Nie ma w Polsce bardziej wyrazistej płciowej nierówności narzucanej przez prawo niż wiek emerytalny. Co więcej, jest to niekorzystne tak dla mężczyzn, którzy mają pełne prawo czuć się dyskryminowani przez państwo, jak i dla kobiet, których świadczenia potem są znacznie niższe. Trybunał Konstytucyjny w głośnym wyroku z 15 lipca 2010 r. nazwał to „uprzywilejowaniem wyrównawczym” – miało zrekompensować kobietom obciążenia dodatkowymi obowiązkami rodzinnymi. Ale często się zapomina, że w tym samym wyroku TK wskazał Sejmowi, że docelowo powinno nastąpić stopniowe zrównanie wieku emerytalnego ze względu na zmiany demograficzne i społeczne. Minęło 16 lat, zmiany te postępują, a Sejm nic.

Równość musi działać w obie strony, wiek emerytalny kobiet i mężczyzn trzeba zrównać 

Na szczęście politycy zaczynają rozumieć, że równość musi działać w dwie strony. Na panelu politycznym podczas tegorocznego Kongresu Mężczyzn, który prowadziłem, co do tego, że należy z tą jawną dyskryminacją ze względu na płeć skończyć, zgodzili się wszyscy prelegenci. Znamienne jednak, że zaproszenia na Kongres nie przyjął żaden z przedstawicieli dwóch największych partii. I to mimo licznych zapewnień składanych tak bezpośrednio mi, jak i liberalnemu posłowi Marcinowi Józefaciukowi, namawiającemu swoich byłych klubowych kolegów z KO w sejmowych kuluarach.

Czytaj więcej

Prof. Barbara Brodzińska-Mirowska: Czy jesteśmy skazani na wojnę płci?

Pamiętam pierwszy Kongres Mężczyzn, na który pojechałem z kolegą. Gdy wrzuciliśmy zdjęcia z niego, partnerka kolegi zaczęła go namawiać do ich usunięcia, bo co sobie pomyślą jej koleżanki. Okazało się, że już sama rozmowa o problemach mężczyzn w oczach wielu wygląda na jakiś prawacki radykalizm. Jednak jak pisze w „Rzeczpospolitej” prof. Barbara Brodzińska-Mirowska, debata publiczna nie jest grą o sumie zerowej, a pochylanie się nad mężczyznami nie oznacza „uznania, że sprawy kobiet są już załatwione lub nie są ważne”. Czas zrobić w debacie publicznej przestrzeń także na rozmowę o sprawach mężczyzn, bo inaczej na ich emocjach żerować będą radykałowie.

Lewica dostrzegła już problemy mężczyzn. Kiedy zrobią to KO i PiS?

Dobrze, że zrozumiała to już lewica, która na Kongres wysłała swojego rzecznika, a w dyskusji udział wzięła też Joanna Senyszyn. Szkoda, że dwie największe partie wciąż nie dostrzegają zmian demograficznych i społecznych, na które już tak dawno zwracał uwagę Trybunał Konstytucyjny.