Około 1/4 terenu Ukrainy jest zaminowana lub zasypana niewypałami, nawet w tych okolicach Kijowa, które odbito jeszcze w marcu 2022 r. Saperzy cały czas pracują na przykład w podkijowskiej Buczy. Zagrożone jest każde miejsce okupowane wcześniej przez Rosjan.

– Gdziekolwiek była okupacja, tam są pola minowe i niewypały. (…) Ukraina nie zostanie rozminowana nawet w ciągu najbliższych dziesięciu lat – mówi Olha Szustowa z ukraińskiej części HALO Trust, międzynarodowej organizacji zajmującej się usuwaniem min w 28 krajach świata. Wszyscy eksperci przyznają, że Ukraina jest jednym z najbardziej zaminowanych krajów. Nie tylko na terenach, które wyzwolono po ponad pół roku okupacji, ale nawet na tych – jak podkijowska Bucza – gdzie Rosjanie byli tylko przez miesiąc.

Trudno rozminować ziemię po Rosjanach, Afganistanowi nie udało się to do dziś

Rosja (oraz m.in. USA i Chiny) nigdy nie podpisała Konwencji Ottawskiej zakazującej produkcji i używania min. „Masowe wykorzystanie przez nią takich środków stworzyło asymetryczną przewagę agresora” – wyjaśniało ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, dlaczego Kijów wypowiedział w końcu Konwencję w 2025 r.. Wcześniej, od 2005 r. Ukraina zgodnie z traktatem nawet niszczyła swoje zapasy min, ale zderzywszy się z realiami wojny zaczęła je produkować. A pierwsze dostawy min od sojuszników zaczęły się w 2024 r. wraz z decyzją ówczesnego prezydenta USA Joe Bidena o wysłaniu takiej pomocy nad Dniepr.

Przy tym zgodnie z zapisami Konwencji kraj nie może jej wypowiedzieć, będąc w stanie wojny, dlatego formalnie Ukraina nadal jest jej sygnatariuszem. Ale po niej sąsiadujące z Rosją Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa i Polska także wycofały się z Konwencji – ze względu na rosyjskie zagrożenie.

Czytaj więcej

Rosja zaatakuje Kraje Bałtyckie? Jak Litwa, Łotwa i Estonia szykują się na „Godzinę W”

– Rozumiemy, jakiego mamy sąsiada. Dlatego uważam, że po wojnie cały teren między Rosją a Ukrainą będzie zaminowany, by nie dopuścić do kolejnego najazdu – mówi ukraiński deputowany, pułkownik kontrwywiadu Roman Kostenko.

– Działania bojowe mogą się zakończyć, a zagrożenie minami – teraz już dla zwykłych mieszkańców – pozostaje. Na przykład do tej pory grupy „humanitarnego rozminowania” do tej pory usuwają w Afganistanie takie ładunki, pozostałe po radzieckim najeździe (w latach 1980-1989–red.) – opisuje problem specjalistka od min Julia Czikolba.

Międzynarodowa pomoc i komercyjne rozminowanie

Obecnie ok. 23 proc. terytorium Ukrainy jest zaminowane, a usuwanie ładunków posuwa się bardzo powoli. Władze starają się przede wszystkim o rozminowanie ziemi rolnej. Koszt usunięcia min z jednego hektara to równowartość nie mniej niż ok. 4,7 tys. zł. Z powodu braku wojskowych saperów (zajętych na froncie) władze różnych szczebli oczekują na pomoc międzynarodowych fundacji, które jak HALO Trust zajmują się rozminowaniem.

Czytaj więcej

Ukraińskie władze: Rosjanie kładą miny, zagrażają rolnictwu na Ukrainie

Rosjanie zaś nie siedzą bezczynnie. Jesienią ubiegłego roku trafili balistyczną rakietą grupę saperów rozminowujących pola w pobliżu Czernichowa, zabijając dwóch z nich. Grupa należała do duńskiej fundacji zajmującej się „humanitarnym rozminowaniem”.

Można też zatrudnić prywatne firmy minerskie, które wyspecjalizowały się w usuwaniu ładunków z pól uprawnych. Trzy miesiące temu w Ukrainie było 134 „certyfikowanych operatorów działalności przeciwminowej” obsługujących 297 specjalnych maszyn minerskich – kropla w morzu potrzeb.

W dodatku już w kwietniu ukraińska policja  aresztowała szefów jednej z takich grup za fałszywe rozminowanie. Pracowali w obwodzie chersońskim, w rejonach z których usunięto miny po wyzwoleniu, jeszcze na przełomie 2022 i 2023 r. By nie tracić pieniędzy za rozminowanie, sami zaczęli zakopywać miny, a potem udawać, że je wykryli.

Z pomocą sztucznej inteligencji i robotów

Nie zważając na wszystkie trudności w Kijowie stworzono specjalną platformę cyfrową GRIT, która przy użyciu sztucznej inteligencji i w oparciu o technologię amerykańskiej firmy Palantir analizuje zaminowanie terenu w oparciu głównie o zdjęcia z dronów (miny ukryte w ziemi widać z powietrza głównie zimą). GRIT wybrał ponad 5 tys. hektarów ziemi, którą należy rozminować w pierwszej kolejności. – Platforma nie zmienia procesu działalności przeciwminowej, ale czyni go mądrzejszym. Chodzi o to, że analizując ogromne zasoby danych wykrywa zaminowane nieduże działki ziemi, które blokują rolnikom dostęp do znacznie większych areałów, jakie można by spokojnie uprawiać – wyjaśnia ukraiński wiceminister gospodarki Ihor Bezkorowajny.

Czytaj więcej

Jak zaminujemy granicę z Białorusią i Rosją

Grupy saperskie zaczęły też używać dronów ze sztuczną inteligencją, która analizując filmy i zdjęcia wykrywa niewypały z 70-proc. skutecznością. – Mam duże kłopoty z takim rozminowaniem za pomocą joysticka (kierującego dronem). W dzieciństwie mało grałem w gry komputerowe, no i teraz mam problemy – przyznaje jeden z saperów, który w cywilu jest rolnikiem.

Ukraińska firma SkyLab zaczęła zaś produkować roboty do usuwania min z pól minowych. Zdalnie sterowany Sirko-S1 wyposażony jest w niewielką wyrzutnię, z której wystrzeliwuje sznur z przymocowanymi ładunkami wybuchowymi, które detonując tworzą czystą ścieżkę wśród min lub gęsto rozrzuconych niewypałów. Ale robot prawdopodobnie w pierwszej kolejności trafi na front, a nie do użytku cywilnego. – Na naszym froncie w obwodzie zaporoskim widać wyraźnie: Rosjanie zaminowali przed sobą wszystko, co mogli – mówi deputowany Kostenko.