Wystawioną w Białymstoku „Halkę” w wersji włoskiej, powstałą zresztą za życia kompozytora i przez niego zatwierdzoną, bo liczył w ten sposób na karierę w Europie, należałoby utrwalić w zapisie wideo oraz upowszechnić w streamingu. Byłaby to wspaniała promocja Opery i Filharmonii Podlaskiej – najważniejszej instytucji kulturalnej regionu, ale też i samego kompozytora. Zamiast tego premiera, która odbyła się w miniony weekend, wzbudziła rozmaite kontrowersje.
Pojawiły się one nie tylko w Białymstoku. Najpoważniejszy ostrzał pod adresem tego pomysłu niszczącego arcypolskie dzieło wytoczył w mediach Sławomir Pietras, w ostatnich dekadach minionego stulecia dyrektor niemal wszystkich teatrów w Polsce, dziś żyjący jedynie przeszłością, choć nadal pragnie uchodzić za operowy autorytet. Jeszcze przed premierą, której oczywiście nie obejrzał, obrzucił inwektywami i sam pomysł, i autora białostockiej inscenizacji, Michała Znanieckiego.
W kim zakochał się Fabio Biondi
Nikt z oponentów nie zauważył natomiast, że Operze i Filharmonii Podlaskiej udało się pozyskać dla swojego projektu Fabio Biondiego, włoskiego dyrygenta cenionego od lat w europejskim życiu muzycznym, który zakochał się w muzyce Moniuszki.
Wszystko zaczęło się prawie 10 lat temu, gdy Stanisław Leszczyński, dyrektor Festiwalu Chopin i jego Europa zaproponował Fabio Biondiemu wykonanie i nagranie na płyty z jego zespołem Europa Galante włoskiej wersji „Halki”.
Moniuszko jest niezwykle ważny jako kompozytor narodowy, ale jeśli patrzymy na niego wyłącznie w ten sposób, przestajemy dostrzegać wielkość jego muzyki jako uniwersalnego języka
– Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tę muzykę, byłem całkowicie zaskoczony. I od tamtej chwili rozpoczęła się moja wielka przygoda z Moniuszką – powiedział włoski dyrygent portalowi Orfeo przed obecną premierą. – Oczywiście Moniuszko jest niezwykle ważny jako kompozytor narodowy i to część jego tożsamości, ale jeśli patrzymy na niego wyłącznie w ten sposób, przestajemy dostrzegać wielkość jego muzyki jako uniwersalnego języka artystycznego. To kompozytor europejski. Jego muzyka ma ogromną jakość dramatyczną, fantastyczną orkiestrację i niezwykłą emocjonalność. Problem polega na tym, że często mówi się o nim bardziej jako o postaci historycznej.
Halka, Opera i Fiharmonia Podlaska
Mazur w białostockiej „Halce” , tańczy zespół Kurpie Zielone
Początkowy pomysł nagrania przez Fabio Biondiego włoskiej „Halki” przemienił się w długą przygodę, która przyniosła koncertowe wykonania i płytowe nagrania do 2024 r. wszystkich oper Moniuszki, a także kantaty „Widma” – muzycznej interpretacji II części „Dziadów” Mickiewicza. Fabio Biondi jest przy tym obiektywny w stosunku do polskiego twórcy. Oprócz „Halki” za arcydzieło uważa „Parię”, ale już do „Strasznego dworu” ma zastrzeżenia, jeśli chodzi o jego dramaturgię. A gdy poznał partyturę „Nowego Don Kichota”, uznał, że to słaby utwór.
Trzeba mieć pomysł na Moniuszkę
– Biondi wprowadził Moniuszkę w nurt międzynarodowego wykonawstwa historycznego, bo właśnie na dawnych instrumentach gra jego Europa Galante – mówił „Rz” Stanisław Leszczyński. – Teraz należałoby ruszyć z nagraniami oper Moniuszki w wersji współczesnej i z najlepszymi solistami. Bez tego nie mamy szans wejścia do ważnych teatrów na świecie poza rozmaitymi incydentalnymi inscenizacjami.
„Halka” to najbardziej znana poza Polską opera Moniuszki. Wystawiano ją po rosyjsku i po niemiecku, śpiewano po słoweńsku i po włosku w Mediolanie w 1905 r. Zdecydowana większość tych inscenizacji miała jednak miejsce w XIX w. lub w początkach ubiegłego stulecia.
Halka, Opera i Filharmonia Podlaska
„Halka”, scena góralska
W czasach zdecydowanie nam bliższych „Halkę” udawało się nam pokazać zagranicą jako symbol polskości i tradycji ludowo-szlacheckiej, monopol na takie inscenizacje miała przez lata Maria Fołtyn. Również uwspółcześniona inscenizacja Mariusza Trelińskiego w wiedeńskim Theater an der Wien w 2019 r. nie spowodowała przełomu, choć ponoć rozmowy na temat jej przeniesienia do nowojorskiej Metropolitan wciąż trwają.
Może zatem właśnie więcej szczęścia miałaby włoska „Halka” z Białegostoku, bo to spektakl o wysokiej jakości artystycznej, umiejętnie łączący to, co rdzennie polskie z wartościami uniwersalnymi. Zespolenie polskiej muzyki z melodyką języka włoskiego ukazało w tej operze inny rodzaj śpiewności, pewne pokrewieństwo z operami belcantowymi.
Duchy reżysera Michała Znanieckiego
Moniuszko nie był jednak naśladowcą opery włoskiej. Fabio Biondi zadbał więc o to, by pokazać, że twórca „Halki” dobrze znał różne europejskie nurty muzyczne swojej epoki, na przykład niemieckie. Przecież studiował w Berlinie, co słychać też i w orkiestracji „Halki”.
Z koncepcją Fabio Biondiego bardzo zgodna jest koncepcja inscenizacyjna Michała Znanieckiego, łącząca polskość z europejskością. Niesłychanie efektowne są sceny taneczne, dawno na polskich scenach nie oglądaliśmy takiego mazura i tańców góralskich –zgodnych z tradycją, żywiołowych i wykonanych w sposób naturalny przez zaproszony gościnnie zespół Kurpie Zielone.
Halka, Opera i Filharmonia Podlaska
„Halka” w Białymstoku, scena z duchami
Cały spektakl Michała Znanieckiego pozbawiony jest historycznego konkretu, a polskość została zaznaczona dyskretnie. To jest „Halka” epoki romantyzmu z rozmaitymi atrybutami czasów, w których powstała. Akcja rozgrywa się na pograniczu świata realnego i fantastycznego z popularnymi w romantyzmie duchami wił – dziewcząt zdradzonych przez kochanków. Pomysł ten bardzo ożywił dobrze nam znaną akcję, podobnie jak wzmocnienie dramaturgii aż do zaskakującego, nieoczywistego finału.
Szkoda więc, żeby ta inscenizacja stała się jedynie krótkim wydarzeniem Opery i Filharmonii Podlaskiej. Problem polega jednak na tym, że często u nas lokalne władze nie rozumieją, że uznawane za elitarne instytucje tzw. kultury lokalnej są w stanie promować nie tylko siebie, ale i własny region. Takiej szansy nie wykorzystano choćby na Lubelszczyźnie, gdy tamtejsza Filharmonia zaczęła odnosić znaczące sukcesy zagranicą.