Preludium do wydarzeń, które właśnie się rozgrywają, stanowiło wystąpienie z 27 kwietnia kanclerza Niemiec Friedricha Merza w czasie spotkania ze studentami w Marsbergu. W jego trakcie Merz skrytykował działania militarne podjęte przez USA i Izrael wobec Iranu.
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz skrytykował działania USA, Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone zmniejszą liczbę żołnierzy w Niemczech
Merz przypomniał, że Stany Zjednoczone nie konsultowały z Niemcami i europejskimi sojusznikami z NATO podjęcia działań przeciw Iranowi. – Gdybym wiedział, że będzie to trwało pięć-sześć tygodni i będzie się tylko pogarszać, powiedziałbym mu to nawet dobitniej – mówił. Zwracał też uwagę, że koszty wojny USA i Izraela z Iranem ponoszą m.in. niemieccy podatnicy (np. poprzez wzrost cen surowców energetycznych).
Czytaj więcej
W miarę przewidywalny i zorientowany na wspólne bezpieczeństwo partner w Niemczech jest dla Polski strategicznym atutem. Przy całym krytycyzmie i p...
Mówiąc o rozmowach pokojowych USA i Iranu Merz stwierdził, że Iran „upokarza Stany Zjednoczone”. – Irańczycy są najwyraźniej bardzo biegli w negocjacjach, albo raczej bardzo biegli w braku negocjacji, pozwalają Amerykanom podróżować do Islamabadu, a potem wyjeżdżać bez osiągnięcia czegokolwiek – zauważył.
Trump zareagował na te słowa już dzień później. 28 kwietnia w serwisie Truth Social napisał: „Kanclerz Merz sądzi, że jest w porządku, aby Iran miał broń atomową. Nie wie, o czym mówi!” (wbrew jego słowom Merz podkreślał, że Iran nie powinien mieć broni atomowej).
Dwa dni później prezydent USA napisał w Truth Social: „Stany Zjednoczone analizują i rozważają możliwe zmniejszenie liczby wojsk w Niemczech; decyzja w tej sprawie zostanie podjęta w najbliższym czasie”.
1 maja rzecznik Pentagonu Sean Parnell poinformował, że USA wycofają z Niemiec 5 tys. żołnierzy. „Decyzja ta jest następstwem gruntownej analizy rozmieszczenia sił (...) w Europie i wynika z potrzeb oraz warunków panujących na miejscu” – napisał Parnell w oświadczeniu.
W Polsce rozpoczął się spór polityczny o „podbieranie” żołnierzy z Niemiec
4 maja premier Donald Tusk pytany o to, czy liczy na to, iż wycofywani z Niemiec żołnierze trafią do Polski, powiedział: „Chyba nie powinniśmy jako państwo podbierać. Nie pozwolę na to, żeby Polska była wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim”. Ściągnęło to na niego falę krytyki ze strony polityków PiS.
„Tusk kolejny raz odkrywa swoją prawdziwą twarz. Zwiększenie sił amerykańskich, a w związku z tym stała baza USA w Polsce, to coś, czego nie da się przecenić. To zmiana naszej sytuacji na nieporównywalnie lepszą, nieporównywalnie bezpieczniejszą. Tusk to Berlin. Dziś nikt rozsądny nie może temu zaprzeczyć” – wpis o takiej treści pojawił się na koncie prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.
„Premier Tusk przeciwko wzmocnieniu bezpieczeństwa Polski. Lojalność wobec Berlina na pierwszym miejscu. Wszystko jasne?” – napisał z kolei były prezydent Andrzej Duda.
„Jak można przedkładać interes i komfort sąsiedniego państwa nad bezpieczeństwo własnego? To jest rzecz niesłychana. Kiedyś zasłyszałem od europejskich dyplomatów stwierdzenie jawohl government. Dziś wielu zaczyna rozumieć to lepiej” – pisał z kolei szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz.
Już dwa dni później szef MSZ, wicepremier Radosław Sikorski mówił, że „w interesie Polski jest gościć tak wielu żołnierzy USA, jak to możliwe”. – Im więcej na polskiej ziemi, tym lepiej – przekonywał.
Donald Trump 8 maja, pytany przez dziennikarzy, czy wycofywanych z Niemiec żołnierzy może przenieść do Polski, nie wykluczył tego. – Polska by tego chciała. Mamy świetne relacje z Polską, ja mam świetne relacje z prezydentem (Karolem Nawrockim) – stwierdził prezydent USA.
O tym, że USA wstrzymują rotację żołnierzy do Polski poinformowały amerykańskie media
13 maja „Army Times”, „Stars & Stripes”, „Military Times”, amerykańskie media wojskowe poinformowały, że USA wstrzymują wysłanie do Europy blisko 4 tysięcy żołnierzy 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii USA. Co ciekawe rotacja tych żołnierzy m.in. do Polski już się wcześniej rozpoczęła. 1 maja żołnierze wzięli udział w uroczystości zwinięcia sztandarów jednostki w Fort Hood w Teksasie, co zapowiadało nadchodzące wysłanie ich do Europy. Do Europy miała już trafić również część sprzętu grupy bojowej „Army Times” ujawnił, że od 12 maja żołnierze 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej, którzy mieli zostać wysłani do Europy, zaczęli informować najbliższych o zmianach planów.
