„Dwie rzeczy wyróżniają te ćwiczenia: skala i czas przeprowadzenia” – ocenił francuski analityk Etienne Marcuz z Fondation pour la Recherche Stratégique.
Rosjanie poinformowali, że ćwiczenia odbywają się od Białorusi poprzez Morze Barentsa po Arktykę. Bierze w nich udział nawet Flota Oceanu Spokojnego. Zaangażowano ponad 60 tys. żołnierzy oraz m.in. osiem strategicznych okrętów podwodnych wystrzeliwujących ładunki jądrowe, a także 200 różnego rodzaju wyrzutni naziemnych. Amerykańscy analitycy szacują, że Kreml ma ok. 320 takich wyrzutni, to znaczyłoby, że prawie dwie trzecie obecnie ćwiczy.
Czytaj więcej
Władimir Putin rozpoczął kolejne manewry z użyciem broni atomowej. Zanim jednak zacznie straszyć świat nuklearną zagładą, rosyjski dyktator musiałb...
Z kolei Europejczycy wskazali, że Kreml ma 10-12 okrętów podwodnych, mogących wystrzeliwać rakiety balistyczne. Biorąc pod uwagę, że część znajduje się w portach (na przeglądach, remontach czy odpoczynku po rejsach), wygląda na to, że Moskwa zaangażowała w ćwiczenia całą dostępną jej flotę podwodną strategicznych okrętów podwodnych.
Przy granicy z Polską, Litwą i Ukrainą białoruska armia ćwiczy z bronią atomową
Z ładunkami nuklearnymi ćwiczy także armia Łukaszenki, głównie przy granicach z Litwą, Polską i Ukrainą. W czwartek poinformowano, że do wyrzutni Iskanderów ukrytych na leśnych poligonach przewieziono prawdziwe pociski nuklearne. Nie jest to coś niezwykłego, choć zazwyczaj żołnierze posługują się makietami.
Czytaj więcej
Władimir Putin przekonywał w piątek w Petersburgu, że Rosja ma więcej broni atomowej niż kraje NATO i dlatego Zachód naciska na rozmowy na temat re...
Łukaszenko twierdzi, że w 2023 r. Rosja przeniosła taktyczne ładunki atomowe (mniejszej mocy) na Białoruś. Podobno składowane są w magazynach w pobliżu Homla. Przy tym podział na pociski taktyczne i strategiczne jest dość umowny. Rakiety Iskander z Białorusi mogą dolecieć do Berlina, a własne rakiety Łukaszenki „Polonez” mają podobno zasięg do 2 tys. km (choć nikt tych pocisków jeszcze nie widział).
– Nie mamy żadnych danych, że na Białorusi rzeczywiście rozmieszczono rosyjską taktyczną broń jądrową. Sprawdzaliśmy, szukaliśmy, oglądaliśmy wszystko, ale żadnego potwierdzenia nie mamy – powiedział jednak Uadzimir Żyhar z białoruskiej opozycyjnej organizacji BELPOL zrzeszającej byłych policjantów i wojskowych. Możliwe więc, że na czas manewrów Rosjanie dowieźli ją ze składów w swoim kraju.
Dron nad Litwą w czasie ćwiczeń nad Białorusi. Chaos czy świadoma prowokacja?
– Rok temu rosyjscy wojskowi zobaczyli, że Białorusini są całkowicie nieprzygotowani do operowania z taką bronią – mówi Żyhar. Jeden z zachodnich analityków – powołując się na wspomnienia radzieckich generałów – pisze, że podobne ćwiczenia albo są „wyreżyserowanym przedstawieniem dla naczalstwa” albo (jeśli prowadzone są jak normalne manewry) „zamieniają się w całkowity chaos”.
Na razie w trakcie obecnych nad sąsiednią Litwę wleciał dron, wywołując alarm przeciwlotniczy w Wilnie. Wydaje się jednak, że nie był to rezultat bałaganu w wojskach Łukaszenki, ale świadoma prowokacja wobec sąsiadów.
