Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego nowy premier Węgier w relacjach z Brukselą naśladuje strategię Donalda Tuska.
  • Jakie narzędzia posiada Péter Magyar, by odbudować rządy prawa szybciej niż polski rząd.
  • Czy wizyta w Warszawie oznacza renesans Grupy Wyszehradzkiej, czy też jej definitywny koniec.
  • Jaką rolę w uniezależnieniu się Węgier od rosyjskich surowców energetycznych może odegrać Polska.

Uczeń może szybko przegonić mistrza. Na razie Péter Magyar ma jeden priorytet. To uzyskanie do sierpnia od Brukseli 10,4 mld euro z funduszy odbudowy. Po tym terminie środki przepadają. Na fundamentalne zmiany prawne nie ma więc czasu. Aby przekonać europejską centralę można tylko grać na płaszczyźnie politycznej. Stąd dla Węgier kluczowa jest pomoc Donalda Tuska.

Nie tylko dlatego, że polski premier sam przekonał Unię do odblokowania takich funduszy tylko na podstawie obietnic, ale także dlatego, że Polak pozostaje osobą wpływową w Komisji Europejskiej, a także wśród przywódców krajów należących do konserwatywnej Europejskiej Partii Ludowej.

Magyar inaczej, niż Tusk, ma środki do szybkiej odbudowy państwa prawa

Jednak szybko może się okazać, że Magyar pójdzie znacznie dalej z odbudową rządów prawa niż Tusk. A to dlatego, że uzyskał większość konstytucyjną, która pozwala mu w zasadzie dowolnie zmieniać prawo. Na razie wyznaczył on termin do końca maja dla dobrowolnej dymisji trzech kluczowych osób: prezydenta, przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego oraz prokuratora generalnego. Dwaj pierwsi mogą wetować ustawy, od ostatniego zależy faktyczne ściganie przekupstwa w kraju, który Transparency International uważa za najbardziej skorumpowany w Unii Europejskiej.

– Na razie żaden z nich nie odpowiedział. Jednak jeśli nie spełnią oczekiwań Magyara, ten może łatwo tak zmienić zapisy konstytucji, aby taką dymisję wymusić – mówi „Rzeczpospolitej” Szabolcs Panyi, czołowy węgierski dziennikarz śledczy.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Péter Magyar przejmuje Węgry w trudnej sytuacji. Viktor Orbán postawił na złego konia

W czasie kampanii wyborczej Magyar regularnie stawiał Polskę za wzór tego, jaki można osiągnąć cud gospodarczy pod warunkiem bliskiej współpracy z Unią. Teraz chce to pokazać rodakom podróżując Pendolino z Krakowa do Warszawy. To połączenie, które może nie robi wrażenia na tle hiszpańskiej AVE czy francuskiej TGV, jednak wyprzedza o lata węgierskie koleje. To ma być sygnał, że w przyszłości szybka kolej mogłaby połączyć Budapeszt z Warszawą.

Wybór Polski za cel pierwszej wizyty zagranicznej nowego premiera ma jednak też szersze znaczenie. Chodzi o pokazanie Węgrom, ale także Polakom i szerzej europejskiej opinii publicznej, że Péter Magyar, choć wywodzi się z kręgu ugrupowania Viktora Orbána, Fidesz (jego żoną była ministra sprawiedliwości Judit Varga), jest autentycznym nosicielem fundamentalnej zmiany w polityce zagranicznej kraju.

Stąd wysoce symboliczny przebieg wizyty. Już we wtorek w Krakowie węgierski premier złożył wieniec pod pomnikiem Jana Pawła II na Wawelu i spotkał się z arcybiskupem metropolitą krakowskim Grzegorzem Rysiem. W środę po południu Magyar pojedzie do Gdańska nie tylko po to, aby przejść się w towarzystwie Donalda Tuska po starym mieście, a przede wszystkim spotkać się z chyba najbardziej rozpoznawalnym z żyjących dziś Polaków: Lechem Wałęsą.

– Orbán był osobą, która miała sporą popularność w Polsce. Magyar też chce przekonać do siebie Polaków – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Robert László z budapesztańskiego instytutu Political Capital. 

