Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega aborcja selektywna i dlaczego nawet kliniki aborcyjne uznają ją za wysoce kontrowersyjną.
- Jaką rolę odegrały polskie aktywistki w umożliwieniu redukcji ciąży bliźniaczej bez wskazań medycznych.
- Jakie argumenty przedstawiają zwolennicy i przeciwnicy zabiegu aborcji selektywnej.
- Dlaczego działania aktywistek proaborcyjnych w tym zakresie budzą spór także w ich własnym środowisku.
– Zadzwoniła do nas dzisiaj osoba w dziesiątym tygodniu ciąży bliźniaczej i zaczęła nas pytać na temat dostępności klinik aborcyjnych w Czechach, na Słowacji – powiedziała w nagraniu na Instagramie Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu i Aborcji Bez Granic, organizacji, które pomagają kobietom w dostępie do zabiegów przerywania ciąży. – Ta osoba jest w chcianej, planowanej ciąży, ale ponieważ jest to ciąża bliźniacza, to ich to trochę zaskoczyło jako parę. Oni nie planowali, nigdy nie myśleli o tym, żeby mieć dwójkę dzieci zamiast jednego. Więc tak naprawdę ich pierwszym pomysłem była aborcja selektywna – dodała.
Jak wyjaśniała, „aborcja selektywna jest możliwa w Europie, są ośrodki, które to robią na różnych etapach ciąży” i dodała, że podsunęła kobiecie to właśnie rozwiązanie. – Uzyskała komplet informacji, które pozwoliły, żeby jej życie było spełnione – zaznaczyła Justyna Wydrzyńska.
I nie jest to pierwszy raz, gdy Aborcyjny Dream Team budzi kontrowersje.
Aborcyjny Dream Team od wielu lat stara się przełamać tabu wokół aborcji. Zdaniem niektórych, robi to w zbyt zdecydowany sposób
O organizacji Aborcyjny Dream Team zrobiło się głośno w 2018 r., gdy działaczki wystąpiły na okładce „Wysokich Obcasów” w koszulkach z napisem „Aborcja jest ok”. Okładka wzbudziła ożywioną dyskusję na temat tego, czy aborcję można przedstawiać w pozytywny sposób. Środowiska prawicowe nazwały ją skandaliczną, za to działacze proaborcyjni uznali ją za krok milowy w dyskusji na temat przerywania ciąży w Polsce.
Czytaj więcej
- Przedstawianie aborcji w kolorowych barwach, w stylizacji budzącej skojarzenia z reklamami produktów codziennego użytku jest czymś skandalicznym...
W 2023 r. Justynę Wydrzyńską skazano na osiem miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych za to, że w czasie pandemii przekazała tabletki aborcyjne kobiecie, której ciąża zagrażała zdrowiu. Jednak wyrok został uchylony i skierowany do ponownego rozpoznania.
A rok wcześniej Aborcyjny Dream Team wywołał inną medialną burzę, informując w podsumowaniu swoich działań, że wśród ciąż, które pomógł przerwać, najstarsza liczyła 37 tygodni, czyli była w wieku, gdy dziecko określa się już mianem „donoszonego”. „Niektóre osoby komentujące dostają wręcz pierd*lca, bo nie wiedzą, czy ta aborcja była z powodów medycznych, czy występowały wady płodu, czy może ze zwykłego widzimisię. Hej! Nie podamy Wam tego powodu” – napisał Aborcyjny Dream Team w 2022 r.
W ubiegłym roku inna późna aborcja wywołała szeroką dyskusję w Polsce, choć pomagała w niej inna organizacja: Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny „Federa”. Dziecko, w mediach określane jako „Felek z Oleśnicy”, chore na łamliwość kości, zostało uśmiercone zastrzykiem z chlorku potasu w serce w 37. tygodniu ciąży, co wywołało m.in. głośną „interwencję poselską” Grzegorza Brauna w celu „obywatelskiego zatrzymania” lekarki Gizeli Jagielskiej.
Selektywną aborcję ciąży bliźniaczej wykonuje się w nielicznych europejskich krajach
Informacja o tym, że Aborcyjny Dream Team pomógł w kolejnym kontrowersyjnym zabiegu: selektywnej aborcji ciąży bliźniaczej, już teraz nagłaśniana jest przez organizacje antyaborcyjne. Jako pierwsza napisała o niej Fundacja Życie i Rodzina Kai Godek na swojej stronie internetowej. Wyjaśniła, że w takich przypadkach najczęściej stosuje się zastrzyk z chlorku potasu w serce jednego z płodów. „Jakim horrorem musi być taka procedura, zarówno dla zabijanego malucha, który ginie w straszliwych męczarniach, jak i jego braciszka lub siostrzyczki, będących tuż obok – nie sposób sobie nawet wyobrazić” – napisała fundacja Życie i Rodzina.
Podczas dokonywania redukcji ciąży mnogiej jest zbyt duże ryzyko uszkodzenia całej ciąży, stąd zabiegu tego na życzenie się nie wykonuje
W ślad za wpisem fundacji Kai Godek sprawę nietypowej aborcji podjęły też niektóre media katolickie, opisując ją jako skandaliczną.