Żołnierze USA w Polsce
W momencie publikacji nie było jasne, czy wstrzymanie rotacji jest tymczasowe i ostatecznie 2. Brygadowa Grupa Bojowa trafi do Europy, czy też oznacza to odwołanie rotacji.
W nocy z 13 na 14 maja wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz dzwonił w sprawie doniesień amerykańskich mediów m.in. do prezydenta Karola Nawrockiego i do ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka. Oświadczył też, że „sprawa nie dotyczy Polski” i jest związana ze „zmianą obecności części sił zbrojnych USA w Europie”. Z kolei wiceminister obrony Cezary Tomczyk napisał, że „komunikat dotyczy Niemiec”.
Kolejne dni nie potwierdziły jednak zwłaszcza tego ostatniego stwierdzenia. Dzień później Reuters potwierdził w dwóch źródłach w administracji USA, że Pentagon anulował wysłanie do Polski 4 tysięcy żołnierzy, którzy mieli trafić nad Wisłę w ramach rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w naszym kraju.
Przedstawiciel administracji USA powiedział agencji Reutera, że decyzja o wstrzymaniu wysłania do Polski ok. 4 tysięcy żołnierzy z 2. Brygadowej Grupy Bojowej wchodzącej w skład 1. Dywizji Kawalerii jest „krótkoterminowym rozwiązaniem”, które pozwoli zrealizować wcześniejszą obietnicę o wycofaniu żołnierzy z Niemiec, gdzie stacjonuje ok. 35 tysięcy żołnierzy USA. Jak podkreślała agencja Reutera, oznacza to, że do Polski ostatecznie mogą trafić żołnierze z innego miejsca – być może np. właśnie z Niemiec.
Czytaj więcej
Ofiarami decyzji Donalda Trumpa o anulowaniu rotacji czterech tysięcy żołnierzy w Polsce jest nie tylko nasz kraj, ale także Kongres i Sojusz Atlan...
15 maja zastępca sekretarza obrony USA, sekretarz armii Dan Driscoll w czasie wysłuchania w Kongresie przyznał że decyzja o wstrzymaniu rotacji żołnierzy USA do Polski zapadła „w ostatnich tygodniach” i że nie uzasadniano jej. Amerykańskie media informowały, że decyzję miał podjąć sam Hegseth. – To policzek wymierzony Polsce; to policzek wymierzony naszym bałtyckim przyjaciołom. To także policzek wymierzony tej komisji – mówił kongresmen Partii Republikańskiej z Nebraski Don Bacon. Z przebiegu wysłuchania wynikało, że kongresmeni Partii Republikańskiej nie byli informowani o planach administracji w tym zakresie.
Jakie zapewnienia słyszy polski rząd od USA ws. wstrzymanej rotacji żołnierzy?
19 maja do USA pojechali wiceministrowie obrony Paweł Zalewski i Cezary Tomczyk, by rozmawiać z przedstawicielami Kongresu, Pentagonu i Białego Domu ws. utrzymania obecnej liczby żołnierzy Stanów Zjednoczonych w Polsce. Z kolei wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz najpierw miał 20 maja spotkać się z przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Danem Cainem, a ostatecznie rozmawiał telefonicznie z sekretarzem obrony Pete'em Hegsethem.
Bazy wojskowe USA w Europie
– Wiceministrowie obrony narodowej dzisiaj i jutro odbywają spotkania (...) ze swoimi odpowiednikami, urzędnikami Pentagonu, także spotkania z parlamentarzystami na Kapitolu, think tankami amerykańskimi, także wizyta w Białym Domu i konsultacje z doradcami ds. bezpieczeństwa. Wszystko to poświęcone jest tej sprawie. Nasi amerykańscy sojusznicy muszą zrozumieć, jak ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski, Europy, Stanów Zjednoczonych, globalnego porządku jest ścisła i bardzo dobrze skoordynowana współpraca, w tym obecność wojsk amerykańskich w Polsce – mówił Donald Tusk na posiedzeniu rządu.
Po rozmowie z Hegsethem Kosiniak-Kamysz poinformował, że „sekretarz Wojny USA potwierdził, że nie zmienia się zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę i bezpieczeństwo Polski”. „Wielokrotnie w trakcie rozmowy usłyszałem, że Polska jest modelowym sojusznikiem i w pełni może liczyć na Stany Zjednoczone. Trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła. Decyzje, które są podejmowane nie są w żaden sposób wymierzone w nasze strategiczne partnerstwo. Pentagon przygotowuje właśnie nowy plan rozmieszczenia swoich wojsk w całej Europie” – dodał.
Również wiceprezydent USA J.D. Vance zaprzeczył 20 maja, jakoby USA chciały zmniejszyć obecność wojskową w Polsce. – Opóźnienie wysłania amerykańskich wojsk do Polski nie oznacza ograniczenia ich obecności – stwierdził
Jednak do dziś ani strona amerykańska, ani polska nie wskazała, kto miałby zastąpić w Polsce grupę bojową, której rotację wstrzymano.
– Zmotoryzowana brygada, która jest zagrożona wycofaniem w Niemczech może zostać przemieszczona do Polski i jej sprzęt może zostać zmagazynowany, zakonserwowany i złożony w magazynie pod Poznaniem, po czym żołnierze zostaną wycofani. I to wydaje się być najbardziej rozsądnym kierunkiem kompromisu – taki scenariusz dalszego rozwoju wydarzeń przedstawił w rozmowie z TVN24 były szef BBN Jacek Siewiera.