Około pół godziny: tyle zwykle większość widzów wytrzymuje, oglądając gadającą głowę na ekranie telewizora czy smartfona. Potem widownia gwałtownie się kurczy. Właśnie dlatego już nawet Richard Nixon ograniczał doroczne wystąpienia do narodu tak, by trwały niewiele ponad 30 minut. Podobnie postępowali jego następcy.
Donald Trump tak jednak nie potrafi. Dziesiątki, jeśli nie setki dygresji, anegdot, do końca nieuczesanych myśli także i tym razem spowodowały, że jego wystąpienie wydłużyło się do blisko dwóch godzin. Prezydenckim doradcom udało się jednak przekonać szefa, aby przynajmniej w tych kluczowych, pierwszych dwóch kwadransach zawarł to, co dla Amerykanów najważniejsze: receptę, jak poprawić stan gospodarki.