Nie będzie powrotu do najlepszych lat Grupy Wyszehradzkiej

Po powrocie do władzy w 2010 r. Viktor Orbán też wybrał Polskę jako cel swojej pierwszej wizyty w roli premiera. Dla Węgier to dość naturalna decyzja, bo chodzi o najważniejszy kraj Europy Środkowej, który wydostał się przed czterema dekadami z radzieckiej orbity.

- Alternatywą mogła być Austria, ale to kraj neutralny, nie należący do NATO. Magyar chce zaś zademonstrować, że Węgry kończą z flirtowaniem z Rosją i zdecydowanie wracają do wspólnoty Zachodu - przekonuje Szabolcs Panyi.

Czy to oznacza odbudowę współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej? Dziennikarz ma wątpliwości. Jego zdaniem dopóki w Słowacji i Czechach rządzą Robert Fico i Andrej Babiš z ich populistycznymi i pro-rosyjskimi skłonnościami ten format pozostanie sparaliżowany.

– Polska gra dziś w innej lidze: z Niemcami, Francją, Wielką Brytanią. Jej uwaga skierowała się ku północy: Szwecji, Finlandii, Danii – mówi Szabolcs Panyi.

Na ostatniej prostej przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi poprzeć Orbána przyjechał do Budapesztu Karol Nawrocki. Dał się sfotografować z ówczesnym węgierskim premierem na górującym nad stolicą tarasie jego rezydencji w Peszcie: dziś symbolu minionej autorytarnej władzy. Jednak inaczej, niż np. Emmanuel Macron, Magyar nie zamierza poprzestać na relacjach z Tuskiem, który zdecydowanie popierał go w walce o władzę. Z jednej strony nie wie, kto pozostanie u władzy w Polsce po wyborach jesienią przyszłego roku. Z drugiej chce pokazać, że inaczej, niż Orbán, nie będzie budować swojej polityki zagranicznej na relacjach partyjnych, ale trwałych stosunkach strategicznych z kluczowymi państwami. Stąd nie tylko zaplanowano spotkanie w środę w Warszawie z polskim prezydentem, ale też dzień wcześniej Magyar złożył kwiaty na grobie króla Stefana Batorego i pod krzyżem Świętej Jadwigi. Chciał zwrócić uwagę na wielowiekowe relacje, jakie łączą oba kraje. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Wielka skala porażki Viktora Orbána. Péter Magyar może być inspiracją dla polityków w Europie i USA

Rzecz dość wyjątkowa, węgierskiemu premierowi towarzyszy aż sześciu kluczowych ministrów. Jest wśród nich odpowiedzialny za gospodarkę i energię István Kapitány. Polska chce m.in. zaoferować możliwość przesyłu od 2028 r. gazu skroplonego (LNG) z USA za pośrednictwem terminala w Gdańsku. Ułatwiłoby to uniezależnienie się Węgier od dostaw tego surowca z Rosji.

Czytaj więcej

Magyar dla „Rz”: Warszawa w Budapeszcie? Chcemy robić to po swojemu

W ostatnich latach relacje między Budapesztem i Warszawą zostały właściwie zamrożone z powodu coraz bliższej współpracy między węgierskim przywódcą a Władimirem Putinem. W trakcie spotkań w Warszawie Magyar zapewni że taka polityka kończy się, choć jego kraj nadal nie będzie wysyłał Ukraińcom broni ani uczestniczył w megapożyczce 90 mld euro, jaką Bruksela udostępniła Kijowowi. Te dwa ostatnie punkty obiecał w trakcie kampanii wyborczej, aby zmyć z siebie oskarżenia reżimu Orbána, że pozostaje na pasku Ukraińców. Teraz nie chce się z tego natychmiast wycofać. 

Pozostaje sprawa Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Na razie Magyar powiedział jedynie, że obaj politycy nie polecieli bezpośrednio z Węgier do USA. Jakie były jednak dokładnie okoliczności ich ucieczki z Węgier, nie wiadomo. Ale dla polsko-węgierskiego zbliżenia fakt, że nie ma już ich nad Dunajem jest bardzo korzystny.