Resort zdrowia pracuje nad przepisami, które dadzą Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) możliwość monitorowania zarobków lekarzy po numerze PESEL lub numerze prawa wykonywania zawodu (PWZ). Po co Agencji takie uprawnienia?

Chodzi o to, żeby mieć realną, łatwo dostępną wiedzę na temat zarobków lekarzy – zarówno tych, którzy pracują na kontrakcie w kilku różnych szpitalach, jak i tych, którzy są na etacie.

Reklama
Reklama
24 tys. złotych brutto

wynosi średnie wynagrodzenie lekarza specjalisty na umowie w szpitalu sieciowym

Czy to nie jest działanie czysto wizerunkowe Ministerstwa Zdrowia? Takie dane resort może chyba uzyskać w inny sposób, np. z Krajowej Administracji Skarbowej?

Takiej instytucji jak AOTMiT łatwiej te dane uzyskać, mając do tego delegację ustawową, niż ministerstwu z innych źródeł. Nie chcemy „śledzić” konkretnego człowieka, ale pokazać rzetelną analizę zmian zachodzących w systemie wynagradzania w ochronie zdrowia. Obecnie widzimy zarobki tylko na poziomie jednego podmiotu. Dla przykładu, według danych za ubiegły rok ok. 1 proc. lekarzy na kontrakcie zarabiało powyżej 100 tys. zł miesięcznie. Kłopot w tym, że dane te dotyczyły pojedynczych umów zawieranych przez lekarzy z konkretnym szpitalem. Po zsumowaniu przychodów z różnych placówek może się okazać, że takich osób z zarobkami powyżej 100 tys. zł miesięcznie jest w systemie od 5 do 10 proc.

Czytaj więcej

Szpitale zamykają porodówki i okulistykę. Wiemy, jak przekształcono oddziały całodobowe

Jak już Agencja będzie monitorować te dane, to co zrobi z tą wiedzą?

Chcemy pokazywać rzetelne analizy, pokazywać zmianę wynagrodzeń pomiędzy poszczególnymi okresami.

Obywatele się o tym dowiedzą? Te dane będą na bieżąco upubliczniane?

Agencja jest przede wszystkim instytucją doradczą dla ministra zdrowia i to jemu musimy pokazywać te dane, bez dotychczasowych „gwiazdek” i klauzul, że są niepełne. Dzięki poprawce będziemy mogli łączyć w naszej bazie dane lekarzy po numerze PESEL lub numerze prawa wykonywania zawodu. Jestem zdania, że nie należy cały czas domagać się systemowej gwarancji wzrostu przychodów szpitali, tak, żeby mogły pokryć wszystkie koszty wynagrodzeń. Może te koszty wynagrodzeń wynikają czasami trochę z wynaturzeń? Dlaczego mielibyśmy gwarantować systemowo ich pokrycie na okoliczność tego, że np. pochłaniają 90 proc. przychodów szpitala i trzeba zagwarantować lekarzom takie nienaturalne przyrosty płac?

Wycena powinna odzwierciedlać koszty, ale może być też budowana metodą podażowo-popytową. Chodzi o to, by płacić więcej za to, co jest priorytetem zdrowotnym lub by zachęcić lekarzy do pracy w sektorze publicznym

To nie jest wrzutka legislacyjna Ministerstwa Zdrowia na czas walki z Naczelną Izbą Lekarską przed wyborami w samorządzie lekarskim?

Nie traktuję tak tego. Tak naprawdę delegacja do uzyskiwania danych o zarobkach po numerze PESEL była elementem szerszego pakietu zmian w ustawie. Nie udało się wprowadzić zmian w mechanizmie waloryzacji minimalnych wynagrodzeń personelu medycznego na etacie, ani przesunąć ustawowych podwyżek z 1 lipca na 1 stycznia, natomiast ten element również był w pakiecie zmian i po prostu jest dalej procedowany. W ramach Zespołu Trójstronnego ds. ochrony zdrowia mocno wybrzmiał głos strony pracodawców, że jest zgoda, żeby takie dane zbierać i je monitorować.

Co wynika z już zgromadzonych danych na temat zarobków personelu medycznego?

