Reklama

Jędrzej Bielecki: Orędzie Donalda Trumpa o stanie państwa. Jak prezydent USA mijał się z prawdą

Na dziewięć miesięcy przed wyborami do Kongresu orędzie Donalda Trumpa o stanie państwa miało przekonać Amerykanów, że ich kraj kwitnie. Chyba mu się nie udało.
Donald Trump

Donald Trump

Foto: REUTERS

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie były reakcje Amerykanów na orędzie Trumpa o stanie państwa?
  • Dlaczego Donald Trump zdecydował się na dłuższe wystąpienie podczas orędzia?
  • Jakie kluczowe tematy dominowały w przemówieniu prezydenta Trumpa?
  • Czy dane podane przez Trumpa dotyczące gospodarki są zgodne z rzeczywistością?
  • Jakie były implikacje wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego taryf celnych?
  • Jakie wyzwania międzynarodowe i polityki zagraniczne są związane z administracją Trumpa?

Około pół godziny: tyle zwykle większość widzów wytrzymuje, oglądając gadającą głowę na ekranie telewizora czy smartfona. Potem widownia gwałtownie się kurczy. Właśnie dlatego już nawet Richard Nixon ograniczał doroczne wystąpienia do narodu tak, by trwały niewiele ponad 30 minut. Podobnie postępowali jego następcy.

Reklama
Reklama

Donald Trump tak jednak nie potrafi. Dziesiątki, jeśli nie setki dygresji, anegdot, do końca nieuczesanych myśli także i tym razem spowodowały, że jego wystąpienie wydłużyło się do blisko dwóch godzin. Prezydenckim doradcom udało się jednak przekonać szefa, aby przynajmniej w tych kluczowych, pierwszych dwóch kwadransach zawarł to, co dla Amerykanów najważniejsze: receptę, jak poprawić stan gospodarki. 

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Orędzie Donalda Trumpa. Dla Polski najważniejsze to, czego nie powiedział

Sytuacja w USA: Przytłaczająca większość Amerykanów źle ocenia stan gospodarki

Notowania Trumpa są bowiem katastrofalne i jeśli nie uda się ich odwrócić, Republikanie stracą w listopadzie kontrolę nad jedną, jeśli nie obiema izbami Kongresu. Z sondażu przeprowadzonego kilka dni temu dla ABC wynika, że głowę państwa popiera już tylko 39 proc. wyborców podczas gdy 60 proc. odnosi się do niego negatywnie. Trump w przeszłości wielokrotnie mierzył się z marnymi ocenami. Potrafił jednak wyjść z tego obronną ręką w wyborach, bo w dwóch-trzech kluczowych dla Amerykanów punktach przekonał do swoich racji rodaków. Badania pokazują, że i tym razem o wyniku wyborów rozstrzygnie kilka punktów: ocena stanu gospodarki, drożyzna, imigracja, bezpieczeństwo.

Reklama
Reklama

To na tym Trump się więc skoncentrował.

– Nasz naród wrócił. Większy, lepszy, bogatszy, silniejszy! – zaczął swoje przemówienie. I powtórzył swoje zapewnienie z dnia inauguracji 20 stycznia 2025 r., że oto Ameryka wchodzi w „złoty wiek” swojego rozwoju. Dalej był już różowy opis stanu kraju. – Inflacja załamuje się! Gospodarka kwitnie jak nigdy dotąd! – zapewniał prezydent. Ogłosił, że w ciągu ledwie roku inwestorzy zagraniczni obiecali zaangażować w USA niebotyczną sumę 18 bilionów dol.. Zapewnił także, że nigdy nie udało się utworzyć tak wielu miejsc pracy. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Donald Trump nie będzie królem

Tylko ile to ma wspólnego z prawdą? Inflacja w Stanach załamała się już w ostatnim okresie rządów Joe Bidena, a Trump nie zdołał jej dalej ograniczyć: wynosi 2,9 proc. w skali roku. Stąd 65 proc. Amerykanów odrzuca trumpową politykę w sprawie ograniczenia wzrostu cen. A 64 proc. ma negatywny stosunek do ceł wprowadzanych od kwietnia przez Trumpa, widząc w tym przyczynę drożyzny.

