Rozmawiamy w czwartek 12 marca. Kolejną dobę trwają izraelskie naloty na ewakuowane dzielnice Bejrutu. Jesteś w mieście – jak to wygląda?
Wezwanie do ewakuacji spadło na mieszkańców miasta jak grom z jasnego nieba. Chociaż ataki Izraelskich Sił Zbrojnych na Liban trwają z różną częstotliwością nieprzerwanie od poprzedniej wojny w 2024 r., nikt jednak nie spodziewał się ewakuacji na tak wielką skalę w samym Bejrucie. Zapanowały chaos i panika. Ludzie wybiegali z domów w tym, co mieli na sobie, niektórzy nawet boso. Ci, którzy zdążyli, zabrali ze sobą więcej – zwierzęta, przedmioty osobiste, koce, materace. Bejrut natychmiast się zakorkował – to regularny problem w mieście, ale ewakuacja spowodowała jego zupełny paraliż. W nocy nastąpił pierwszy nalot i był naprawdę potężny.
Od tygodnia południowe dzielnice Bejrutu są cały czas niszczone podczas izraelskich nalotów. Niektóre kwartały przypominają miasta w strefie Gazy. Oficjalnym celem jest likwidacja przywódców, bojowników i infrastruktury Hezbollahu, ale w ruinę obracane są też domy, w których mieszkają zwykli ludzie. armia izraelska poprzez swojego rzecznika często ponagla do opuszczenia danego obszaru – pozostanie na miejscu grozi śmiercią. Ale nie ma reguły – czasami ataki nie są wcześniej zapowiadane i coraz częściej zdarzają się też poza ewakuowaną strefą.
Czytaj więcej
Stałe zabijanie przywódców Republiki Islamskiej może nie wystarczyć do zwycięstwa.
Dokąd udają się mieszkańcy Bejrutu wezwani do ewakuacji?
Mówimy tutaj o blisko milionie ludzi z całego kraju, nie tylko Bejrutu, bo wcześniej podobny nakaz dostali mieszkańcy południa kraju i szeregu miejscowości w Dolinie Bekaa. Część postarała się znaleźć schronienie u rodziny lub przyjaciół w innych częściach Libanu. Niektórym udało się wynająć pokój w hotelu lub mieszkanie, chociaż dostępność jest bardzo ograniczona. Ale większość nie ma takich możliwości i trafiła do schronisk, które zostały zorganizowane na terenie szkół publicznych. W Bejrucie wciąż są też ludzie, którzy śpią na ulicy, ponieważ zabrakło dla nich miejsca gdzie indziej, co nie zapewnia nawet minimum godności. Przebywają na ulicy całymi rodzinami, bywa, że z psami, kotami, kanarkami. Spędzają noce w samochodach, prostych namiotach lub szałasach z tektury czy tkaniny, a nawet na ziemi, jeśli nie mieli czasu się spakować. Nie mają dostępu do sanitariatów i bieżącej wody w ogóle – nie mogą się więc umyć. Z każdym dniem sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, zwłaszcza dla osób starszych i schorowanych.
Rozmawiałem z rodziną mieszkającą w tej chwili na parkingu – ich jedyną ochroną były materace i koce, szukali dla siebie miejsca w szkołach, ale nic nie znaleźli. Udało mi się zorganizować im zakwaterowanie na stadionie miejskim, który stał się swoistym obozem dla uchodźców. Będą więc mieli chociaż trochę prywatności i dostęp do sanitariatów. Niektórzy spośród mieszkańców ewakuowanych dzielnic doświadczają też podwójnego uchodźstwa, bo wcześniej uciekli z Syrii.