- Wypadek przy pracy nie jest jedynie incydentem, który można zamknąć poprzez formalne przeprowadzenie procedury. To zdarzenie, które odsłania rzeczywisty sposób funkcjonowania organizacji – jakość nadzoru, skuteczność komunikacji, poziom kultury bezpieczeństwa oraz to, czy deklarowane priorytety w zakresie BHP rzeczywiście przekładają się na praktykę – mówił podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia Komisji do Spraw Kontroli Państwowej (KOP) główny inspektor pracy (GIP) Marcin Stanecki.
Przedstawiał na nim statystyki wypadków śmiertelnych, ciężkich i zbiorowych zbadanych przez Państwową Inspekcję Pracy (PIP) w latach 2020–2025. Obejmują wyłącznie zdarzenia formalnie zgłoszone i poddane kontroli, zgodnie z ustawowym obowiązkiem niezwłocznego powiadomienia właściwego okręgowego inspektora pracy o każdym takim zdarzeniu.
Czytaj więcej:
Rząd zamierza wydłużyć o sześć miesięcy vacatio legis ustawy o równości płac.
Pro
Trend spadkowy
– Jeżeli chodzi o liczbę osób poszkodowanych śmiertelnie w analizowanym okresie, obserwujemy wyraźny trend spadkowy. Najwyższą wartość odnotowaliśmy w 2021 r. – 308 ofiar śmiertelnych. Liczba ta systematycznie malała, osiągając poziom 203 przypadków w 2025 r. – mówił Marcin Stanecki.
Podobny, choć mniej dynamiczny, trend spadkowy widoczny jest w odniesieniu do wypadków skutkujących ciężkimi obrażeniami ciała. Ich liczba wzrosła w 2021 r. do 779 poszkodowanych, a następnie stopniowo malała, osiągając 649 przypadków w 2025 r.
- Dane te pokazują, że w wielu zakładach pracy nadal występują poważne nieprawidłowości organizacyjne i techniczne, które – choć nie zawsze prowadzą do zgonów – wciąż skutkują zdarzeniami o bardzo poważnych konsekwencjach zdrowotnych – komentował Marcin Stanecki.
Postępowanie powypadkowe
Każdy wypadek śmiertelny lub ciężki zobowiązuje pracodawcę do natychmiastowego wszczęcia procedury ustalania jego okoliczności i przyczyn. Jej kluczowym celem jest rzetelna diagnoza środowiska pracy, pozwalająca na identyfikację powodów i wdrożenie działań korygujących, które realnie zmniejszą ryzyko powtórzenia podobnego zdarzenia.
– Skuteczne dochodzenie powypadkowe staje się więc najważniejszym narzędziem prewencyjnym. Umożliwia wyciągnięcie wniosków z zaistniałych błędów i przekształcenie ich w konkretne usprawnienia organizacyjne – mówił Marcin Stanecki.
GIP zwrócił uwagę, że dane PIP z lat 2023–2025 wskazują na bardzo niepokojący trend dotyczący postępowań powypadkowych, które z założenia powinny stanowić fundament profilaktyki.
– W wielu firmach stały się one jedynie pustą formalnością – przyznawał.
Jak podkreślił, największym problemem, odnotowywanym w ponad 1,1 tys. przypadkach rocznie, jest niepełne ustalanie przyczyn wypadków.
– Zespoły powypadkowe koncentrują się na opisie samego mechanizmu zdarzenia – czyli tego, co się wydarzyło – całkowicie pomijając odpowiedź na pytanie: dlaczego do tego doszło. To błąd – mówił.
Jak zauważył, szczególnie rażące są sytuacje, w których pracodawca przedstawia wersję wydarzeń sprzeczną z ustaleniami inspektora pracy.
– Takich spraw odnotowuje się rocznie około 750. Nie są to różnice interpretacyjne, lecz często próby manipulowania faktami – dodał.
Kolejnym problemem jest opóźnianie postępowań powypadkowych.
– W około 400 przypadkach rocznie pracodawcy zwlekają z podjęciem działań, co prowadzi do zatarcia śladów, zmiany ustawienia maszyn czy nagłego „odnalezienia” brakujących instrukcji – mówił Marcin Stanecki.
Częste jest również zjawisko przerzucania winy na zatrudnionego.
– W około 100 przypadkach rocznie, bez rzetelnej analizy technicznej i bez wystarczających dowodów, zespoły powypadkowe wpisują do protokołów rażące niedbalstwo pracownika – mówił.
Konsekwencje tej nierzetelności są bardzo poważne.
– Jeżeli w protokole powypadkowym nie pojawiają się wnioski profilaktyczne, to sygnał, że system zarządzania ryzykiem w takim miejscu po prostu nie działa. Kolejny wypadek staje się wówczas jedynie kwestią czasu – zaznaczał.
