Z każdą chwilą dowiadujemy się więcej o okolicznościach decyzji, którą podjęła amerykańska administracja w sprawie obecności jej wojsk na terenie Europy.
Czytaj więcej
„Doszło do tymczasowego opóźnienia rozmieszczenia wojsk USA w Polsce, która jest modelowym sojusznikiem USA” - oświadczył w nocy z 19 na 20 maja rz...
Dlaczego inne sygnały płyną z Pentagonu, a inne od wiceprezydenta USA J.D. Vance’a?
Amerykanie zdecydowali się wrócić do skali zaangażowania sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainę. Zmniejszą z czterech do trzech liczbę brygad bojowych w całej Europie. Redukcje rozpoczęto nieoczekiwanie od Polski.
Tu zaczynają się liczne sprzeczności. Po rozmowie z sekretarzem wojny Pete'em Hegsethem polski minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił, że Amerykanie będą silnie obecni w Polsce i że nie można mówić o zmniejszeniu ich obecności. Słyszymy też, że redukcja nad Wisłą ma charakter czasowy.
Równocześnie z samego Waszyngtonu płyną sprzeczne sygnały. Pentagon w komunikacie podkreślił, że Polska jest wzorem dla innych państw NATO. „Polska wykazała zarówno zdolność, jak i determinację do obrony siebie” – czytamy w oświadczeniu rzecznika Pentagonu. Temu towarzyszą z kolei przypomnienia o doktrynie NATO 3.0, czyli koncepcji, w której strategiczny, jądrowy parasol ochronny USA nad sojusznikami w Europie pozostaje, ale ciężar obrony konwencjonalnej miałby spoczywać na wojskach państw europejskich – coraz częściej słyszymy o armii Polski i Niemiec, która właśnie podlega modernizacji.
Tymczasem wiceprezydent J.D. Vance, w odpowiedzi na pytanie polskiego dziennikarza, zaczął znów… krytykować Europę i wyrzekać, że ona cały czas chce Amerykę pouczać. – Powinniście spojrzeć w lustro – rugał przedstawiciela polskich mediów.
Czy Amerykanie właśnie ukarali chwalonego przez nich sojusznika zmniejszeniem liczby zdolnych do obrony jego terytorium wojsk?
Sprawia to wrażenie chaosu. Uspokajający ton z Pentagonu jest inny od zaczepnego tonu wiceprezydenta.
Ale i ten uspokajający ton powinien nas niepokoić. Zaszyta jest w nim bowiem złowróżbna prawda: Polska to świetny sojusznik, zbroi się na potęgę i wydaje 5 proc. PKB na obronność. Wydaje fortunę w USA na uzbrojenie: systemy Patriot, myśliwce F-35, czołgi Abrams, Himarsy. Czyżby Amerykanie wyciągnęli z tego wniosek, że Polska nie będzie już potrzebować takiej amerykańskiej pomocy, jak dotychczas? W nagrodę za szczególne starania Polska zostaje jako pierwsza ukarana obniżeniem amerykańskiej obecności na jej terytorium.
Wzorowy uczeń w nagrodę za własne wydatki, zakupy w USA, lojalność w Iraku i Afganistanie, dostał zmniejszenie liczby wspomagających go – a przede wszystkim gotowych do walki – amerykańskich żołnierzy.
Działania USA to zła wiadomość dla Polski, bardzo dobra wiadomość dla Władimira Putina
To zły sygnał dla Polski, bo każe zapytać o sensowność dotychczasowej logiki opartej na wykupywaniu polisy ubezpieczeniowej w Waszyngtonie wielomiliardowymi kontraktami. Polska musi lepiej zabiegać o przychylność nie tylko w administracji, ale też wśród wyborców w USA. Dobrą próbką takiej pracy może być materiał Fox News, który ukazał się parę dni temu, po wizycie amerykańskich dziennikarzy nad białoruską granicą. Polscy rozmówcy z MSZ i MON tłumaczyli amerykańskim widzom, że walka z nielegalną migracją do Stanów Zjednoczonych zaczyna się w ostępach Puszczy Białowieskiej, a NATO to nie tylko Niemcy i Wielka Brytania, które odmówiły pomocy w Iranie, ale przede wszystkim Polska, która na wschodnich rubieżach Zachodu broni jego wartości i bezpieczeństwa z bronią w ręku, w deszczu, śniegu i spiekocie, zatrzymując agresywne zapędy Rosji.
Ale sygnały z Waszyngtonu są niepokojące dla nas ze względu na wnioski, które płyną dla Rosji. Kreml nie kryje satysfakcji z powodu planowanej redukcji amerykańskiej obecności na wschodniej flance. Przecież jednym z warunków Putina z 2021 r., którego spełnienie miało uchronić nas przed wojną Rosji z Ukrainą, było wycofanie się NATO do granic sprzed 1997 r. Zamiast kary za wywołanie największej wojny w Europie od 1945 r. Rosja dostaje od USA nagrodę. Redukcja wojsk następuje nie wskutek jakichś ustępstw ze strony Putina, tylko jednostronnej decyzji Donalda Trumpa. Musimy z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski.