Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak nieprzewidywalność amerykańskiej administracji podważa fundamenty bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO.
- Dlaczego w Warszawie mówi się o „poczuciu zdrady” i jaka jest realna przyszłość wojsk USA w Polsce.
- Jakie decyzje Pentagonu osłabiają obronność państw bałtyckich w obliczu rosnących prowokacji Kremla.
- W jaki sposób personalne decyzje prezydenta USA wpływają na strategiczną rolę Polski oraz Niemiec w Europie.
Cztery dni po ogłoszeniu w mediach społecznościowych przez Donalda Trump wysłania do Polski 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy wciąż nie wiadomo, co amerykański przywódca miał na myśli. Wznowienie wstrzymanej 12 maja rotacji pancernej, brygadowej grupy bojowej? Przesunięcie części sił USA z Niemiec do Polski? W piątek w trakcie spotkania szefów dyplomacji NATO w szwedzkim Helsingborg sekretarz generalny Mark Rutte przyznał, że plan Amerykanów nie jest i dla niego jeszcze w pełni jasny.
Czytaj więcej
Prezydent USA Donald Trump twierdzi dziś, że jednak wyśle 5 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Deklaracja ta nie oznacza jednak, że znów możem...
W swoim wpisie na platformie Truth Social Trump zapowiedział „dodatkowe” 5 tys. wojskowych ze Stanów w Polsce. Jednak to wydaje się mało prawdopodobne. W każdym razie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski powiedział w Szwecji, że „dziękuję za to, iż obecność amerykańskich wojsk pozostanie na mniej więcej dotychczasowym poziomie”. Także minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że to, „co wydaje się pewne”, to utrzymanie dotychczasowego kontyngentu.
Pentagon wciąż nie opublikował strategii przeglądu swoich sił
„Wall Street Journal” wierzy, że Waszyngton planuje przesunięcie wojsk z Niemiec do Polski. W grę miałaby wchodzić dyslokacja 2. Pułku Kawalerii, który dziś stacjonuje w Vilseck nieopodal granicy Niemiec z Czechami. Aby wyjaśnić, jakie są amerykańskie plany, do Waszyngtonu poleciał ambasador RFN przy NATO Detlef Wächter. Jak pisze „Spiegel”, miał on uzyskać w Pentagonie zapewnienie, że Amerykanie nie zamierzają ograniczyć swojej obecności nad Renem ponad jedną brygadę.
W Niemczech perspektywa ewentualnego przesunięcia jakichś amerykańskich jednostek do Polski nie wywołuje jednoznacznego oburzenia. – Niemcy nie są już krajem frontowym, jak w okresie zimnej wojny. Jest nim Polska – zwraca uwagę „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
O wiele większym problem jest amerykańska nieprzewidywalność. – Bardzo trudno jest w tym wszystkim się zorientować – przyznała gospodyni spotkania w Helsingborg, szefowa szwedzkiej dyplomacji Maria Malmer Stenergard. Półtora roku od ponownego przejęcia przez Trumpa władzy, Pentagon wciąż nie opublikował strategii przeglądu swoich sił, co pozwoliłoby Europejczykom planować własną obronę.
Czytaj więcej
To decyzja Niemiec ostatecznie sprawiła, że Wielka Brytania, Hiszpania czy Polska weszły do Unii Europejskiej. Podobnie dzieje się teraz z naszym w...
Szczególne powody do obaw mają kraje bałtyckie. Waszyngton poinformował, że nie dojdzie do rotacyjnej obecności na Litwie, Łotwie i w Estonii amerykańskiego batalionu. To część ograniczenia dostępności sił zbrojnych USA w ramach zasobów określanych w tzw. NATO Force Model. Fatalna wiadomość zbiega się z coraz liczniejszymi prowokacjami Kremla wobec Wilna, Rygi i Tallina, w tym ataków dronowych. Niemcy tworzą ok. 30 km od Wilna 45. Brygadę Pancerną (Panzerbrigade 45), która będzie pierwszą w historii stałą zagraniczną bazą Bundeswehry. Docelowo ma w niej służyć blisko 5 tys. żołnierzy. Jednostka jest jednak dopiero w procesie formowania.