Czytaj więcej
W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba pracujących rencistów podlegających ubezpieczeniu zdrowotnemu zmalała o ponad 20 proc. - tak wynika z rapor...
Natychmiastowa wykonalność
Wymownym wskaźnikiem stanu bezpieczeństwa w polskich zakładach pracy są decyzje inspektorów podlegające natychmiastowemu wykonaniu.
– Nie są one wydawane rutynowo ani z powodu drobnych uchybień formalnych. Każda decyzja opatrzona rygorem natychmiastowej wykonalności oznacza, że inspektor stanął wobec sytuacji, której nie można tolerować nawet przez chwilę dłużej – mówił Marcin Stanecki.
W latach 2024–2025 skala tych interwencji była bardzo duża – wydano łącznie ponad 147 tys. decyzji z rygorem natychmiastowej wykonalności.
Co kryje się za tymi liczbami?
– To tysiące maszyn pracujących bez osłon, które w każdej chwili mogły zmiażdżyć dłonie lub pochwycić pracownika. To ponad 2,5 tys. zakazów pracy w warunkach skrajnie niebezpiecznych, takich jak wykopy bez zabezpieczeń czy prace na wysokości bez barierek i uprzęży ochronnych – tłumaczył GIP.
Aż 85 proc. tych decyzji wydawanych jest ustnie. Dlaczego?
– To pokazuje, że środki techniczne – barierki osłony czy kaski – zazwyczaj były w firmie dostępne, lecz nie zostały użyte z powodu lekceważenia zagrożeń lub całkowitego braku nadzoru – wyjaśnił Marcin Stanecki.
Czytaj więcej:
Pracownicy firm prywatnych nie ruszyli masowo do ZUS po zaświadczenia potwierdzające staż pracy, dzięki czemu mogli by uzyskać uprawnienia do dłużs...
Pro
Ofiary śmiertelne
Z analizy branżowej wynika, że najwyższy poziom ryzyka wypadków śmiertelnych utrzymuje się w budownictwie. W 2020 r. liczba ofiar osiągnęła tam rekordową wartość 120 osób, co stanowiło blisko połowę wszystkich przypadków śmiertelnych w tym roku.
Wysokie wartości utrzymywały się również w kolejnych latach, mimo ogólnego spadku w tym obszarze w całej gospodarce.
Drugą branżą pod względem liczby ofiar śmiertelnych pozostawało przetwórstwo przemysłowe, które każdego roku znajdowało się wśród trzech najbardziej niebezpiecznych sektorów gospodarki.
Natomiast trzecie miejsce pod względem liczby wypadków śmiertelnych zajmowała sekcja transportu i gospodarki magazynowej. Dominują tam zagrożenia związane z ruchem pojazdów, pracą kierowców oraz obsługą magazynów.
Opinia dla "Rzeczpospolitej"
Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego
Liczba ciężkich i śmiertelnych wypadków przy pracy z roku na rok spada, co jest pozytywną wiadomością. Maleje również tzw. wskaźnik częstości wypadków przy pracy, który obrazuje liczbę wypadków na tysiąc zatrudnionych. W Polsce, według danych GUS za 2024 r., wynosi on 4,80 poszkodowanych, co plasuje nas na 8. miejscu od końca w Europie. Oznacza to, że pracodawcy nie pozostają obojętni na kwestie bezpieczeństwa i higieny pracy w firmach. Tzw. wizja zero, do której dąży PIP, to bardzo ambitna koncepcja, ponieważ nawet przy bardzo dobrej organizacji pracy i wysokich standardach wypadek przy pracy może wystąpić. Warto zauważyć, że w ostatnich latach zanotowano wzrost inwestycji pracodawców w obszarze bhp, a poprawa prewencji wypadkowej wynika także z rosnącej świadomości pracowników. Oczywiście nie wyeliminowano wszystkich nieprawidłowości, ale celem kontroli PIP jest przede wszystkim wskazywanie pracodawcom obszarów wymagających poprawy oraz większego nadzoru.
Zastanawia mnie jednak, jaki jest wskaźnik wypadków przy pracy u pracodawców, u których takie zdarzenia już miały miejsce, tj. czy się one powtarzają i w jakim stopniu firmy stosują się do zaleceń pokontrolnych. Jeżeli bowiem są one ignorowane, jest to zjawisko niepokojące, ponieważ chodzi przecież o zdrowie i życie ludzi. Skoro jednak ogólna liczba wypadków maleje, wydaje się, że poziom bezpieczeństwa w firmach rośnie.
Oczywiście w tym obszarze nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego, ale przykłady zaniedbań w kwestii BHP nie stanowią całościowego obrazu rynku. Warto również skupiać się na pokazywaniu dobrych praktyk pracodawców, dla których temat BHP nie jest jedynie zbędnym obowiązkiem organizacyjno-prawnym.