Mimo zapewniania nas od lat o podejmowanych w tym celu działaniach, żadnemu z polskich polityków – nie wyłączając poprzedniego prezydenta Andrzeja Dudy oraz obecnego Karola Nawrockiego – nie udało się uzyskać tego, co stabilizowałoby obecność wojsk amerykańskich w Polsce, czyli stałych baz stacjonowania bojowego komponentu sił zbrojnych USA. Owszem, w ostatnich latach dokonał się pewien postęp. W Poznaniu ulokowano stałe wysunięte dowództwo V Korpusu Armii USA, działa też stały garnizon US Army oraz baza obrony przeciwrakietowej w Redzikowie. To jednak elementy strukturalne i wsparcia, a nie komponent bojowy, który nadal ma charakter rotacyjny. Rotacyjny charakter tej obecności ma oczywiście wiele uwarunkowań. Tak politycznych (w tym zapisy aktu NATO-Rosja, na które Amerykanie wciąż się powołują), jak i wojskowych oraz przede wszystkim budżetowych.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Obecność wojsk USA w Polsce jest znacząca, ale ma słabą stronę. To rotacyjny charakter

Co Polska mogła zrobić na rzecz stałej obecności wojsk USA nad Wisłą?

Nie jest jednak tak, że Polska nie mogła zrobić więcej, aby Amerykanów do polskiej lokalizacji bardziej przywiązać. Zamiast na konsekwentnych działaniach infrastrukturalnych, nasza polityka w tej sprawie zbyt często opiera się na przekonaniu, że o wszystkim decydują wzajemne sympatie oraz status najbardziej grzecznego i wiernego sojusznika USA. W realiach prawdziwej polityki ta wiara w „przyjaznego” Polsce wuja Sama właśnie pęka jak bańka mydlana. Ujawnione w maju informacje o wstrzymaniu rotacji 2. Brygady 1. Dywizji Kawalerii do Europy są tego dobitnym sygnałem. I nie mamy moim zdaniem czemu się dziwić.

Czynników, które na to wpływają, jest oczywiście wiele. Od priorytetów obecnej administracji w Waszyngtonie, konkurencji, jakie stwarzają inne teatry działań amerykańskich, po kwestie budżetowe. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden czynnik, który moim zdaniem nie pozostaje bez znaczenia, bo stanowi papierek lakmusowy naszej prawdziwej determinacji do zatrzymania wojsk amerykańskich na polskiej ziemi.

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Amerykańscy żołnierze w Polsce

Foto: PAP

Otóż, mimo lat obecności wojsk amerykańskich w Polsce, poza nielicznymi lokalizacjami, nie udało nam się stworzyć odpowiedniej bazy mieszkalno-socjalnej dla Amerykanów tu stacjonujących. Takiej, która mogłaby pomieścić żołnierzy wraz z rodzinami na 2-3 lata, a nie tylko na kilkumiesięczną rotację. Dziś  pod tym względem i tak nastąpił już postęp - warto przypomnieć, że żołnierze USA na początku swojej obecności w Polsce zmuszeni byli koczować w namiotach. Obecnie zakwaterowanie zapewniają w dużej mierze kontenery mieszkalne, a w Drawsku Pomorskim trwa budowa nowych koszar dla 1 700 żołnierzy, które mają zastąpić konstrukcje namiotowe budynkami modułowymi i stałymi. Problem w tym, że to wciąż dopiero początek tworzenia potrzebnej infrastruktury. Infrastruktury, która nie jest przecież jakaś nadmierną fanaberią.

Czas przestać liczyć na sympatie i zacząć budować – i to dosłownie – stabilne fundamenty stałej amerykańskiej obecności w Polsce: koszary, mieszkania dla rodzin, szkoły, przychodnie

Nowo tworzone polskie jednostki też mają problem. Brakuje dla nich koszar

Problem ten nie dotyczy tylko Amerykanów. Również nowo tworzone polskie jednostki cierpią na braki infrastruktury koszarowej. Były szef MON, Mariusz Błaszczak, powołując nowe dywizje do życia i wybierając dla nich lokalizacje, chociaż oficjalnie powoływał się na „analizy Wojska Polskiego”, to jednak nie uniknął lokowania żołnierzy „w gołym polu”. Trudno nie zauważyć, że część wybranych miejsc – jak Kolno, gdzie wojska nigdy wcześniej nie było – pozbawiona była jakiejkolwiek infrastruktury koszarowej. Stąd część tworzonych właśnie jednostek 1. Dywizji Piechoty Legionów oraz 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej kwateruje obecnie w miasteczkach kontenerowych. Co potwierdza zresztą dowódca 1. Dywizji gen. Norbert Iwanowski, mówiąc o „infrastrukturze zastępczej” jako rozwiązaniu na lata.

Dla wielu osób kwestia właściwych miejsc zakwaterowania może wydawać się drugorzędna. Tymczasem z punktu widzenia relokowanych do Polski amerykańskich żołnierzy nie jest to problem, który można byłoby bagatelizować. Dobitnie pokazują to doniesienia amerykańskiego portalu „Stars & Stripes”, wskazującego właśnie braki infrastrukturalne jako jedną z barier dla rozszerzenia obecności USA w Polsce.

Polska musi sobie z tego zdawać sprawę, skoro szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła przyznał wprost: „nadszedł już poważny czas, żebyśmy zaczęli budować warunki i zdolności, by wojska amerykańskie mogły tu osiąść na stałe”. Pytanie, dlaczego mówi to dopiero teraz – po latach naszych deklaracji, że właśnie tego chcemy.

Czas przestać liczyć na sympatie i zacząć budować – i to dosłownie – stabilne fundamenty stałej amerykańskiej obecności w Polsce: koszary, mieszkania dla rodzin, szkoły, przychodnie. Bez tego kolejne deklaracje o „absolutnym priorytecie” stałych baz pozostaną tym, czym były dotąd. Deklaracjami.