Polacy mają poczucie zdrady USA – miał napisać ambasador USA Thomas Rose
Ale źródłem niepokoju jest także sposób, w jaki doszło do wstrzymania rotacji pancernej, brygadowej grupy bojowej. „Wall Street Journal” twierdzi, że inicjatywa została podjęta przez sekretarza obrony Pete Hegsetha, co miało się nie spodobać Trumpowi. Ta wersja wydarzeń wydaje się mało prawdopodobna. Decyzja w tej sprawie została przynajmniej zaaprobowana 12 maja przez Biały Dom. Wcześniej sam Trump zapowiadał, że wycofuje 5 tys. amerykańskich żołnierzy z Niemiec w reakcji na krytykę pod jego adresem ze strony Friedricha Merza. Kanclerz powiedział, że Iran „upokarza” Amerykę, a Waszyngton nie ma żadnej strategii prowadzenia kampanii irańskiej. Także w swoim czwartkowym wpisie w mediach społecznościowych amerykański prezydent podał kuriozalny powód wysłania do Polski „dodatkowych” sił. Miałoby nim być…zwycięstwo sprzed roku Karola Nawrockiego, którego poparł Trump. W Polsce deklaracja od razu rozpętała spór między koalicją rządową a kręgami PiS o to, kto ma większe zasługi w doprowadzeniu do „odwrócenia” decyzji prezydenta USA. O tym, że podstawą wiarygodności NATO jest automatyczna pomoc sojuszników zaatakowanemu państwu już nikt nie wspominał. Decydujący wpływ na woltę Trump miało jak się wydaje coś zupełnie innego. Z jednej strony narastający opór ze strony republikanów w Kongresie, z drugiej równie ostra reakcja amerykańskich mediów, które mają generalnie dobrą ocenę Polski.
Jednak w nocie dyplomatycznej m.in. dla sekretarza stanu Marco Rubio i podpisanej przez ambasadora Stanów w Warszawie Thomasa Rose’a, do której dotarł „Politico”, przyznano: „dominującą, emocjonalną reakcją jest poczucie zdrady, w szczególności biorąc pod uwagą wielokrotne publiczne określenie przez prezydenta Trumpa Polski jako najbardziej wiarygodnego i zaangażowanego sojusznika w Europie”. Ambasador wspomina o „zaskoczeniu” i „szczerej panice” nad Wisłą. Zwraca on jednak także uwagę, że wzmocnienie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na pełną skalę w Ukrainie w lutym 2022 r. od początku miało być czasowe. W naszym kraju utrwaliło się jednak jego zdaniem wrażenie, że chodzi de facto o obecność stałą, a w Waszyngtonie nikt nie chciał temu zaprzeczać. W tej chwili w Polsce stacjonuje ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Rose sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłby mniejszy, ale faktycznie rozmieszczony na stałe kontyngent wojsk USA. Miałby się on koncentrować na zwiadzie, systemach dowodzenia, nadzorze nad magazynami sprzętu wojskowego amerykańskiej armii i zapewnieniem szybkiej odsieczy na wypadek zagrożenia. Doniesień „Politico” nie chciał jednak komentować Pentagon. Nie wiadomo więc, na ile realna jest realizacja propozycji ambasadora.
Być może europejscy sojusznicy większą jasność co do zamiarów Waszyngtonu uzyskają na szczycie przywódców NATO w Ankarze na początku lipca. Jednak wcześniej Polska chce podpisać umowy o współpracy w sprawach bezpieczeństwa z Wielką Brytanią (27 maja) i Niemcami (17 czerwca). Na wszelki wypadek.