Już sama nazwa ma konotację pejoratywną. Kiedy Żydzi przenoszą się z diaspory na stałe do Izraela, mowa o Aliji, „wzniesieniu”. Gdy jednak decydują się na opuszczenie państwa żydowskiego, jest to Jerida, coś na kształt upadku. W domyśle zdrada.
Mimo to, jak podają izraelskie władze w minionym roku 69 tys. Żydów zdecydowało się właśnie na taki dramatyczny krok. Ponieważ w tym samym czasie w Izraelu osiedliło się 24,6 tys. Żydów, bilans okazał się zdecydowanie negatywny. I to mimo iż jednocześnie zanotowano powrót 19 tys. osób żydowskiego pochodzenia po długim pobycie za granicą oraz 5,5 tys. takich, które przyjechały do Izraela w ramach łączenia rodzin.
To już drugi rok, w którym przypadków Jeridy jest więcej niż Aliji.
Żydzi emigrują z Izraela – dokąd wyjeżdżają i dlaczego
- Żydzi wyjeżdżają głównie do czterech krajów: Kanady, Nowej Zelandii oraz Grecji czy Cypru. W przypadku tych dwóch pierwszych chodzi o znalezienie sobie sanktuarium w niespokojnym świecie. W przypadku dwóch ostatnich państw trzeba raczej mówić o strategii na przeczekanie. Pozostanie możliwie blisko Izraela na wypadek, gdyby sytuacja się jednak poprawiła - mówi „Rzeczpospolitej” Dominique Moïsi, znany francuski intelektualista żydowskiego pochodzenia.
Na swoją nową ojczyznę Żydzi nie wybierają natomiast Francji, choć wciąż żyje tu największa (ok. 440 tys. osób) wspólnota żydowska w Europie. Przeciwnie, w ub.r. kraj na stałe opuściło ponad 3 tys. Żydów, o blisko 50 proc. więcej niż rok wcześniej.
Czytaj więcej
Średnio co siedem godzin dochodzi nad Sekwaną do aktu agresji na tle antysemickim. Przemoc wybuchła po rozpoczęciu pacyfikacji Strefy Gazy, a potem...
Jednak taki układ stawia Izrael przed egzystencjalnym zagrożeniem. Nasuwa się pytanie, jak długo zdoła on utrzymać żydowską większość? Bez dodatniego bilansu migracyjnego na wydaje się to w ostateczny rachunku niemożliwe.
Kraj w ramach międzynarodowo uznanych granic zamieszkuje prawie 10,2 mln osób. W niewielu miejscach na Ziemi gęstość zaludnienia jest tak duża: województwo warmińsko-mazurskie, choć powierzchniowo nawet nieco większe, liczy niespełna 1,5 mln mieszkańców.
W tak określonym państwie Żydzi stanowią 76,3 proc. ludności (7,7 mln osób), podczas gdy ludność arabska 21 proc. (2,15 mln osób). Ta ostatnia społeczność wywodzi się z ledwie 150 tys. Palestyńczyków, którzy pozostali w swoich domach po powstaniu Izraela w 1948 r. oraz ludności arabskiej po anektowaniu wschodniej Jerozolimy po wojnie z 1967 r.
Czytaj więcej
Izrael otworzył ogień w stronę jednej łodzi, na której był polski delegat, Kareem Awad, student medycyny z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. On...
Dzietność wśród Żydówek jest w Izraelu bardzo wysoka: to średnio 3,06 dziecka na kobietę. Polska może tylko marzyć o takim wskaźniku. Jednak wśród Palestynek mieszkających w Izraelu jest ona wyższa: 3,5 dziecka na kobietę.
