Konieczność zmiany polskiego systemu edukacji i dostosowanie go do współczesnych oczekiwań niosły w wyborach w 2023 r. na sztandarach wszystkie partie demokratyczne. Ale hasła o dobrej i sprawiedliwej edukacji, opartej na eksperckiej wiedzy zostały zagubione w chaosie rozliczeń, walki o ministerialne pozycje i partyjnych rozdgrywkach. A wydawało się, że stanie się to szybko, bo oprócz haseł partie miały przygotowane programy zmiany edukacji. Poza tym przez 8 lat władzy Zjednoczonej Prawicy, grupa wybitnych ekspertów pracowała nad programem w ramach projektu SOS dla Edukacji. Tymczasem mimo przedwyborczych zapewnień współpracy tylko z ekspertami, drzwi Ministerstwa Edukacji pozostawały i pozostają zamknięte dla specjalistów.

Efektem ministerialnych decyzji jest dziś chaos i bałagan. Tylko kilka przykładów: nie wiadomo, czy prace domowe zostały zniesione, czy nie, edukacja zdrowotna jest nieobowiązkowa, upada szkolnictwo zawodowe i rokrocznie są przecieki z matur. MEN zastąpiło poważną dyskusję na temat radykalnych zmian i reformy systemu, próbami spektakularnych krótkoterminowych sukcesów, które ostatecznie okazują się porażką.

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: Prace domowe jednak lepiej odrabiać. KO próbuje powalczyć o głosy nauczycieli

Przerażająca Diagnoza Młodzieży zamówiona przez MEN

Opisane powyżej, nietrafione pomysły MEN, to czubek góry lodowej. System edukacji w Polsce niszczy naturalny potencjał naszych dzieci i młodzieży, a świadectwem jakości zarządzania edukacją w Polsce jest Diagnoza Młodzieży 2026, opracowana przez Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej (PTPS) na zamówienie Ministerstwa Edukacji Narodowej

W preambule określony jest cel badania: „Diagnoza Młodzieży” nie jest jedynie zestawem danych i rekomendacji. Jest znakiem, że młodzi ludzie są ważni dla naszej przyszłości. Krokiem w stronę odzyskania tego, co przez ostatnie lata straciliśmy z oczu: autentycznej troski o młode pokolenie i głębokiego zrozumienia jego potrzeb. Sygnałem o potrzebie odpowiedzi na wyzwania, przed którymi stoi najmłodsza generacja. Jakość naszego jutra w znacznym stopniu zależy bowiem od tego, jak troszczymy się dziś o dobrostan i życiowy start młodych ludzi.”

Trudno się z preambułą i troską o przyszłość młodych ludzi nie zgodzić, ale z badania wyłania się przerażający obraz polskiej szkoły:

  • 70 proc. młodzieży wskazuje szkołę jako źródło codziennego stresu,
  • 46 proc. ma skrajnie niską samoocenę (11-19 lat),
  • 60 proc. nastolatków żyje w stanie chronicznego stresu i zmęczenia,
  • 78 proc. boi się porażki zawodowej,
  • 35 proc. uczniów w wieku 15-19 lat stosuje przemoc wobec rówieśników,
  • 44 proc. nastolatków wieku 13-16 lat ma trudności z odróżnianiem prawdy od fałszu, ¾ uczniów obawia się o bezpieczeństwo w szkole,
  • 26 proc. (7-19 lat) miało kontakt z pornografią w sieci,
  • 47 proc. (13-16 lat) spotyka się ze szkodliwymi treściami online,
  • 87 proc. pracowników instytucji obserwuje wzrost problemów emocjonalnych młodzieży w ostatnich trzech latach.

Diagnoza Młodzieży 2026 powinna być interpretowana jako podsumowanie dotychczasowych osiągnięć Ministerstwa Edukacji Narodowej. Rekomendacje nie powinny dotyczyć budowania trajektorii życia młodzieży i młodych dorosłych (15-29 lat) ze wszystkimi ich obciążeniami z przedszkola i podstawówki, ale pomysłów na usunięcie przyczyn stanu rzeczy opisanych w raporcie zgodnie z zasadą, że prewencja jest zawsze lepsza od usuwaniem skutków. Opisany w raporcie stan polskiej młodzieży nie wziął się z powietrza i jest wynikiem błędów w edukacji przedszkolnej i szkolnej podstawowej.

