Reklama

Marek Kutarba: Polskość firm, które korzystają na SAFE, mierzmy miejscami pracy

Trudno może być pogodzić się z tym, że polskie firmy przed upadkiem musiały ratować zagraniczne koncerny. Ale - również w kontekście programu SAFE - „polskość” warto postrzegać również przez pryzmat tego, gdzie dane zakłady się znajdują, gdzie dają ludziom pracę, gdzie budują potencjał intelektualny.
Miejsce podpisania umowy ramowej na dostawę dla Wojska Polskiego wozów ewakuacji medycznej oraz wozó

Miejsce podpisania umowy ramowej na dostawę dla Wojska Polskiego wozów ewakuacji medycznej oraz wozów dowodzenia na podwoziu transportera Rosomak

Foto: PAP/Jarek Praszkiewicz

Reklama
Reklama
Reklama

Nie trzeba było długo czekać. Wystarczyło, że rząd zaczął chwalić się swoim maratonem umów podpisywanych w ramach SAFE, żeby się zaczęło. Wizualizacja Hydrografa, który powstanie w polskiej stoczni, została przemalowana w barwy Niemiec. Podobny los spotkał polski bojowy wóz piechoty Borsuk. Stali i namiętni bywalcy X, z wrodzoną sobie „eksperckością”, z satysfakcją wytykali rządowi, że nie każda „obdarowana” przezeń kontraktem firma jest polska. Bo przecież na mapie jest też PZL Mielec. A wiadomo, że to własność Lockheed Martin, firma nie polska, a amerykańska. Tak samo PZL Świdnik. Tu właścicielem jest Leonardo, więc firma nie polska, tylko włoska. I oczywiście dostało się też PGZ, bo przecież wiadomo: państwowy moloch dostał kontrakty, to kasę z SAFE będzie można sobie i swoim politycznym kolegom w gigantycznych premiach wypłacić.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama