Reklama
Rozwiń
Reklama

Bogusław Chrabota: Mateusz Morawiecki już poza PiS?

Postawię śmiałą tezę, że tzw. maślarze na tyle boją się Morawieckiego, ciągnących się za nim obciążeń, ale i wciąż sporych aktywów, że muszą go zadziobać. Moim zdaniem Morawiecki jest już poza PiS, choć jak dotąd wykluczono go jedynie z grona opracowujących nowy program partii.

Publikacja: 30.11.2025 17:44

Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Foto: PAP/Leszek Szymański

Nie jestem pewien, czy Mateusz Morawiecki kiedykolwiek pasował do Prawa i Sprawiedliwości. Jarosława Kaczyńskiego poznał stosunkowo niedawno. Gdy doszło do tego spotkania w jednym z mieszkań na Mokotowie, prezes o Morawieckim wiedział niewiele. Miał świadomość jego politycznej przeszłości, rodowodu, ale i stosunkowo długiej kariery w instytucjach finansowych. Bezwzględnie chodziło mu o to ostatnie. Szykując się do budowy rządu, szukał kogoś, za kim nie ciągnąłby się smród uwikłania w postkomunistyczne relacje i kto miałby na tyle duże rozeznanie w kwestiach gospodarczych, by uzupełnić polityczną konstrukcję złożoną w większości z gospodarczych ignorantów w stylu Beaty Szydło et consortes. Morawiecki pasował do tego idealnie, szybko więc zyskał poparcie (choć nie zaufania prezesa) i zaczął być przymierzany do roli gospodarczego lidera rządu.

Reklama
Reklama

Mateusz Morawiecki – perła Jarosława Kaczyńskiego

Merytoryczny, wygadany, zawsze perfekcyjnie przygotowany do swoich wystąpień – miał być Ludwigiem Erhardem rządu Zjednoczonej Prawicy. W roli tej sprawdzał się początkowo całkiem nieźle; na tyle dobrze, że szybko zastąpił niesamodzielną, niekompetentną i nieporadną Beatę Szydło. Politykę gospodarczą wsparł o rozsądne praxis, a sprawne – także w sensie językowym – funkcjonowanie w kręgach polityki europejskiej pozwalało mu się wpisać w jej główny nurt, niosący tyleż szans dla Polski, co politycznego ryzyka dla samego Morawieckiego.

Poległ nie tyle na pandemii czy kryzysie wywołanym wskutek wojny w Ukrainie, ale na skutek rozgrywek politycznych w łonie rządzącej prawicy. Stał się groźny. Po pierwsze dlatego, że zaczął coraz skuteczniej budować swoją formację wsparcia w ramach PiS, po drugie, że z biegiem lat wytworzył w Jarosławie Kaczyńskim przekonanie, że jest niezastępowalny, a po trzecie, że był coraz bliżej udanego powiązania polityki wewnętrznej ze skutecznym działaniem w ramach polityki unijnej. Jestem szczerze przekonany, że gdyby nie sabotowanie jego polityki przez Zbigniewa Ziobrę, Polska uzyskałaby dostęp do funduszy europejskich i na propagandowej fali tego sukcesu prawica rządziłaby kolejną kadencję.

Czytaj więcej

Sondaż zaufania IBRiS: Karol Nawrocki blisko rekordowego wyniku
Reklama
Reklama

Rosła też rola Morawieckiego w samym PiS, a pan premier – choć ocierało się to czasem o śmieszność – jak Zelig próbował się wcielać w najbardziej niepasujące doń role, jak choćby udział w hurrapatriotycznych sabatach klubów Gazety Polskiej.

Czy aby na pewno Mateusz Morawiecki przegrał?

Skończyło się, jak skończyło – wszyscy wiemy. Prawica przeszła do opozycji, ale napięcie na linii Morawiecki i jego zaplecze versus jego wrogowie nie gasło, ale z miesiąca na miesiąc tylko rosło. Co więcej, ostatnie tygodnie pokazały, że dochodzi do punktu kulminacyjnego. I nie chodzi o rzeczy banalne, tylko o przyszłość prawicy w Polsce na autostradzie – tak widzi to sama prawica – do szybkiego przejęcia władzy. A moment jest wyjątkowy.

PiS słabnie, podobnie jak dotychczasowy lider, więc dla ludzi prawicy ważna jest przede wszystkim diagnoza, co jest przyczyną, a po wtóre opracowanie kursu na przyszłość. Dziś gra w PiS toczy się o przywództwo i to w sensie podwójnym. Bowiem nie chodzi tylko przejęcie sterów w partii po Kaczyńskim, ale i przywództwo na prawicy po tym, jak pojawił się nowy gracz – Karol Nawrocki. Postawię śmiałą tezę, że tzw. maślarze na tyle boją się Morawieckiego, ciągnących się za nim obciążeń, ale i wciąż sporych aktywów, że muszą go zadziobać. Moim zdaniem Morawiecki jest już poza PiS, choć jak dotąd wykluczono go jedynie z grona opracowujących nowy program partii.

