– Białoruś to nie jest skończony temat. Białoruś to jest pewne zadanie dla Rzeczypospolitej, dla Polski, polskich polityków, służb, instytucji i dyplomacji. Musimy w dalszym ciągu dążyć do tego, aby Białoruś stała się krajem jak najbardziej niezależnym, posiadającym jak najwięcej pola manewru wobec Rosji – mówił ostatnio w Kanale Otwartym Piotr Krawczyk, który w latach 2016–2022 stał na czele Agencji Wywiadu. Stwierdza też, że od 2010 r. państwo polskie „wraz z partnerami” nieprzerwanie „toczy grę o Białoruś”, by zwiększyć jej „swobodę wobec Federacji Rosyjskiej”.

Reklama
Reklama

Były szef polskiego wywiadu tłumaczy to wszystko w nagraniu pod tytułem „Polska powinna prowadzić dialog z Białorusią. Wielka gra o Mińsk”. Sugeruje też, że nieudana rewolucja i przelana krew po wyborach w 2020 r. były „sukcesem Rosji”, której, jak twierdzi, udało się zatrzymać trwające od kilku lat zbliżenie Białorusi z Zachodem (przed tym Białoruś zaczęła sprowadzać amerykańską ropę i planowała rewers surowca z Polski).

Donald Trump flirtuje z Aleksandrem Łukaszenką. W co grają Stany Zjednoczone?

Faktem jest, że do resetu w relacjach Białorusi Łukaszenki z Zachodem już doszło, jeżeli nadal uważamy Stany Zjednoczone za lidera świata zachodniego. Liczne wizyty przedstawicieli USA w Mińsku, masowe uwolnienie najważniejszych więźniów politycznych i zniesienie przez Waszyngton sankcji wskazują na to, że prezydent Donald Trump ma z Łukaszenką zupełnie inne relacje niż zdecydowana większość państw europejskich. Od dłuższego czasu za kulisami białoruskiej polityki krąży fundamentalne pytanie: czy ocieplenie relacji USA z Białorusią doprowadzi do ocieplenia stosunków UE z Mińskiem? Miesiąc temu nie byłoby to możliwe. Z kilku powodów.

Czytaj więcej

Senat porzuca polskie media na Wschodzie. Praprawnuk Mickiewicza: dla nas to wyrok śmierci

Bramą do jakiejkolwiek odwilży w relacjach z Białorusią jest Polska, bo żaden inny kraj UE (za wyjątkiem Litwy) nie zna, nie rozumie i nie interesuje się losem tego 9-milionowego państwa. Uwolnienie dziennikarza i jednego z liderów mniejszości polskiej na Białorusi, Andrzeja Poczobuta, usunęło kluczową barierę w relacjach Warszawy z Mińskiem. I wiele wskazuje na to, że pewne siły próbują otworzyć bramę dla Białorusi do resetu relacji z UE, przynajmniej gospodarczego.

Ostatnio szef litewskiej dyplomacji Kęstutis Budrys, jak wynika z relacji tamtejszych mediów, miał przyznać podczas jednego z zamkniętych spotkań, że USA wywierają presję na Wilno w sprawie umożliwienia tranzytu białoruskich nawozów potasowych przez litewskie porty. – W Polsce są próby badania gruntu w tym kierunku, ale różnica rozstawu szyn sprawia, że taki tranzyt byłby kosztowniejszy niż przez Litwę – mówi nam jeden z dobrze poinformowanych rozmówców.

Nawozy potasowe i wielka gra o tranzyt

Kluczem do zrozumienia sytuacji jest Nieżyński Kombinat Górniczo-Wzbogacający (w obwodzie mińskim, koło miejscowości Lubań), który Łukaszenko zaproponował Amerykanom za 3 mld dol. To zakład, który mógłby pokryć nawet do 20 proc. rocznego zapotrzebowania USA na nawozy potasowe (obecnie USA mocno zależą od dostaw z Kanady). To kusząca oferta dla USA, ale pod warunkiem, że zostaną uruchomione niezależne od Rosji drogi transportu nawozów. Stąd próby przekonania Litwy, bo przed najazdem Rosji na Ukrainę Białoruś eksportowała lwią część swoich nawozów przez port w Kłajpedzie (część portu była w białoruskich rękach).

Czytaj więcej

Andrzej Poczobut tłumaczy „Rzeczpospolitej”, dlaczego nie wyjechał z Białorusi w 2021 roku

Po to też Łukaszenka uwolnił na prośbę USA setki litewskich ciężarówek, które od wielu miesięcy trzymał jako rodzaj zakładników. Przepuszczenie białoruskich nawozów potasowych przez teren UE wymagałoby też poluzowania unijnych sankcji nałożonych wcześniej na Białoruś. Ale to mogłoby oznaczać powrót białoruskich zakładów państwowych na rynek europejski i symboliczne zwycięstwo Łukaszenki po niemal sześciu latach konfrontacji z Brukselą.

Reset z Łukaszenką oznaczałby marginalizację białoruskiej opozycji demokratycznej. To byłby ryzykowny krok dla Polski

Gdyby w Polsce ktoś z jakichś powodów chciał wesprzeć Amerykanów „w odrywaniu Białorusi od Rosji”, postawiłby tym samym krzyżyk na dotychczasowej polityce polegającej na wieloletnim wspieraniu (również finansowym) białoruskiej opozycji demokratycznej. Dzisiaj w Warszawie znajdują się już wszystkie najważniejsze białoruskie organizacje opozycyjne z biurem Swiatłany Cichanouskiej na czele. Odwilż w relacjach z Łukaszenką całkowicie zmarginalizowałaby przeciwników reżimu na emigracji, którzy i tak w niełatwych warunkach walczą o przetrwanie.

Czytaj więcej

Szpagat Łukaszenki. Jak udobruchać Trumpa i nie rozzłościć Putina?

We wtorek zakończyło się trwające od tygodnia głosowanie (online) do Rady Koordynacyjnej (białoruskiego parlamentu na uchodźstwie), w którym udział wzięło nieco ponad 2 tys. Białorusinów. Dwa lata temu w podobnych wyborach opozycji udział wzięło ponad 6 tys. osób. Dość powiedzieć, że tylko w Polsce mieszka niemal 150 tys. obywateli Białorusi posiadających ważne zezwolenie na pobyt (ubiegłoroczne dane Urzędu do Spraw Cudzoziemców). Jedni Białorusini, pozostający w kraju, boją się podpaść pod walec represji i trzymają się z dala od takich inicjatyw, a drudzy, przechodząc przez ciernie legalizacji pobytu, poszukiwania pracy i odnalezienia się w nowej rzeczywistości, często odcinają się od dotychczasowego życia.

Stan opozycji demokratycznej, sytuacja geopolityczna i przychylność Donalda Trumpa na pierwszy rzut oka sprzyjają dzisiaj Łukaszence. W interesie strategicznym Europy, a przede wszystkim Polski, leży jednak nie sytuacyjny handel z reżimem w Mińsku, lecz gruntowna transformacja Białorusi w demokratyczne, przewidywalne państwo. A na to z pewnością trzeba poczekać i nie wykonywać pośpiesznych kroków. To Łukaszence powinno zależeć na resecie z Europą, nie odwrotnie. Najwyższy czas więc czas, by zatrzymał represje, rozpoczął prodemokratyczne reformy w Mińsku, umożliwił powrót uchodźcom politycznym i niezależnym mediom. Z taką Białorusią Polska mogłaby, a nawet chciałaby, rozmawiać.