Czytaj więcej

Cyfrowe uzależnienie coraz większym problemem wśród dzieci

Krajowa strategia młodzieżowa i szukanie tematów zastępczych przez MEN

Ministra edukacji narodowej Barbara Nowacka w świetle reflektorów kontynuuje szeroki dialog z resortami, ekspertami i młodymi ludźmi z całej Polski w ramach prac nad krajową strategią młodzieżową. Razem z ministrem rozwoju i technologii dyskutuje o kluczowych wyzwaniach stojących przed młodymi – od mieszkalnictwa i usamodzielnienia się, po stabilność na rynku pracy. W centrum są konkretne działania: łatwiejszy dostęp do mieszkań i najmu, ułatwienia na rynku pracy i wsparcie finansowe na start w dorosłość.

MEN podkreśla, że tworzy strategię, która ma dać młodym ludziom poczucie bezpieczeństwa, sprawczości i wiary w przyszłość. Tylko czy uczniom, u których zabito samodzielność, poczucie posiadania sprawczości, czy kreatywność pomoże dostęp do mieszkań i wsparcie finansowe? I czy na pewno MEN powinno się takimi sprawami zajmować? To szukanie tematów zastępczych i odwracanie uwagi od spraw, za które MEN jest odpowiedzialne.

Jeżeli zadaniem edukacji będzie wykształcenie świadomych, kreatywnych, samodzielnych i odpowiedzialnych absolwentów i polski system edukacji takich obywateli będzie kształcił, to wszelka interwencja państwa nie będzie konieczna.

Czytaj więcej

Niepokojąco wzrosła liczba dzieci i młodzieży z poważnym problemem zdrowotnym. Co się dzieje?

Nauczyciele są bardziej zagrożeni depresją. Powinni zarabiać godnie

Aby dopełnić obrazu polskiej edukacji nie można pominąć sytuacji nauczycieli, która od lat jest znana, a której MEN nie chce przyjąć do wiadomości. Ministerstwo Edukacji powinno dla porządku zamówić badanie będące diagnozą polskich nauczycieli, którzy w systemie edukacji odgrywają kluczową rolę, a którzy traktowani są przez system wyjątkowo obcesowo.

Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Nowej Południowej Walii, pokazują, że np. australijscy nauczyciele zmagają się z depresją i wypaleniem zawodowym w stopniu trzykrotnie wyższym niż przeciętny obywatel.

Stres polskiego nauczyciela może być zdecydowanie wyższy, bo warunki, w jakich pracują są nieporównywalnie trudniejsze. Od lat spada prestiż polskich nauczycieli i edukatorów, a powodem są żenująco niskie płace oraz organiczna autonomia. Problemem jest ich przeciążenie, bo muszą załatać dziurę, spowodowaną brakiem kilku tysięcy nauczycieli czy praca na kilku etatach. Oczekuje się, że nauczyciel ma być jednocześnie psychologiem, pedagogiem i terapeutą. Dodatkowo musi radzić sobie z krytyką zarówno ze strony rodziców jak i dyrekcji. Nie należy się dziwić, że chętnych do zawodu brakuje, a średnia wieku nauczyciela w Polsce to 47 lat.

Na pierwszy rzut oka widać, że wymagania w stosunku do nauczycieli nie są adekwatne do ich wynagrodzeń. Nauczyciel po studiach zarabia najniższą krajową, a po awansach wraz z nadgodzinami, może dojść do poziomu 10 tys. zł miesięcznie. Rodzice chcą dla dzieci dobrej edukacji, ale nie rozumieją i nie popierają żądań podwyżek dla nauczycieli. Za to bez problemu wydają nawet do 4 tys. zł miesięcznie na korepetycje, jak moja znajoma, matka dwóch córek.

