Z wyników sondażowych, przygotowanych przez Ogólnopolską Grupę Badawczą, wynika, że krakowianie odwołali Aleksandra Miszalskiego. Co dla miasta oznaczałoby potwierdzenie tych wyników nad ranem?
W skali ogólnopolskiej oznaczałoby to powrót do idei samorządności ponad centralnym interesem partii politycznych. Kampania samorządowa w 2024 roku była bardziej o szyldach i hasłach niż o pomysłach na Kraków. Wierzę, że to referendum i ogromne zainteresowanie ze strony mieszkańców sprawią, że kampania towarzysząca możliwemu przedterminowemu wyborowi prezydenta będzie mówić o tematach i pomysłach na miasto – że kandydaci, którzy wezmą w niej udział, będą reprezentować ścieżki rozwoju ważne i potrzebne krakowianom.
Czytaj więcej
Według wstępnych wyników exit poll Ogólnopolskiej Grupy Badawczej prezydent miasta Aleksander Miszalski został odwołany ze stanowiska. 97 proc. gło...
W Krakowie odbyło się skierowane przeciwko władzom miasta referendum. Co pchnęło mieszkańców do wszczęcia akcji referendalnej?
Z moich obserwacji wynika, że nałożyły się tu dwie kwestie, których efektem było referendum odwoławcze. Z jednej strony możemy mówić o szeregu zmian niekorzystnych dla krakowian: o podwyżkach opłat za wywóz śmieci i wodę, cen biletów w komunikacji miejskiej i opłat w strefie płatnego parkowania, a także o wprowadzeniu Strefy Czystego Transportu, która uderzyła najmocniej w mniej zamożnych mieszkańców. Z drugiej strony, coraz bardziej widoczne były zachowania prezydenta Miszalskiego, sugerujące, że jego rzeczywistym pracodawcą jest partyjny wódz z Warszawy, a nie mieszkańcy Krakowa. Partyjna logika podejmowanych decyzji idzie tu w parze z tym, co określane było w kampanii referendalnej mianem „epidemii KOlesiostwa” – nagminnym zatrudnianiem osób powiązanych politycznie zamiast tych posiadających jakiekolwiek kompetencje do zarządzania miastem. Wszystko to uwolniło ogrom negatywnych emocji, skupiających się na Aleksandrze Miszalskim.
Czytaj więcej
W niedzielę krakowianie zdecydują o odwołaniu lub drugiej szansie dla Aleksandra Miszalskiego. Obóz prezydenta nawołuje do bojkotu referendum – cze...
Czy tym emocjom, w ciągu dotychczasowych rządów, prezydent Miszalski zdołał przeciwstawić jakiś pozytywny przekaz?
To kolejny problem. Moim zdaniem, pierwszym dwóm latom rządów Aleksandra Miszalskiego nie narzucono żadnego tematu, niczego, co odróżniałoby je pozytywnie na tle dwóch dekad Jacka Majchrowskiego. Temu ostatniemu można by oczywiście wiele zarzucić, ale zarówno dysponował on konkretną narracją, jak i działał sprawnie na pewnych polach. W przypadku Miszalskiego, referendum przeciwko niemu niemal wypełniło narracyjną pustkę wokół jego rządów.
Wróćmy jeszcze do zmian niekorzystnych dla krakowian. W jakim stopniu odpowiedzialność ponosi za nie Aleksander Miszalski, jak przedstawiali to zwolennicy odwołania włodarza, a w jakim – jest to wypadkowa wieloletnich bolączek stolicy małopolski?
Kraków jest najbardziej zadłużonym miastem w Polsce, nad którym nie od dziś ciąży widmo przekroczenia progu ostrożnościowego i bolesnego programu naprawczego. Niemniej, Aleksander Miszalski moim zdaniem nie zrobił w tej kwestii nic – poza łataniem budżetu poprzez sięganie do kieszeni mieszkańców. A mogłoby to iść w parze ze zmniejszaniem kosztów bieżących urzędu, które już od kilku lat przekraczają dochody.
Jakie w takim razie działania powinien podejmować prezydent Krakowa, ktokolwiek by nim nie był?
Kraków jest dziś tzw. miastem zero, z pustą kasą miejską i całym szeregiem problemów do rozwiązania. Ciężko zrobić coś z tą sytuacją, nie zacząwszy od uchwalenia planu ogólnego oraz strategii rozwoju miasta na najbliższe lata – tym właśnie powinien zająć się prezydent. Działania te powinny iść w parze z rzetelnym audytem poprzednich rządów, który umożliwiłby ocenę sytuacji i możliwości zmian. W ostatnich dwóch latach żadna z tych rzeczy nie miała miejsca.
Czytaj więcej
W mojej ocenie poziom kolesiostwa po zaledwie roku rządów Aleksandra Miszalskiego w Krakowie jest wyższy niż po 22 latach prezydentury Jacka Majchr...
Miała za to miejsce kampania zniechęcająca do udziału w referendum. Na ile podyktowały ją fatalne przepisy o referendum lokalnym, a na ile – polityczny cynizm?
Taktyka przemilczenia referendum zdawała się najrozsądniejsza w przypadku Aleksandra Miszalskiego, któremu – jak każdemu włodarzowi miasta – zależeć powinno na nieosiągnięciu frekwencji w głosowaniu. Niemniej, poza zniechęcaniem do udziału, w przestrzeni miejskiej i internetowej mieliśmy do czynienia z szeregiem nagannych akcji – czy to z wykorzystaniem antyreferendalnych gazetek, czy to przy wsparciu tzw. trollkont w mediach społecznościowych, publikujących fałszywe informacje. Oczywiście, ciężko tu doszukiwać się transparentnych powiązań między autorami tych akcji a samym prezydentem. Niemniej, w Krakowie panowała, napędzana także przez magistrat, atmosfera bojkotu i wzajemnej wrogości.