Reklama

Krzysztof Adam Kowalczyk: Co zastąpi monopolowe

Nawet jeśli z trudem wymuszane na miastach ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu staną się powszechne, nie gwarantuje to, że nie wpadniemy w szpony innego nałogu niż spożycie roztworów C2H5OH.

Publikacja: 26.02.2026 04:15

Krzysztof Adam Kowalczyk

Krzysztof Adam Kowalczyk

Foto: Maciej Zienkiewicz

Na początek mały coming out: w przeciwieństwie do milionów rodaków nie lubię wódki. Kto jest jej fanem, może tu przerwać lekturę tego tekstu, bo – ostrzegam – niebezpiecznie podniesie mu on ciśnienie.

Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że punktów sprzedaży alkoholu mamy za wiele. I jest coś wyjątkowo niestosownego w tym, że np. na stacjach paliw, odwiedzanych przez kierowców, którzy powinni być bardziej trzeźwi niż policja na służbie, najmocniej eksponuje się nie oleje silnikowe, ale bogate kolekcje wódek, win i piw. Tak jakby tankowanie benzyny miało być tylko preludium do tankowania C2H5OH.

Dlaczego to tolerujemy? Może dlatego, że nasze państwo zbiera z alkoholowej akcyzy kilkanaście miliardów rocznie, a gminy inkasują pieniądze za koncesje na sprzedaż? I to jest konkret, w przeciwieństwie do 100 mld zł kosztów społecznych nadmiaru alkoholu, „rozsmarowanych” po różnych dziedzinach życia.

Polska walka z uzależnieniami jest pełna kontrastów

I może dlatego ograniczanie nocnej sprzedaży napojów wyskokowych w sklepach (nie w gastronomii) idzie jak po grudzie, a prawo do kupna butelki o każdej porze urasta w Polsce do podstawowego prawa człowieka i obywatela. I to nie tylko w Warszawie, gdzie doszło do blamażu rady miasta. Pomnę pięciotysięczne miasteczko w cieniu gór, gdzie po powrocie z nart po godz. 16 były problemy z kupnem pieczywa, ale nie alkoholu, bo działały co najmniej dwa sklepy monopolowe 24/7. Taka jest u nas hierarchia potrzeb.

Reklama
Reklama

A że Polska to kraj kontrastów, równolegle trwa walka na śmierć i życie z innymi substancjami halucynogennymi, jak choćby zalegalizowana w Czechach marihuana. Jednocześnie mamy dość schizofreniczny stosunek np. do nie mniej od niej uzależniającego cukru, sypanego bez umiaru do wszystkiego, co spożywcze, z uchodzącymi za zdrowe jogurtami włącznie. Gdy dotarło do nas, że nadmiar słodzenia ma zgubne skutki zdrowotne, zręcznie wykorzystał to fiskus, wprowadzając podatek cukrowy, który bije w zamienniki cukru w napojach, ale dziwnym trafem omija owe przesłodzone jogurty czy ociekające lukrem pączki.

Polacy wpadają właśnie w szpony nowego nałogu

Ze świata dochodzą wieści, że młode pokolenie pije mniej alkoholu. W Polsce na razie ten trend się nie przyjął. Ale jeśli nawet to się zmieni i z trudem wymuszane na miastach ograniczenia nocnej sprzedaży napojów wyskokowych staną się powszechne i przyniosą jakieś efekty, nie gwarantuje to, że nie wpadniemy w inne uzależnienia. Wpatrzone w modlitewniki smartfonów twarze pasażerów metra, autobusów i tramwajów dowodzą, że właśnie wpadamy w kolejny nałóg. Tym groźniejszy, że chcąc zaspokoić jego głód, wystarczy sięgnąć do kieszeni, zamiast iść do monopolowego.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Mount Rushmore póki co czeka
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Ekonomiczne
Szomburg: Jak zachować podmiotowość wobec geopolityki siły i technodominacji?
Opinie Ekonomiczne
Narendra Modi: Kształtujemy przyszłość AI skoncentrowaną na człowieku
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof A. Kowalczyk: Są zamaskowani, z bronią. A my ich wpuszczamy
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama