Dlaczego wyborcy popierają polityków podważających demokrację? Większość komentatorów obarcza winą populistów, którzy skutecznie „robią ludziom wodę z mózgu”, szerząc postprawdę, pogłębiając polaryzację i oferując proste recepty na złożone problemy społeczno-gospodarcze. Jednak Filip Milacic, ekspert badający m.in. autorytaryzm i nacjonalizm w książce wydanej przez renomowane wydawnictwo Uniwersytetu Cambridge proponuje znacznie bardziej niepokojącą diagnozę. Jego zdaniem w wielu społeczeństwach panuje przekonanie, że demokrację można – a czasem wręcz należy — poświęcić w imię dobra narodu.

Czytaj więcej

Jan Zielonka: Choroba suwerennizmu

Milacic opiera swoje wnioski na badaniach prowadzonych w Polsce, Serbii, Turcji, Izraelu i na Węgrzech. Choć państwa te różnią się historią, kulturą i doświadczeniem politycznym, łączy je wspólny mechanizm: polityczni aktorzy podważają demokratyczne reguły, przedstawiając swoje działania jako konieczną obronę zagrożonego narodu. Demokracja przestaje być wówczas wartością samą w sobie, a staje się narzędziem podporządkowanym nadrzędnemu celowi, jakim jest ocalenie narodu przed zagładą.

Tożsamość narodowa ulega rozmyciu w świecie globalnych powiązań cyfrowych, gospodarczych i kulturowych

Milacic nie sprowadza tego zjawiska wyłącznie do medialnej manipulacji. Źródeł popularności antydemokratycznych narracji upatruje w czynnikach historycznych i strukturalnych. Gdy suwerenność narodu albo jego tożsamość kulturowa, etniczna czy religijna zostaje zagrożona, łatwo przekonać wyborcę, że wolności obywatelskie lub procedury ograniczające władzę muszą zostać zawieszone, bo ograniczają rzekomą „wolę i interes narodu”. Przecież niebezpieczeństwo ze strony Putina czy Hamasu jest realne. Tożsamość narodowa rzeczywiście ulega dziś rozmyciu w świecie globalnych powiązań cyfrowych, gospodarczych i kulturowych. Nic więc dziwnego, że naród jest w centrum debat politycznych.

Obrońcy demokracji — pisze Milacic — zamiast jedynie krytykować nacjonalizm, powinni stworzyć własną opowieść o narodzie, ponieważ „nacjonalizm sam w sobie nie jest siłą zgubną. Może być również siłą dobra”. Problem w tym, że nacjonalizm opiera się na przekonaniu, iż lojalność wobec państwa narodowego jest ważniejsza niż interesy innych grup czy jednostek. Trudno więc przekonać nacjonalistę, że demokracji nie wolno poświęcać na narodowym ołtarzu.

Czytaj więcej

Jan Zielonka: Konserwatyzm na rozdrożu

Oczywiście nie każdy patriota jest nacjonalistą, lecz granica między tymi dwoma pojęciami bywa płynna. Dziś niemal wszyscy politycy odwołują się do suwerennej „woli narodu”, a demokracja jest coraz bardziej pustym hasłem. Im bardziej bowiem rośnie miłość do narodu, tym mniej kochamy demokrację. Nic więc dziwnego, że demokracja jest w kryzysie , a państwo narodowe doświadcza renesansu — podobnie jak sto lat temu. Reszta jest historią.

Jan Zielonka

Profesor na uniwersytetach w Wenecji i Warszawie