Co pewien czas pojawia się informacja, że nauczyciele będą strajkować, aby walczyć o swoje prawa. Jak pokazał protest sprzed dwóch lat nie jest to dobre rozwiązanie, bo naraża ich na ogólnopolski hejt rodziców i do tego mogą nie dostać za czas strajku wynagrodzenia. To rodzice powinni strajkować w imieniu nauczycieli, w trosce o swoje dzieci i ich przyszłość. Godne płace powiązane ze średnią krajową (np. jej dwukrotność) i szacunek dla tej grupy zawodowej zdziałają cuda. Zwiększy to ilość chętnych do zawodu, a w efekcie pojawi się konkurencja i system wybierze najlepszych. Może też rodzice masowo przestaną płacić za korepetycje.

Niestety perspektywy na poprawę sytuacji finansowej nauczycieli są małe. Deficyt budżetowy, spowodowany zwiększeniem wydatków m.in. na obronę kraju, odbije się na pensjach w sektorze budżetowym. Już zapowiedziano zamrożenie wynagrodzeń wszystkich urzędników, w tym nauczycieli. Znamy to już z czasów tzw. zielonej wyspy, kiedy Polska kosztem polskich urzędników i społeczeństwa, przeszła suchą nogą przez kryzys 2008 r.

Czytaj więcej

Nauczyciele w kryzysie. „Telefon zaufania dzwoni cały czas”

Przestańmy udawać, że polska szkoła pełni dziś inną funkcję niż wydawanie świadectw

Tymczasem prawda o edukacji i zarządzaniu jej działaniem w Polsce jest zasadniczo odmienna. System oświaty, w tym edukacja, jest jednym z podstawowych elementów funkcjonowania społeczeństwa. Jego jakość ma bezpośredni wpływ na gospodarkę, pozycję Polski na arenie międzynarodowej oraz, albo przede wszystkim, na dobrobyt Polek i Polaków. Dlatego powinien on być wypadkową obywatelskiego porozumienia na temat tego, jakie społeczeństwo chcemy wyedukować: samodzielne, kreatywne, odważne czy posłuszne i bierne. Pierwszym, kardynalnym błędem jest fakt, że dzisiaj rolę porozumienia społecznego spełnia Ministerstwo Edukacji Narodowej, które samodzielnie decyduje o przyszłości Polski i Polaków.

Rząd i posłowie powinni zdawać sobie sprawę, że rozwiązanie tego problemu leży nie tylko w interesie samego państwa, ale dużej części społeczeństwa, korzystającego bezpośrednio i pośrednio z tego systemu. W Polsce mamy ok. 600 tys. nauczycieli, 5,3 mln uczniów i ok. 10 mln rodziców uczniów. To poważny, bo prawie 11-milionowy elektorat, który widzi potrzebę zmiany. Czy nie jest to argument wystarczający, aby temat edukacji wrócił na agendę? Przestańmy udawać, że nie widzimy, iż szkoła polska ma jedynie funkcję certyfikującą, czyli wydawania świadectw, a całą wiedzę uczniowie zdobywają poza nią. Rynek korepetycji ma się dobrze, a jego wartość można z grubsza oszacować na 7 mld zł rocznie. Zmiana w szkołach spowoduje, że portfele rodziców będą o tę kwotę grubsze.

Zadbajmy o nauczycieli, a oni zrobią wszystko, aby nasze dzieci i młodzież pokochała szkołę i naukę. Jedno jest bowiem pewne, że dzisiejszy dynamiczny świat wymaga ciągłego, dobrowolnego i motywowanego wewnętrznie zdobywania wiedzy oraz nowych umiejętności od wczesnej młodości aż do późnej starości, bo człowiek uczący się podbije świat, a nauczony, przekona się, jak doskonale został przygotowany do życia w świecie, którego już nie ma.

Najwyższa pora, aby Polska, od niedawna 20. gospodarka świata, zastąpiła 200-letnie nieskuteczne i zabijające nasz potencjał pruskie metody nowoczesną, przyjazną szkołą na miarę potrzeb. Światowa gospodarka nie płaci ludziom dziś za to, co wiedzą, bo Google wie wszystko. Światowa gospodarka płaci ludziom za to, co potrafią zrobić z tym, co wiedzą.

Krystyna Boczkowska

długoletnia prezeska firmy Bosch w Polsce. Obecnie członkini Zarządu Fundacji Liderek Biznesu oraz Zielonych, zaangażowana w poprawę sytuacji kobiet oraz edukacji w Polsce.