Jednak czy rzeczywiście selektywną aborcję ciąży bliźniaczej można uznać za coś dużo bardziej kontrowersyjnego niż zwykłe przerwanie ciąży? Na to właśnie wskazywałaby rozmowa, jaką „Rzeczpospolita” przeprowadziła z kliniką w Czechach, niedaleko granicy z Polską, do której często jeżdżą Polki, by wykonać aborcję.
Na internetowym czacie kliniki przedstawiliśmy się jako kobieta, będąca w sytuacji opisanej przez Aborcyjny Dream Team na Instagramie: zaskoczona ciążą bliźniaczą, którą chciałaby zredukować do jedynaka.
Na nasze pytania na czacie odpowiedziała kobieta, przedstawiająca się jako lekarz ginekolog. „W Czechach nie wykonuje się redukcji ciąży mnogiej, jeśli nie ma wad” – napisała nam. Gdy zaczęliśmy dopytywać, gdzie uzyskamy taki zabieg najbliżej Polski, dodała: „Holandia jedynie. Aczkolwiek to już zależy od lekarza, bo teoretycznie też tego się nie wykonuje na życzenie. Jest zbyt duże ryzyko uszkodzenia całej ciąży, stąd tego się na życzenie nie wykonuje”.
Gdy spytaliśmy, czy lepiej nie rozważać tej procedury, dostaliśmy odpowiedź: „To już finalnie Pani decyzja, tłumaczę tylko, dlaczego tego się nie wykonuje na życzenie”.
Czytaj więcej
Szesnaścioro przedstawicieli społeczności LGBT+ wygrało proces przeciwko Kai Godek w sprawie naruszenia dóbr osobistych. Aktywistka antyaborcyjna z...
Podobne informacje można znaleźć na międzynarodowych stronach, informujących o aborcji. „Ze względów moralnych bardzo niewielu lekarzy jest skłonnych zredukować bliźnięta do jedynaków bez przyczyny medycznej. Pod uwagę brane jest również ryzyko dla życia pozostałego dziecka” – czytamy na stronie profemina.org. Jak wynika z informacji na tej stronie, inaczej sprawa wygląda oczywiście, gdy aborcja selektywna przeprowadzana jest ze wskazań medycznych: wad jednego z płodów lub zagrożenia dla zdrowia kobiety w ciąży.
Aborcyjny Dream Team uważa, że tego typu zabiegi dokonuje się w profesjonalny sposób
– Aborcyjny Dream Team intensywnie pracuje nad tym, by przesuwać granicę debaty publicznej i po prostu znormalizować zabijanie dzieci bez powodu, jako zachciankę. Nie oglądając się kompletnie na konsekwencje. Bo pamiętajmy, że mówimy o zabiegu, który powoduje nie tylko uśmiercenie jednego dziecka, ale może też realnie zaszkodzić drugiemu – ocenia Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina. – Działania Aborcyjnego Dream Teamu od dawna nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, nawet w rozumieniu środowisk proaborcyjnych. W środowiskach tych aktywistki ADT uchodzą za radykałów, szkodzących sprawie – dodaje Kaja Godek.
Czytaj więcej
Kolejna debata w Sejmie o zaostrzeniu prawa do aborcji to najlepszy sposób na rozpętanie piekła i wzrost poparcia dla złagodzenia prawa.
Inaczej do sprawy podchodzi Aborcyjny Dream Team. – Aborcja selektywna, dokonywana na wczesnym etapie ciąży, czyli do około 14. tygodnia, polega na wstrzymaniu rozwoju jednego z płodów pod wpływem zastrzyku. Nie usuwa się go chirurgicznie, bo zostaje niejako wchłonięty przez wody płodowe i endometrium – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu. – Rzeczywiście takie zabiegi przeprowadza się najczęściej w Holandii. Są one poprzedzone konsultacjami z odpowiednikiem polskiej pomocy społecznej, z lekarzem i położną. Pacjentka jest informowana o zagrożeniach dla drugiego płodu oraz o możliwości przerwania całej ciąży. Specjaliści radzą jej, czym się kierować przy wyborze płodu. W efekcie tych rozmów część pacjentek zmienia swoje pierwotne nastawienie – dodaje Natalia Broniarczyk.
– Czy to kontrowersyjne? To zależy, czy w centrum uwagi postawimy ciążę, czy kobietę, która może nie mieć możliwości wychowania dwójki dzieci, bo np. ma już ich kilkoro – kontynuuje Natalia Broniarczyk. – Warto dodać, że zabiegi są przeprowadzane zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i najwyższymi standardami – zaznacza.
Zaś Justyna Wydrzyńska nagranie na Instagramie zakończyła stwierdzeniem, że Aborcyjny Dream Team „poprawia komfort osób żyjących w tym kraju” i ma nadzieję na kontakt zwrotny od kobiety w ciąży. – Ponownie będziemy ciociami! – ogłosiła. Czyimi konkretnie, już nie sprecyzowała.