„Zapisywałem się do partii Szymona Hołowni, nie do partii Pełczyńskiej-Nałęcz” – słyszę od jednego z prominentnych członków Polski 2050. „Z nią się nie da dogadać” – SMS-uje inny. „Hennig-Kloska jako przewodnicząca to byłaby kroplówka. Partia miałaby szansę przetrwać przez jakiś czas jako całość, ale podział i tak byłby nieunikniony. Im bliżej wyborów, tym bardziej nawigowałaby w stronę Koalicji Obywatelskiej, a nie wszystkim to odpowiada”.
A Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz? Bez wątpienia silna osobowość, ale poglądy daleko odbiegają od deklarowanej początkowo przez Hołownię formuły „partii środka”. „To Razemitka” – słyszę. „I będzie szła w tym kierunku. Dla ludzi o wyważonych poglądach będzie to duży problem”.
Czytaj więcej
W sobotę członkowie Polski 2050 wreszcie wybrali przewodniczącą partii. Powtórka drugiej tury prz...
Walka o przetrwanie Pełczyńskiej-Nałęcz
Warto podkreślić, że dla Pełczyńskiej-Nałęcz te wybory to była walka o życie. Ambicje ma niezwykle wygórowane – widzi swoją osobę w roli wicepremierki przy Donaldzie Tusku, ale nie jest nawet posłanką. Wśród jej przeciwników panowało przekonanie, że jeśli przegra, to musi opuścić rząd. Wtedy zostałaby kompletnie na lodzie; bez mandatu i stanowiska ministerialnego byłaby politycznie nikim. Hennig-Kloska – przeciwnie. Ma mandat i swoją frakcję. Mimo sporych ambicji nie jest jednak aż takim „politycznym walcem” jak Pełczyńska-Nałęcz. Świetnie to zresztą rozumie sam Szymon Hołownia, który bezskutecznie nawoływał do tego, by panie zostały współprzewodniczącymi. Posunął się nawet do szantażu (to u niego norma), że zrezygnuje, jeśli ten absurdalny i niepraktyczny scenariusz się nie ziści. Skompromitował się zresztą na lewicy, więc dlaczego miałby się udać w partii tak niejednolitej i tak naznaczonej indywidualnymi emocjami jak Polska 2050?
Czytaj więcej
„Czy Pani/Pana zdaniem Szymon Hołownia powinien pozostać przewodniczącym Polski 2050?” - takie py...