Z zebranych danych z lutego, które obejmują 96 proc. szpitali sieciowych, wynika, że średnie wynagrodzenie lekarza specjalisty na umowie o pracę wynosi 24 tys. zł brutto. Kwota ta uwzględnia wszystkie dyżury i dodatki stażowe. Co ciekawe, 75 proc. lekarzy na etatach zarabia do 29 tys. zł, a pozostałe 25 proc. powyżej tej kwoty.

Dlaczego wynagrodzenia kontraktowców rosną, skoro podwyżki dotyczą wynagrodzeń minimalnych dla personelu na etatach?

Obecnie nie realizuje się podwyżek „na PESEL”, czyli nie dajemy szpitalowi dokładnie tyle, ile dany pracownik powinien dostać według tabeli wynagrodzeń po waloryzacji. Zamiast tego, szacujemy zapotrzebowanie szpitali na wzrost wynagrodzeń i wrzucamy te środki w uśrednioną wycenę świadczeń. Dorzucamy po kawałku do różnych procedur, żeby wynik w szpitalach się zgadzał. Problem polega na tym, że każdy szpital ma inną strukturę świadczeń i inny udział kosztów pracy w przychodach.

Jednocześnie jeśli rośnie wycena procedury, czyli tego, ile NFZ płaci za konkretne świadczenie, to rośnie też wynagrodzenie lekarza na kontrakcie, który bierze procent od tej procedury.

W ubiegłym roku w przedstawionych rekomendacjach dotyczących podwyżki wynagrodzeń personelu medycznego nie zalecaliśmy podnoszenia stawek dla kontraktowców. Mimo to – według naszych analiz – płace lekarzy na kontraktach urosły o 8,5 proc., a 74 proc. lekarzy specjalistów rozlicza się ze szpitalami w taki sposób.

Czytaj więcej

Lekarze z Ukrainy tracą prawo do pracy. Szpitale alarmują: zabraknie rąk do leczenia

Wycena świadczeń to jeden z filarów systemu ochrony zdrowia i główne zadanie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Wielu ekspertów wskazuje, że reformę systemu trzeba zacząć właśnie od zmiany wycen. Dlaczego to się nie dzieje, skoro w tym celu nie trzeba nowelizować żadnych ustaw?

Moim zdaniem nie da się osiągnąć wszystkich celów systemowych wyłącznie poprzez wycenę świadczeń. Wycena powinna odzwierciedlać koszty, ale może być też budowana metodą podażowo-popytową. Chodzi o to, by płacić więcej za to, co jest priorytetem zdrowotnym lub by zachęcić lekarzy do pracy w sektorze publicznym, jak to miało miejsce w psychiatrii dziecięcej. Wycena to kompromis pomiędzy danymi kosztowymi, dostępnością a pożądaną strukturą świadczeń. Przykładem z przeszłości jest kardiologia interwencyjna – wyceny były bardzo wysokie, co spowodowało wysyp pracowni hemodynamicznych i wszczepianie stentów na bardzo dużą skalę, podczas gdy kardiologia zachowawcza, np. leczenie niewydolności krążenia – została zaniedbana, takich świadczeń było mniej, bo wszyscy chcieli robić wysokospecjalistyczne i „droższe” stenty. Weryfikacja wycen, oparta na kosztach, przywróciła równowagę, bo wyceny kardiologii zachowawczej poszły w górę, zmieniając strukturę realizowanych świadczeń.

To dlaczego obecnie nie dochodzi do zmiany wycen tam, gdzie procedury są niedoszacowane lub przeszacowane?

Wiele się dzieje, jeśli chodzi o taryfikację świadczeń. W 2024 r. wyceniliśmy bardzo ważny obszar dla szpitali powiatowych – chirurgię ogólną. Wyceny te poszły przeciętnie o 28 proc. w górę. Co prawda kilka procedur, stanowiących 5 proc. hospitalizacji, zweryfikowano w dół, przez co podniósł się pewien „krzyk”, ale generalnie był to duży wzrost.

Warto też podkreślić, że od kilku lat sukcesywnie uzupełniamy wyceny w obszarze chorób wewnętrznych. Interna jest specyficzną dziedziną, która przenika się z wieloma innymi specjalnościami, dlatego proces ten obejmował szereg świadczeń kardiologicznych oraz neurologicznych – przy czym neurologia została przez nas wyceniona w ubiegłym roku.