Oznaki chaosu pojawiły się gdzie indziej. Białoruskie manewry są jedynie odpryskiem ogromnych ćwiczeń rosyjskiej armii, ale zaczęły się dzień przed rosyjskimi. „Kreml dołączył do Łukaszenki” – śmiali się eksperci. Możliwe, że Moskwa do ostatniej chwili odkładała rozpoczęcie swoich z powodu wyjazdu Władimira Putina do Pekinu. Ale i tak manewry są największe od 2019 r., może nawet większe od tamtych.
Ćwiczenia Rosji i Białorusi z bronią atomową odbywają się w niepokojącym terminie
O ile u Łukaszenki podobne manewry odbywają się co roku wiosną, o tyle kremlowskie zwyczajowo były prowadzone w październiku. – Wiosną były raz, w 2014 r., zaraz po inwazji na Krym – przypomina rosyjski analityk związany z ONZ Paweł Podwig. Drugi raz Rosjanie przesunęli jesienne ćwiczenia na luty w 2022 r., tuż przed atakiem na Ukrainę. „W obu przypadkach przesłanie dla Zachodu było jasne: nie wtrącajcie się do naszych spraw, bo jesteśmy wielką potęgą nuklearną” – wyjaśnia Marcuz.
Zasięg rosyjskich rakiet
– Termin obecnych trochę mnie denerwuje – przyznaje Podwig.
Eksperci zastanawiają się, czy manewry nie są odpowiedzią na brawurowe ataki powietrzne Ukraińców, przede wszystkim na Moskwę 17 maja, jak i upokorzenie Władimira Putina na paradzie 9 maja. Ale zapowiadano je wcześniej, już na początku obecnego miesiąca, gdy nikt jeszcze nie wiedział, jakie możliwości mają ukraińskie drony.
Czytaj więcej
Mieszkańcy rosyjskiej stolicy, wraz z najważniejszym – Władimirem Putinem, z niepokojem wypatrują ukraińskich dronów. Czy Ukraińcy zaatakują plac C...
– Obecne przesłanie nie jest jasne – mówią eksperci. Dopuszczają, że może to być kompensacja za porażki na lądowym froncie w Ukrainie, gdzie rosyjska armia utknęła. Jednocześnie Kreml poniósł serię dyplomatycznych porażek, wśród nich przyznanie Ukrainie 90 mld euro przez UE. „Przekaz może być skierowany zarówno do obecnego przeciwnika (Ukrainy), jak i potencjalnych (NATO, UE), jak i mieszkańców Rosji, coraz bardziej wystraszonych ukraińskimi atakami. (…) Jeśli tak, to po manewrach będziemy obserwowali ogromną kampanię propagandową, pokazującą rosyjskiego prezydenta w głównym punkcie dowodzenia” – pisze jeden z nich.
Wyrzutnia rakiet Iskander
Kreml organizuje ćwiczenia z bronią atomową, by postraszyć Europę
Ale część analityków łączy putinowskie manewry z coraz bliższą wewnątrzeuropejską współpracą wojskową. „To może być odpowiedź na francusko-brytyjską Deklarację z Northwood z lipca 2025 r., jak i na marcowe inicjatywy Paryża o objęciu innych krajów francuskim parasolem atomowym, kładące fundamenty pod ewentualną przyszłą architekturę bezpieczeństwa Europy” – sądzi jeden z nich.
Czytaj więcej
Nowa doktryna strategiczna, którą ogłosił Emmanuel Macron, otwiera możliwość stacjonowania w naszym kraju myśliwców Rafale, uzbrojonych w pociski a...
Podobnie zresztą sądzą Rosjanie. – To sygnał Moskwy i Mińska skierowany do Unii Europejskiej i krajów wschodniej flanki NATO – mówi prokremlowski analityk Dmitrij Korniejew.
– Jeśli rzeczywiście jest związek między tymi manewrami a wewnątrzeuropejską dyskusją o odstraszaniu, to byłby raczej dobry sygnał. Okazałoby się, że francusko-brytyjska propozycja jest wystarczająco wiarygodna, by wywołać rosyjską odpowiedź – podsumował Francuz Marcuz.