Bogusław Chrabota: Morawiecki. Twarz porażki

W pewnym momencie przestała go interesować gospodarka, a zaczęła władza. A skoro władza, to pozycja w partii. A skoro pozycja w partii, to ideologia. To był początek końca Mateusza Morawieckiego.

Aktualizacja: 18.10.2023 06:35 Publikacja: 18.10.2023 03:00

Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Foto: AFP

Twarz wyborczej porażki Prawa i Sprawiedliwości? Bez wątpienia Mateusz Morawiecki. Zarazem największy przegrany w tych wyborach.

Piszę te słowa z przykrością, bo nie zamierzam ukrywać, że wiązałem w przeszłości z jego osobą duże nadzieje. U progu kariery był jedynym w kręgu liderów prawicy fachowcem. Człowiekiem nie tylko z politycznym rodowodem, ale również menedżerskim doświadczeniem i rozpoznawalnością w kręgach biznesu. Można było wierzyć, że będzie dla rządów PiS jeśli nie Leszkiem Balcerowiczem, to przynajmniej Ludwigiem Erhardem.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Czym PiS tak mocno wkurzył Polaków?

Takie zresztą były pewnie oczekiwania Nowogrodzkiej. Morawiecki pragmatyk miał poprawić dialog z Brukselą, a może nawet kupić zaufanie politycznych partnerów na Zachodzie. Znał języki, miał orientację w świecie finansów. W rządzie Beaty Szydło skupiał się na gospodarce, nie na ideologii.

Ale to się szybko skończyło. Kiedy? Gdy w kampanii wyborczej 2019 r. bezpowrotnie wcielił się w rolę jednego z głównych propagandystów. Czy musiał? Pewnie nie. Ale chciał, uznając, że inaczej się nie da. Dlaczego? Bo cała jego polityczna ścieżka, poczynając od 2015 r., to ciągła obsesja uwiarygodniania się w partii Kaczyńskiego. Nie udało mu się przy tym nie tylko zbudować frakcji, ale nawet osobistej wiarygodności. Dla wielu „leśnych dziadków” z zakonu PC wciąż pozostawał wynajętym przez prezesa banksterem. I jego osobistym zakładnikiem. W pewnych sytuacjach zderzakiem, w innych – kandydatem na następcę.

Mam wrażenie, że to był początek jego końca. Przestała go interesować gospodarka, a zaczęła władza. A skoro władza, to pozycja w partii. A skoro pozycja w partii, to ideologia. Z Ludwiga Erharda przedzierzgnął się w politruka. I w takiej roli startował w ostatniej kampanii.

Morawiecki: od fachowca do politruka

Morawiecki od dawna nie wychodzi z roli propagandowego plakatu, powszechnie identyfikowanego z coraz bardziej komicznymi obietnicami na wyrost. Szczyt sukcesów osiągnął w tym roku. Chwilami można było mieć nawet wątpliwości, czy nie zapomniał, że wciąż jest premierem. Bo z jednej strony nikt go z obowiązków premiera nie zwolnił, z drugiej jak zdarta płyta powtarzał partyjny komunikat wyborczy o Niemcach i niemieckości Donalda Tuska.

Tak, mam świadomość, że próbował być prymusem. Perfekcyjnie wpisać się w strategię kampanii. Ktoś mu napisał tę rolę, a on tylko po tysiąc razy dziennie ją odgrywał. Tyle że było to zrozumiałe dla wąskiego kręgu ekspertów. A większość Polaków pytała, czy ten człowiek zwariował, że wszystko, od świtu do nocy, kojarzy mu się z Tuskiem? Czy to gra w pomidora? Prywatna obsesja?

Czytaj więcej

Łukasz Warzecha: Tylko do swoich. Dlaczego PiS poniósł porażkę

Cóż, pisałem już na tych łamach, że PiS, przesadnie rozbudzając emocje, sam zafundował sobie klęskę. Zamiast mobilizować własny elektorat, uruchomił elektorat przeciwników. Popełnił całą serię błędów, z których jednym z największych była wiktymizacja lidera opozycji. Ów teatr nienawiści uruchomił odruch sprzeciwu, współczucia i obrony. A Mateusz Morawiecki zagrał w tym spektaklu główną rolę, przechodząc do historii tak kuriozalnymi tekstami, jak choćby oskarżenie, że Tusk chce zrobić w Polsce Lampedusę.

Jaka będzie przyszłość pana premiera? Widzę ją dość słabo. Do roli eksperta powrotu nie ma. W partii też pewnie rozumieją, że jest zgraną kartą. Za chwilę bardziej niż politycznym aktywem stanie się dla PiS obciążeniem wizerunkowym. W kręgach opozycji jest persona non grata. I pewnie stanie się obiektem brutalnych rozliczeń.

Przynajmniej materialnie sobie poradzi. Tego możemy być pewni.

Twarz wyborczej porażki Prawa i Sprawiedliwości? Bez wątpienia Mateusz Morawiecki. Zarazem największy przegrany w tych wyborach.

Piszę te słowa z przykrością, bo nie zamierzam ukrywać, że wiązałem w przeszłości z jego osobą duże nadzieje. U progu kariery był jedynym w kręgu liderów prawicy fachowcem. Człowiekiem nie tylko z politycznym rodowodem, ale również menedżerskim doświadczeniem i rozpoznawalnością w kręgach biznesu. Można było wierzyć, że będzie dla rządów PiS jeśli nie Leszkiem Balcerowiczem, to przynajmniej Ludwigiem Erhardem.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wybory
Wybory samorządowe 2024: Oficjalnie: Jacek Sutryk musi walczyć w II turze
Wybory
Wybory samorządowe 2024: PiS w siedzibie partii świętuje sukces. Na scenie pojawił się Jacek Kurski
Wybory
Wybory samorządowe 2024: PiS wygrywa w kraju, ale traci władzę w województwach
Wybory
Wybory samorządowe 2024. Jarosław Kaczyński: Nasze zwycięstwo to zachęta do pracy, a chcieli nas już chować
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Wybory
Wybory samorządowe 2024: Frekwencja do godziny 17 niższa niż pięć lat temu
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą