Co już wiadomo na pewno o obecności żołnierzy USA w Polsce? To, że ich liczba w Polsce nie będzie niższa niż obecnie. To być może bardzo prosty wniosek po kilkunastu dniach zamieszania, ale chyba najważniejszy nie tylko z politycznego, ale przede wszystkim z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.
Niepewność co do obecności wojsk amerykańskich w Polsce trwała ponad tydzień. Punktem zwrotnym była osobista deklaracja Donalda Trumpa, który we wpisie na Truth Social – jego ulubionym sposobie komunikowania się poza mediami głównego nurtu w USA – zapowiedział wysłanie dodatkowych 5 tys. żołnierzy do Polski. To jednak nie zamyka całej sprawy.
Pałac Prezydencki rozgrywał sprawę na zimno
Gdy pytamy w Pałacu Prezydenckim o to, co sprawiło, że pojawił się właśnie taki wpis Trumpa, odpowiedź jest standardowa: To kwestia dobrych relacji między prezydentem Donaldem Trumpem a Karolem Nawrockim, wielotygodniowej czy nawet wielomiesięcznej pracy na zapleczu. Z naszych rozmów wynika – co jest kluczowe do zrozumienia sprawy – że deklaracja Trumpa dotyczy osobnego procesu wojskowo-politycznego, a nie komunikacyjnego chaosu wokół zatrzymania rotacji. Ta druga sprawa wybuchła 13 maja, po informacjach z „Army Times” o jej zatrzymaniu.
W Polsce było to początkiem politycznej debaty dotyczącej znaczenia polskiego prezydenta w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Politycy KO niemal natychmiast zaczęli podkreślać, że prezydent jest nieskuteczny, a jego kontakty z Trumpem – niewiele warte. Z Pałacu słychać za to, że od wielu tygodni było dość jasne, iż informacja o zwiększeniu obecności nadejdzie. – Było to tematem również rozmowy prezydentów, która miała miejsce 3 maja, cały proces trwa w zasadzie od chwili zaprzysiężenia Karola Nawrockiego 6 sierpnia 2025 r. – zauważa nasz rozmówca z Pałacu. Dlatego ludzie prezydenta mogli rozegrać sprawę na zimno, czekając na słowa prezydenta USA. I jednocześnie spokojnie patrząc na debatę o rotacji.
Czytaj więcej
Słowo „wyjście” zdominowało polityczny tydzień w Polsce - Artur Bartkiewicz i Michał Kolanko w podcaście „Polityczne Michałki” rozmawiali o tym, ja...
Osobną i ważną kwestią jest to, co działo się w USA podczas debaty o informacjach o zatrzymaniu rotacji. Tu kluczowe dla nacisku na Biały Dom miała być m.in. presja kongresmenów GOP. Co łączy się też z wyborami w USA do Kongresu późną jesienią, które będą kluczowym testem dla samego Trumpa. Dużą pracę dyplomatyczną na zapleczu wykonywał też MON, w tym przede wszystkim mający najlepsze kontakty w rządzie z amerykańską administracją wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. To dotyczy zarówno dyskusji o rotacji, jak i dalszego wzmacniania obecności militarnej USA w Polsce.
Rozdźwięk w rządzie na tle strategii wobec USA
W piątek, w koncyliacyjnym wpisie na X premier Donald Tusk podziękował za rozwiązanie tej sprawy m.in. prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Ale w rządzie nie ma jedności. Warto choćby przypomnieć wywiad premiera Donalda Tuska dla „Financial Times”, w którym kilka tygodni temu podważał wiarygodność USA jako sojusznika, co w koalicji rządzącej było odbierane przede wszystkim jako gra pod część własnej bazy politycznej. Tak samo jak mocno anty-trumpowska postawa lidera Nowej Lewicy, Włodzimierza Czarzastego.
Jednocześnie od 13 XII 2023 r. ton w sprawach relacji z USA nadaje Władysław Kosiniak-Kamysz,, który niedawno rozmawiał też ze swoim amerykańskim odpowiednikiem Petem Hegsethem i na początku marca był z wizytą w Waszyngtonie. Gdy tylko na początku roku szef MON i lider PSL zaczął mówić o zwiększeniu obecności USA poprzez „Fort Trump” w Bolesławcu, to publicznie zaczęli szydzić z niego np. Marcin Bosacki z KO, wiceszef MSZ. 20 lutego w radiu ZET Bosacki mówił o „lizusowskim podejściu” lidera PSL. To wywołało zresztą mocne napięcie w koalicji między KO a PSL.
Dla polityków jednak sprawa jest delikatna. – Kwestia bezpieczeństwa militarnego to w Polsce temat szczególny. Bo żadna ze stron sceny politycznej nie może sobie pozwolić na konflikty o takiej skali i natężeniu, które mają miejsce np. przy tematach światopoglądowych czy ustrojowych. To widać od lat, a szczególnie teraz: obie strony chcą ogłosić sukces, ale żadna nie chce eskalować sporu. To stąpanie po delikatnym piasku – mówi nam prof. Szymon Ossowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Decyzja Donalda Trumpa jest też dobrą ilustracją tego, że polityka zagraniczna jest w dużej mierze wypadkową polityki wewnętrznej. Tak się dzieje nie tylko u nas. Kongresmeni GOP przypomnieli sobie, że wkrótce wybory połówkowe i to też miało wpływ. A co do znaczenia narracji o autorstwie sukcesu, to nasze badania dla Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pokazują, że Polacy interesują się polityką wybiórczo, ale przekaz o tym, kto jest odpowiedzialny za sukces, potrafi wrócić w kampanii wyborczej w dobrym momencie. Stąd ta przepychanka. Każdy chce mieć swoją cegiełkę w murze – dodaje Ossowski.
Deklaracja Donalda Trumpa nie zamyka jednak sprawy dotyczącej amerykańskiego wojska. W Warszawie od miesięcy mówi się o dalszych krokach Amerykanów i możliwej jeszcze bardziej zwiększonej obecności stałej wojsk USA. Jak słyszymy, może to być kwestia kolejnych tygodni.