Naszym priorytetem na ten rok jest sfinalizowanie taryfikacji w obszarze pulmonologii. Choroby płuc stanowią przecież trzon działalności oddziałów internistycznych. Po domknięciu tego etapu będziemy mogli uznać, że duża część interny jest już rzetelnie wyceniona i skompletowana. Równolegle pracujemy nad innymi obszarami. W ubiegłym roku wyceniliśmy ginekologię, choć na razie bez uwzględnienia położnictwa. Dokonaliśmy również istotnych korekt w taryfach, które wymagały urealnienia – dotyczyło to m.in. chirurgii kręgosłupa, ablacji zaburzeń rytmu serca czy robotowej prostatektomii radykalnej. Kluczową zmianą była także weryfikacja stawek w diagnostyce obrazowej, konkretnie w tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym.

Skoro jesteśmy już przy diagnostyce obrazowej – jednym z argumentów NFZ za cięciami w jej finansowaniu była chęć skłonienia szpitali do renegocjacji stawek z lekarzami i firmami wykonującymi takie badania. Czy tak rozumianego efektu obniżki kosztów nie dało się osiągnąć, po prostu obniżając wycenę świadczenia?

Te wyceny są niższe od 1 stycznia, w przypadku tomografii i rezonansu stawki poszły średnio o 6 proc. w dół. Zmiany w finansowaniu przeprowadzone przez NFZ miały jednak na celu nie tylko urealnienie wyceny względem faktycznych kosztów, ale także przyhamowanie silnej dynamiki wzrostu liczby realizowanych badań. Między 2017 a 2024 r. liczba wykonanych rezonansów magnetycznych wzrosła aż ośmiokrotnie. Choć jest to częściowo efekt naturalnego postępu medycyny, to jednak wiele diagnoz można wciąż skutecznie stawiać w oparciu o RTG czy USG. Nie w każdym przypadku konieczne jest natychmiastowe kierowanie pacjenta na tomografię czy rezonans. Niestety, fakt, że był to obszar nielimitowany, w połączeniu z dużą łatwością w wystawianiu skierowań, spowodował, że pacjenci z relatywnie błahymi problemami często stali w tej samej kolejce, co osoby wymagające naprawdę pilnej interwencji i błyskawicznej diagnostyki.

Czytaj więcej

Pierwszy pokój narodzin w spółce z o.o. Czy ciężarne mają się czego obawiać?

A co z porodami? Czy można wprowadzić taryfy „dynamiczne”, tak, żeby porody w szpitalach na obszarach peryferyjnych, np. w Bieszczadach, gdzie istotne jest utrzymanie dostępu do oddziału położniczego, były wyżej wyceniane?

Położnictwo jest takim obszarem, który bardzo chciałbym, żebyśmy jako Agencja wkrótce sfinalizowali. To jednak dziedzina, którą trzeba rozpatrywać łącznie z mapą potrzeb oraz z określeniem miejsc, w których porodówki – nawet te z małą liczbą porodów – po prostu muszą istnieć ze względu na trudniejszą dostępność geograficzną. W tym przypadku nie da się stworzyć jednej, uniwersalnej wyceny porodu, która pasowałaby jednocześnie do podmiotu realizującego ponad 1000 porodów rocznie i takiego, który ma ich na przykład 200.

Gdybyśmy stworzyli jedną stawkę, która miałaby pozwolić „spiąć się” finansowo i być rentownym przy 200 porodach, to dla szpitala realizującego ich ponad tysiąc byłaby ona źródłem nadmiarowych i nieproporcjonalnych przychodów. Dlatego musimy tutaj szukać innego rozwiązania. Prawdopodobnie należy założyć, przy jakiej liczbie porodów oddział powinien być rentowny na standardowych zasadach i w oparciu o to wycenić poród, natomiast na obszarach o mniejszej liczbie porodów, gdzie takie oddziały są niezbędne, postarać się o rozwiązanie ryczałtowe. Chodzi o to, aby zagwarantować gotowość do realizacji świadczeń, co zapewni bezpieczeństwo pacjentkom niezależnie od statystyk. Myślę, że te decyzje powinny się w niedługim czasie ostatecznie ukształtować i będziemy je ogłaszać.