Dla bilansu demograficznego Izraela znacznie ważniejszy jest jednak układ na Zachodnim Brzegu. Tu osiedliło się nielegalnie ok. 700 tys. Żydów. Jest ich jednak niepomiernie mniej niż Palestyńczyków (3,3 mln). Jeśli zsumować ludność Izraela i tego terytorium, proporcje na rzecz Arabów są już dużo korzystniejsze: jest ich 5,4 mln wobec 8,5 mln Żydów. Taka operacja nie jest bezpodstawna. Zizette Darkazally z londyńskiego Chatham House mówi o „faktycznej aneksji” Zachodniego Brzegu odkąd pod koniec 2022 r. zaczął funkcjonować obecny rząd Netanjahu. Wskazuje w szczególności na działania wywodzących się ze skrajnie nacjonalistycznych ugrupowań ministra finansów Becalela Smotricha oraz odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa Itamara Ben-Gwira. Rząd nie tylko zalegalizował istniejące kolonie żydowskie, ale promuje powstanie nowych (tylko w ub.r. pojawiło się ich 55). Latem ub.r. Kneset przyjął rezolucję o suwerenności Izraela nad Judeą, Samarią i Doliną Jordanu czyli Zachodnim Brzegiem. I faktycznie, zamiast wojska coraz więcej agend rządowych przejmuje kontrolę nad tym terytorium.
Polska jest już bogatsza od Izraela
To stawia jednak pod znakiem zapytania charakter polityczny Izraela. Czy jest to jeszcze demokracja? Inaczej niż Arabowie żyjący w ramach uznanych międzynarodowo granic, Palestyńczycy z Zachodniego Brzegu nie mają prawa wyboru posłów do Knesetu. Mowa w sumie o blisko 1/4 ludności tego terytorium i państwa żydowskiego. W takim zawieszeniu ludność ta żyje blisko sześć dekad.
Prawdziwą bombą demograficzną dla Izraela jest natomiast Strefa Gazy. Tu mieszka 2,2 mln Palestyńczyków. Średnia wieku jest niebywale niska: niemal połowa osób nie ukończyła 18 lat. Po rozpoczęciu pacyfikacji półtora roku temu, Izrael część tego terytorium zajął bezpośrednio w ramach tzw. strefy bezpieczeństwa. Pozostałą zaś część kontroluje mniej lub bardziej bezpośrednio wojsko. To jest trwały układ zależności, bo ze względów bezpieczeństwa nie ma mowy o uznaniu przez Izrael niezależnego państwa w Strefie Gazy.
Jeśli zsumuje się jej ludność z tą Zachodniego Brzegu oraz samego państwa izraelskiego, dochodzimy do 7,6 mln ludności arabskiej. A więc już nie tak wiele mniej niż ludności żydowskiej (8,5 mln) w tak zdefiniowanym obszarze.
Czytaj więcej
„Gdy ostatni palestyński dziennikarz zostanie już zabity, może się okazać, że nigdy w ogóle nie było żadnych palestyńskich dziennikarzy” – pisze Om...
Układ może być tym bardziej niepokojący z perspektywy Żydów, że nie tylko przegrywają oni z Arabami rywalizację, gdy idzie o dzietność, ale coraz trudniej będzie im odzyskać pozytywny bilans migracyjny. Poważnym rezerwuarem ludności żydowskiej były przez wiele ostatnich lat Rosja i Ukraina, ale i te źródła się wyczerpały. W samym Izraelu o przeniesieniu do bezpieczniejszego miejsca myśli zaś coraz więcej osób.
- Spotkałem przed berlińskim Muzeum Zagłady Izraelkę, która pokazując mi niemiecki paszport oświadczyła, że ma podwójne obywatelstwo i to niemieckie jest dla niej gwarancją bezpieczeństwa. Taka deklaracja w takim miejscu to był jednak bardzo potężny symbol – mówi Dominique Moïsi.
Jest wreszcie aspekt gospodarczy. Jak podaje MFW, w tym roku dochód na mieszkańca przy uwzględnieniu realnej siły nabywczej walut narodowych jest w Polsce wyższy (59,7 tys. dol.)) niż w Izraelu (59 tys. dol.). Problemem są w szczególności bardzo wysokie ceny w państwie żydowskim, a więc i jego konkurencyjność.