Władysław Kosiniak-Kamysz jest w polityce od dawna, ale nadal potrafi zaskoczyć. Tak jest ze sprawą SAFE. