Zapowiedź zmniejszenia liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce ujawniła wiele niedociągnięć, ale też pokazała, że nasze elity nie są przygotowane do wyzwań globalnych. Bo USA nie realizują swojej misji tylko w Polsce czy Europie.

Żołnierze USA w Polsce

Żołnierze USA w Polsce

Foto: PAP

Dlatego trochę jak zaklinanie rzeczywistości brzmią słowa szefa BBN Bartosza Grodeckiego, że wstrzymanie rotacji i zmniejszenia obecności USA „nie dotyczą bezpośrednio i docelowo Polski”. Ma jednak trochę racji, że polskie instytucje, a nie tylko MON, jak twierdzi Grodecki, obciąża fakt, że nie pozyskały „wyprzedzających informacji w zakresie zmian w harmonogramie przemieszczenia sił USA do Polski”.

Nawet abstrahując od tego, czy informacja o decyzji Amerykanów przeleżała kilkanaście godzin w tajnej poczcie szefa Sztabu Generalnego WP gen. Wiesława Kukuły, trudno nie odnieść wrażenia, że w niektórych sprawach mamy do czynienia z „państwem z kartonu”. Bo takie informacje powinna pozyskać wcześniej polska dyplomacja, attachaty wojskowe, ale też Służba Wywiadu Wojskowego lub SKW (osłania przecież m.in. obecność wojsk sojuszniczych w Polsce). Przy czym zakładam, że te ostatnie służby nie przestały „pracować” na kierunku zachodnim.

Czytaj więcej

Wojska USA w Polsce, czyli nasi politycy jako statyści

Trudno się dziwić zamieszaniu, gdy w Waszyngtonie nie mamy ambasadora, a alternatywną „placówką dyplomatyczną” nad Potomakiem staje się oddział TV Republika. Ten bałagan w równym stopniu obciąża ośrodek prezydencki, jak i rząd.

Prawda jest taka, że redukcja wojsk amerykańskich w Polsce ma miejsce od kilku miesięcy. Żołnierze zostali wycofani np. z Jasionki. Tyle że wtedy politycy uspokajali, że o wszystkim zostali powiadomieni i odbyło się to zgodnie z planem, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Wygląda na to, że politycy starali się nas uśpić.

Ameryka kieruje wzrok na Pacyfik. Czy polscy politycy tego nie wiedzą?

Nie można zapominać – o czym przypomina Maciej Miłosz – że Amerykanie zakończyli tzw. Global Force Posture Review, czyli przegląd swoich sił na świecie. I choć ten dokument nie został upubliczniony, to m.in. bazując na Narodowej Strategii Bezpieczeństwa jasne staje się, że amerykańska obecność militarna w Europie będzie się zmniejszać.

Dlaczego tak się dzieje? Nie bez znaczenia jest to, na co wskazuje Jacek Tarociński, autor najnowszego raportu Ośrodka Studiów Wschodnich na temat Sił Zbrojnych USA: modernizacja tej armii przygotowuje ją do ewentualnej pełnoskalowej konfrontacji o wysokiej intensywności z przeciwnikiem dysponującym zbliżonymi do Amerykanów zdolnościami – Chińską Republiką Ludową.

Analitycy obserwują to od ponad dekady. „Zwrot na Pacyfik zapowiedział już Barack Obama, natomiast programy reform i modernizacji Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych pod tym kątem zaprezentowano opinii publicznej pod koniec pierwszej kadencji Donalda Trumpa, po czym realizowała je bez większych zmian administracja Joego Bidena” – przypomniał Tarociński.

Analityk wskazał też, że zmiana priorytetów będzie prowadziła do zmniejszenia obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Europie i na Bliskim Wschodzie. I chociaż wojska lądowe USA przygotowują się do jednoczesnego prowadzenia działań w symetrycznym konflikcie w Europie i na Indo-Pacyfiku, głównie stawiają na budowę lekkich dywizji piechoty, które mogą uczestniczyć w walkach na wyspach Pacyfiku. W przypadku wojny – część ciężkich sił pancernych może zostać przeniesiona do Korei. Ten rejon wzmocniłyby też kosztem Europy, siły powietrzne USA.

Czytaj więcej

USA, niepewny sojusznik. Rotacja żołnierzy do Europy wstrzymana pod wpływem emocji Donalda Trumpa

Nie wierzę, że politycy odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa nie czytają takich analiz, także przygotowywanych przez Agencję Wywiadu.

Czy Donald Trump jest sfrustrowany i nieprzewidywalny?

Donald Tusk stwierdził, że w relacjach transatlantyckich „oczekujemy stabilności opartej na szacunku”. To dowód na to, że premier zakłada, iż za ostatnią decyzją administracji Trumpa stała frustracja po odmowie wsparcia dla operacji amerykańskiej w cieśninie Ormuz. To prawdopodobne, zwłaszcza po krytycznej ocenie kampanii irańskiej przez kanclerza Niemiec, ale chyba także, moim zdaniem, efekt braku woli wykonania jakiegokolwiek gestu ze strony innych europejskich sojuszników, w tym Polski. Bijmy się też w swoje piersi.

Nic nie wskazywało na to, że jesteśmy na jakimkolwiek etapie „zakotwiczania” na stałe kolejnej grupy wojsk amerykańskich w Polsce

Oczywiście można wyciągnąć prosty wniosek, że przedstawiciele amerykańskiej administracji stają się sojusznikami nieprzewidywalnymi, bo deklaracje przedstawicieli administracji Trumpa, że Ameryka nie tylko nie wycofa żołnierzy z naszego kraju, ale wręcz zwiększy ich liczbę – nic nie znaczą. Powiedzieć można wszystko, ale aby to miało jakiekolwiek znaczenie trzeba te słowa następnie ubrać w ramy porozumienia, traktatu czy umowy. Nic nie wskazywało na to, że jesteśmy na jakimkolwiek etapie „zakotwiczania” na stałe kolejnej grupy wojsk amerykańskich w Polsce. Od dawna wiadomo np. że polskie poligony pękają w szwach i Amerykanie wyjeżdżają do Niemiec, aby ćwiczyć, bo w Polsce nie ma odpowiedniej infrastruktury. Wojna w Ukrainie niewiele nas nauczyła. Ciągle wojsko działa jak ospały słoń, decyzje odsuwane są w czasie, planowanie jest wieloletnie.      

Amerykanie wywiązali się z nawiązką z zobowiązań sojuszniczych i jeszcze przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny w Ukrainie przerzucili do Polski dodatkowe siły. Podwoili ich liczbę, dzięki czemu mogliśmy gościć ich nawet 10 tysięcy. To właśnie wstrzymanie rotacji tych „nadprogramowych żołnierzy” teraz obserwujemy. Ale dzisiaj musimy zakładać, że USA nie będą w stanie w pełni zaangażować się jednocześnie w dwóch rejonach świata w przypadku wojny na Dalekim Wschodzie i w Europie.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy boją się, że Rosja wkrótce zaatakuje państwo NATO

Absolutne minimum o jakie musi walczyć Polska w kwestii obecności wojsk USA

Co zatem powinniśmy robić? Absolutnym minimum, jeżeli nie uda się cofnąć decyzji Pentagonu o wstrzymaniu rotacji, powinno być utrzymanie sprzętu w magazynie APS w Powidzu, gdzie może zostać złożone uzbrojenie dla jednej amerykańskiej brygady. Teraz stoi on pusty – na co wskazał w TVN24 były szef BBN Jacek Siewiera. Istotne jest też, z naszej perspektywy, rozbudowywanie dowództwa V Korpusu i dążenie do tego, aby przyporządkować mu na stałe konkretną dywizję wojsk amerykańskich.

Wojna w Ukrainie niewiele nas nauczyła. Ciągle wojsko działa jak ospały słoń, decyzje odsuwane są w czasie, planowanie jest wieloletnie.

Niemniej niepokojąca jest też postępująca relokacja wojsk z Rumunii i krajów bałtyckich, a przede wszystkim wstrzymanie rotacji do Niemiec, gdzie stacjonuje batalion specjalizujący się w obsłudze rakiet dalekiego zasięgu, bo w przypadku wojny te siły mogłyby bronić Polski. Czy zatem nie powinniśmy budować koalicji państw, które tworzą odpowiednie warunki do pozostawienia wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO?

Czytaj więcej

Firma z USA alarmowała ws. hangarów dla polskich F-35. Prokuratura się tym nie zajmie

Musimy przyjąć, że Amerykanie mają ograniczone zasoby, aby zrealizować globalne zobowiązania. Obecność wojsk amerykańskich jest ważnym elementem odstraszania na wschodniej flance NATO, ale może ulec zmianie pod presją cięć budżetowych. Wstrzymanie rotacji doskonale to pokazuje.

Polska jako kluczowy sojusznik na flance wschodniej powinna liczyć na preferencyjne traktowanie, ale musimy być świadomi, że nie będzie ono pełne i zgodne z naszymi oczekiwaniami. Obecność sił amerykańskich traktujmy zatem jako atut, ale nie jako gwarant nieograniczonego wsparcia.

To powinno – rzecz oczywista – wymusić przyspieszenie modernizacji polskich Sił Zbrojnych i budowanie zdolności do samodzielniejszego działania w ramach NATO, równolegle z pogłębieniem współpracy bilateralnej z USA oraz innymi państwami regionu. Chociażby poprzez wspólne inwestycje, zakupy uzbrojenia i organizację ćwiczeń.