Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, znana jako „Lex Szarlatan” była przygotowywana od miesięcy. Przepisy mają  chronić pacjentów przed manipulacją, dezinformacją i niebezpiecznymi praktykami, które prowadzą do opóźnienia leczenia albo całkowitej rezygnacji z terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Oznacza to, że już niedługo z rynku znikną takie oferty, jak obietnica wyleczenia raka za 800 zł, „terapie” muchomorem i wodorem molekularnym, „badanie żywej kropli krwi”, leczenie falami elektromagnetycznymi czy mikrodawkowanie substancji psychoaktywnych.

Pacjenci często chwytają się, czego mogą

Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec podkreśla, że zaprezentowany projekt jest odpowiedzią na „bardzo agresywną eskalację manipulacji emocjami pacjentów”. – Pacjenci w bardzo trudnej sytuacji często chwytają się ostatniej deski ratunku, złudnie myśląc, że jest nią właśnie oszust i szarlatan, który cynicznie wykorzystuje ich zaufanie – powiedział podczas konferencji prasowej. Chmielowiec wskazał, że problem narasta m.in. za sprawą mediów społecznościowych i algorytmów, które pomagają rozpowszechniać pseudomedyczne treści. Jak zaznaczył, obecne przepisy praktycznie uniemożliwiają Rzecznikowi Praw Pacjenta skuteczne działania wobec szarlatanów. Dotąd urząd mógł jedynie zawiadamiać prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. RPP złożył już 46 takich zawiadomień, ale – jak przyznał Chmielowiec – efekty są ograniczone, bo pacjenci często nie zgłaszają spraw ze strachu albo wstydu.

Nowelizacja ustawy zakłada stworzenie osobnej kategorii „praktyk pseudomedycznych”. Chodzi m.in. o udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osoby bez uprawnień, oferowanie metod przypisujących sobie właściwości lecznicze bez naukowego potwierdzenia, działalność medyczną bez wymaganego wpisu do rejestru czy publiczne rozpowszechnianie medycznej dezinformacji dla korzyści majątkowej lub osobistej. Rzecznik Praw Pacjenta otrzyma możliwość prowadzenia postępowań administracyjnych wobec takich osób i podmiotów. Będzie mógł wydawać ostrzeżenia publiczne, decyzje tymczasowe nakazujące natychmiastowe wstrzymanie działalności oraz nakładać kary finansowe do miliona zł. – Jeżeli państwo polskie chroni seniorów przed oszustami metodą na wnuczka, to tym bardziej powinno chronić pacjentów przed ludźmi żerującymi na ich zdrowiu i życiu – powiedział Chmielowiec.

Resort zdrowia chce również zwiększyć sankcje za brak współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta – do 100 tys. zł.

Czytaj więcej

Wiemy, które szpitale chcą zamknąć oddział całodobowy

To nie wojna z jogą czy zielarstwem

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że „Lex Szarlatan” nie zakazuje zielarstwa, kosmetologii, podologii, jogi, masażu ani prowadzenia działalności gospodarczej związanej z wellness czy stylem życia. Ustawa ma dotyczyć wyłącznie sytuacji, w których ktoś bez podstaw naukowych przypisuje swojej metodzie działanie lecznicze, zarabia na strachu pacjentów i nakłania ich do rezygnacji z diagnostyki albo terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną.

Resort zaznacza, że przepisy mogą objąć również influencerów i twórców internetowych promujących pseudoterapie. Chodzi m.in. o przypadki reklamowania „kursów leczenia depresji”, „naturalnych metod usuwania raka” czy innych działań przedstawianych jako skuteczne leczenie chorób bez naukowego potwierdzenia.

Ministerstwo podkreśla jednocześnie, że publikowanie zwykłych treści dotyczących stylu życia, zdrowego odżywiania czy dobrostanu nie będzie objęte ustawą. Podobnie sprzedaż suplementów diety nadal będzie możliwa, ale bez przypisywania im działania leczniczego. Jak powiedziała minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, celem projektu jest odbudowa zaufania do systemu ochrony zdrowia i do nauki. Państwo – podkreśliła – chce promować wyłącznie metody leczenia potwierdzone naukowo i skuteczne dla pacjentów. 

Nieskuteczna walka z szarlataństwem

Szczególnie „łatwym łupem” dla oszustów i szarlatanów są pacjenci onkologiczni. – Motywacje (dla szarlatanów – red.) są różne, ale efekt jest zawsze taki sam – to są utracone szanse na wyzdrowienie – podkreślił prof. Jacek Jassem. Onkolog zwrócił uwagę, że lekarze od lat próbują walczyć z tym zjawiskiem, ale często spotykają się z hejtem, groźbami i oskarżeniami o działanie „na pasku firm farmaceutycznych”. Krytykował też bierność państwa i organów ścigania wobec pseudomedycznych praktyk. – My powinniśmy zajmować się chorymi, a nie występować w roli śledczych – powiedział.

Prof. Anna Radzikowska wskazała z kolei na dramatyczne skutki pseudoterapii w onkologii dziecięcej. W jej praktyce zdarzały się przypadki dzieci, które trafiały do szpitala z rozsianą chorobą nowotworową po wcześniejszym porzuceniu standardowego leczenia. – W onkologii dziecięcej czas jest krótki. Dzieci chorują i umierają szybko, więc dezinformacja odbiera czas, który powinien być wykorzystany na skuteczną terapię – tłumaczyła.

Czytaj więcej

Jak nie przepalić 300 mln zł ze zbiórki Łatwoganga?

Eksperci zwrócili uwagę, że problem wykracza daleko poza pojedyncze przypadki oszustw. Urszula Religioni, prof. CMKP, mówiła, że dezinformacja zdrowotna wpływa na całe społeczne podejście do ochrony zdrowia, zmniejsza zaufanie do instytucji publicznych i opóźnia kontakt pacjentów z lekarzami. Jak podkreśliła, ludzie często wybierają proste odpowiedzi na skomplikowane problemy zdrowotne, a pseudomedyczne treści rozprzestrzeniają się w internecie szybciej niż rzetelna wiedza naukowa.

Ekspertka apelowała o współpracę instytucji publicznych, lekarzy i naukowców przy tłumaczeniu trudnego języka medycznego oraz edukacji zdrowotnej społeczeństwa.

Będą protesty i oskarżenia?

Choć projekt został przyjęty przez rząd, podczas konferencji pojawiały się również pytania o granice nowych regulacji i ryzyko nadużyć. Rzecznik Praw Pacjenta zapewniał, że ustawa nie będzie wymierzona w każdą działalność paramedyczną, a kluczowe znaczenie ma osiąganie korzyści majątkowej lub osobistej oraz przypisywanie metodom niepotwierdzonych właściwości leczniczych. Podkreślił też, że każda decyzja będzie mogła zostać zaskarżona, a postępowania mają odbywać się według standardowej procedury administracyjnej.

Pytania dotyczyły również tzw. „banków wlewów” czy terapii funkcjonujących na pograniczu medycyny alternatywnej. Chmielowiec wskazał, że jeśli taka działalność będzie spełniała przesłanki wskazane w ustawie, również może zostać objęta postępowaniem.

Eksperci przewidują, że w najbliższym czasie będzie można obserwować silny opór środowisk związanych z pseudomedycyną. Prof. Jassem powiedział wprost, że należy spodziewać się „fali hejtu”, protestów i prób przekonywania polityków przez osoby związane z alternatywnymi terapiami.