Foto: Paweł Krupecki

To dla niego na tyle siarczysty policzek, że jedyne, co wchodzi w grę, to wymuszone przez Kaczyńskiego pojednanie. Tyle tylko, czy prezes ma jeszcze do tego chęć i siłę? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Morawiecki od dawna budował swoją nową „aspiracyjną” tożsamość i grupę sojuszników w ramach partii. Jeśli więc z niej wyjdzie, to z gotowym pomysłem na program i swoimi zwolennikami.

Jaka rola czeka Mateusza Morawieckiego w nowym rozdaniu na prawicy?

I tu wchodzi w grę całkiem nowe rozdanie w polskiej polityce, na które liczą po cichu wszyscy i czego najbardziej powinien bać się prezes. Bowiem dzisiejsza układanka jest już nieco inna niż jeszcze dwa lata temu. Mamy nowych graczy. Mamy dominację sondażową KO. Silną, choć niespójną Konfederację. I rosnącą KKP niesławnego europosła Grzegorza Brauna. Nie traci lewica, zaś PSL jest na ścieżce poszukiwania nowych pomysłów i to coraz bardziej skutecznie. No i jest ambitny, rosnący w siłę Nawrocki.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jesienne przebudzenie Donalda Tuska. Dlaczego KO deklasuje PiS w sondażach?

Wszystko razem daje kompletną redefinicję polskiej sceny politycznej. A wybory już niedługo. Bo za niecałe dwa lata. Wypada więc – wracając do naszego głównego bohatera – postawić pytanie, czy powinien uparcie trzymać się – i to w wyjątkowo wrogim otoczeniu – macierzystej partii? Tam może tylko tracić. Zyska jedynie wtedy, gdy zagra samodzielnie i poszuka nowych sojuszów. Tylko tak nie wypadnie z politycznej gry o najwyższą stawkę.

Jakie ma ścieżki? Tu można odrobinę pofantazjować. Pierwsza to bliski sojusz z Karolem Nawrockim. Druga to próba sprzymierzenia się (choć nie będzie to łatwe) z bardziej pragmatyczną częścią Konfederacji. Co prawda Mentzen głosi, że nie może mu zapomnieć „polskiego ładu”, pandemii etc., ale przynajmniej rozmawiają tym samym językiem. Na koniec może stworzyć nową, przechodnią, aspiracyjną formację, która odegra ważną rolę w grze o władzę przy i po wyborach 2027 r. W których – takie mam wrażenie – stawką będzie kwestia pozostania Polski w Unii Europejskiej. Wtedy rozumiejący sens tego procesu Morawiecki może i osobiście raz jeszcze odegrać historyczną rolę. Chyba że wcześniej rozbroją go związane z jego osobą afery. Nie można zakończyć bez takiej pointy.

Nie jestem pewien, czy Mateusz Morawiecki kiedykolwiek pasował do Prawa i Sprawiedliwości. Jarosława Kaczyńskiego poznał stosunkowo niedawno. Gdy doszło do tego spotkania w jednym z mieszkań na Mokotowie, prezes o Morawieckim wiedział niewiele. Miał świadomość jego politycznej przeszłości, rodowodu, ale i stosunkowo długiej kariery w instytucjach finansowych. Bezwzględnie chodziło mu o to ostatnie. Szykując się do budowy rządu, szukał kogoś, za kim nie ciągnąłby się smród uwikłania w postkomunistyczne relacje i kto miałby na tyle duże rozeznanie w kwestiach gospodarczych, by uzupełnić polityczną konstrukcję złożoną w większości z gospodarczych ignorantów w stylu Beaty Szydło et consortes. Morawiecki pasował do tego idealnie, szybko więc zyskał poparcie (choć nie zaufania prezesa) i zaczął być przymierzany do roli gospodarczego lidera rządu.

Pozostało jeszcze 86% artykułu
/
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Reklama
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Jak Jarosław Kaczyński Grzegorza Brauna wyhodował
Materiał Promocyjny
Startupy poszukiwane — dołącz do Platform startowych w Polsce Wschodniej i zyskaj nowe możliwości!
Komentarze
Tomasz Krzyżak: Jeden kardynał Ryś polskiego Kościoła nie zmieni
Komentarze
Wystąpienie w Pradze świadczy o tym, że Karol Nawrocki nie wie, czym jest Unia Europejska
Komentarze
Estera Flieger: Wpis Jad Waszem to nie pomyłka
Komentarze
Bogusław Chrabota: Grzegorz Braun profanuje Auschwitz - Birkenau
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama