością.

W tym kontekście renesans energetyki jądrowej oraz szybki rozwój i wdrożenia SMR (małych modułowych reaktorów jądrowych, które w Polsce Michał Sołowow nazywa standardowymi) są krytyczne dla dalszej ekspansji sektora nowych technologii i przyciągania inwestorów i kapitału z całego świata do Ameryki. Wyceny technologicznych gigantów na amerykańskich giełdach pokazują, że ten motor wzrostu gospodarczego pracuje pełną parą.

Europejskim firmom brak młodzieńczego wigoru

Dynamiki gospodarki amerykańskiej brakuje w Europie. W niemieckim indeksie giełdowym DAX założony w 1972 r. SAP należy do najmłodszych firm. Większość spółek założonych została w XIX w., w czasach rewolucji przemysłowej, jak Siemens czy Bayer. Są nawet takie dinozaury jak Merck (rok założenia: 1668). 

Tradycyjnym firmom europejskim nigdy nie udało się doszlusować do czołówki światowej w taki sposób, jak uczyniły to Microsoft i Apple, a ostatnio Amazon, Alphabet czy Google.

Reklama
Reklama

Wydłuża się natomiast negatywna lista niegdyś najwyżej wycenianych europejskich firm. Kilka przykładów: Nestlé (załamanie kursu w 2022 r. o 45 proc., nieudana integracja IT, nieudane akwizycje, złe zarządzanie), LVMH (kurs od kwietnia 2023 r. spadł o 30 proc. wskutek błędnych akwizycji, ale też wpływu wyższych stawek celnych Trumpa na towary luksusowe oraz przez niższy popyt w Chinach), Nokia (przykład upadku na skutek rażących błędów zarządczych i niezareagowania na trendy rynkowe, które katapultowały konkurencję jak Apple czy Samsung, kurs Nokii spadł od 2000 r. o 97 proc.), Novo Nordisk (od czerwca 2024 r. akcje spadły o 70 proc., wprawdzie Ozempic był hitem rynkowym, ale konkurencja, zwłaszcza Eli Lilly, wyparła Duńczyków i obniżyła ich udziały rynkowe). Jak widać, sukces rynkowy nie jest dany raz na zawsze.

Quo vadis, Europo?

Co Europa może i powinna w tej sytuacji zrobić? Ciekawe było ostatnio wystąpienie premiera Belgii Bart De Wever w Davos, który ostrzegł przed trwałą utratą konkurencyjności przemysłu europejskiego, nie tylko poprzez geopolitykę. Bart De Wever, ten sam, który zablokował przejęcie aktywów rosyjskich przez UE na poczet roszczeń reparacyjnych za zniszczenie Ukrainy, w sprawach europejskiej konkurencyjności wykazał się większą odwagą, gdyż stwierdził, że UE nie ma dzisiaj realnej i spójnej strategii wzrostu w oparciu o budowę przewag technologicznych. Zamiast tego koncentruje się na doskonaleniu mechanizmów regulacyjnych, które Trump w USA właśnie rozmontował z nie najgorszym skutkiem dla amerykańskiej gospodarki. Podał przykład, że w UE tylko 1,7 proc. ludzi zajmuje się innowacjami, za to aż 3,9 proc. zgodnością działań firm z regulacjami (compliance). Według niego świat inwestuje ogromne środki w sztuczną inteligencję, półprzewodniki, energetykę przyszłości i technologie obronne, podczas gdy w UE dominującą narracją staje się regulacja i kontrola bez ambicji dbania o wzrost gospodarczy.

Trudno będzie w takim ekosystemie przyciągnąć kapitał inwestycyjny, a zwłaszcza wysokiego ryzyka, co grozi Europie, że stanie się rynkiem zbytu dla innowacji pochodzących z USA i Dalekiego Wschodu. Nie można uznać, że jest to przemyślana strategia rozwojowa, gdyż bez własnych innowacji jako kontynent stracimy podmiotowość. Błędna strategia uzależnienia od rosyjskich źródeł energii okazała się niezwykle kosztowna, po której Europa nie może się otrząsnąć. Jeden wstrząs geopolityczny może zachwiać łańcuchami dostaw i stabilnością gospodarczą. Dlatego też autonomia strategiczna powinna stać się podstawowym fundamentem strategii bezpieczeństwa gospodarczego.

Atuty Starego Kontynentu

Obecne kłopoty Starego Kontynentu nie muszą oznaczać nieuchronności jego upadku. Europa ma nadal ogromny potencjał i jest najbardziej atrakcyjnym na świecie miejscem do życia. To oznacza, że powinna mieć zdolność przyciągania kapitału ludzkiego z całego świata.

Reklama
Reklama

Ponadto dysponuje silnymi i szanowanymi uczelniami wyższymi, a sama UE to ogromny rynek, sporo większy niż USA. Niebagatelny jest też solidny i stabilny fundament instytucjonalny, który jest niezbędny dla gospodarki rynkowej. Tej stabilności i przewidywalności może natomiast zabraknąć wkrótce w USA w związku z chaotyczną polityką Trumpa, a to one tworzą warunki dla powstawania konkurencyjnych biznesów.

Czytaj więcej

Najlepsze kraje do życia: nowy raport. Polska w czołówce w jednej kategorii

Więcej odwagi!

Wnioski z analizy listy 100 największych firm świata oraz coraz częstsze słowa otrzeźwienia z kręgu samej Unii – wypowiedzi niemieckiego kanclerza Merza, prezydenta Macrona, ale też Donalda Tuska – pokazują, że Europa potrzebuje więcej odwagi, aby akcenty rozwojowe zostały przesunięte z przeregulowania na stworzenie ekosystemu przyjaznego innowacjom.

Potrzebujemy odważnego przywództwa, zdolnego do przedefiniowania akcentów, mniej samozadowolenia, więcej stawiania ambitnych celów. Przywództwo jest szczególnie istotne, bardziej nawet niż zarządzanie procesem. Przy zachowaniu wszelkich proporcji przydałby się Europie lokalny Elon Musk w zakresie deregulacji unijnej.

Jest coraz więcej impulsów do zmiany dotychczasowego podejścia. Dla przedsiębiorców najgroźniejszy jest nie kryzys, ale stagnacja. Kryzys zwykle mobilizuje do aktywnego działania, natomiast stagnacja usypia. Europa ma szansę się odrodzić, ale musi podjąć decyzję, że jej konstrukcja musi być nakierowana na przyszłość i odzyskanie utraconej konkurencyjności, a nie na kolejne regulacje.

Reklama
Reklama
O autorze

Maciej Stańczuk

Członek TEP i doradca Lewiatana

Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Pora na dojrzałą, ponadpartyjną rozmowę o systemie zakupów obronnych
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Mount Rushmore póki co czeka
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Co zastąpi monopolowe
Opinie Ekonomiczne
Szomburg: Jak zachować podmiotowość wobec geopolityki siły i technodominacji?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama