Nie jestem
pewien, czy Mateusz Morawiecki kiedykolwiek pasował do Prawa i Sprawiedliwości.
Jarosława Kaczyńskiego poznał stosunkowo niedawno. Gdy doszło do tego spotkania
w jednym z mieszkań na Żoliborzu, prezes o Morawieckim wiedział niewiele. Miał
świadomość jego politycznej przeszłości, rodowodu, ale i stosunkowo długiej
kariery w instytucjach finansowych. Bezwzględnie chodziło mu o to ostatnie.
Szykując się do budowy rządu, szukał kogoś, za kim nie ciągnąłby się smród
uwikłania w postkomunistyczne relacje i kto miałby na tyle duże rozeznanie w
kwestiach gospodarczych, by uzupełnić polityczną konstrukcję złożoną w
większości z gospodarczych ignorantów w stylu Beaty Szydło et consortes. Morawiecki
pasował do tego idealnie, szybko więc zyskał poparcie (choć nie zaufanie prezesa)
i zaczął być przymierzany do roli gospodarczego lidera rządu.