Donald Trump - najważniejsze daty

Donald Trump - najważniejsze daty

Foto: PAP

Nie inaczej jest z gospodarką. W zeszłym roku prezydent nie doprowadził do jej przyspieszenia w stosunku do ostatniego roku rządów Bidena. A teraz jej tempo wzrostu w ujęciu rocznym załamało się do 1,4 proc. 57 proc. Amerykanów i w tym punkcie ocenia więc źle prezydencki bilans. Zaś sam Biały Dom podaje, że obietnice (nie realne decyzje) odnośnie inwestycji zagranicznych ograniczają się do 9 bln dol., kwoty dwa razy mniejszej niż ta, o której mówi Trump.

Reklama
Reklama

Kilka dni przed wystąpieniem prezydenta Sąd Najwyższy uznał za nielegalne karne cła wprowadzone przez Biały Dom. Uznał, że to kompetencja Kongresu. We wtorek w Kongresie zjawiło się czterech spośród dziewięciu orzekających sędziów. Trump bezpośrednio ich nie zaatakował, choć uznał wyrok za „niefortunny” i „całkowicie fałszywy”. Przede wszystkim jednak i tu poszedł w zaparte. Zapowiedział, że wprowadzi „jeszcze potężniejsze cła”, do czego „nie będzie potrzebne zaangażowanie Kongresu”. Prawda i tu jest inna. Zaraz po wyroku Sądu Najwyższego Waszyngton wprowadził powszechne, 10-procentowe cła (Trump zapowiadał 15-procentowe). Jednak mogą one obowiązywać tylko przez 150 dni, po czym muszą zostać potwierdzone przez parlament. Mowa o lipcu, ostatniej prostej przed wyborami. Czy wówczas Republikanie jak jeden mąż poprą niepopularną przecież w kraju propozycję, czy raczej odrzucą ją, aby ratować własne kariery polityczne?

Donald Trump nie obawia się rozliczenia za próbę zamachu stanu

W ten wtorek Trump wyraźnie grał na polaryzację amerykańskiej sceny politycznej. Atakował wprost Demokratów w pewnym momencie nazywając ich „szalonymi ludźmi”. Chciał skonsolidować swoją drużynę. Udało mu się na tyle, że obecny na sali korespondent „New York Timesa”, który wcześniej pracował w Moskwie, przyznał, że zachowanie Republikanów przypomina mu to, co widział na sali w trakcie przemówienia Władimira Putina. 

Jedno jest pewne: na razie rządów prawa Trump się zbytnio nie obawia. – To powinna być moja trzecia kadencja – oświadczył powtarzając swój bezzasadny zarzut, że wybory w 2020 r. zostały sfałszowane. Za próbę zamachu stanu 6 stycznia 2021 r. nigdy nie został osądzony.

Im dłużej trwało przemówienie, tym Trump mocniej zagłębiał się w swoim własnym świecie. Ogłosił początek „wojny z korupcją”, która ma zapewnić, że gigantyczny (blisko 40 bilionów dol.) dług kraju zostanie spłacony. To nierealne zadanie zostało powierzone J.D. Vance’owi. Prezydent ogłosił, że granica kraju nigdy nie była tak szczelna. Tu ma argumenty: liczba nielegalnych przekroczeń spadła za jego rządów drastycznie, choć i ten proces zaczął się za Bidena. Tyle że Amerykanie większą uwagę zwracają na brutalne metody łapania podejrzanych o nielegalny pobyt agentów ICE. 58 proc. z nich nie aprobuje prezydenckiej polityki migracyjnej. 

Tylko najwytrwalsi doczekali do części przemówienia dotyczącego polityki zagranicznej. Ale nie dowiedzieli się, jakie są plany Trumpa wobec Iranu. Czy zaatakuje Teheran, aby odwrócić uwagę Amerykanów od problemów w domu? Nie wiadomo. Dla Polski dobra wiadomość jest za to taka, że prezydent jest zachwycony natowskim programem PURL zakupu za europejskie pieniądze amerykańskiej broni dla Ukrainy. Najwyraźniej Biały Dom nie zamierza wstrzymywać tego kluczowego dla Kijowa wsparcia. 

Publicystyka
Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Publicystyka
Estera Flieger: Dorastanie Europy
Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. Co może być jego celem?
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Czy Zbigniew Ziobro ma na siebie pomysł
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama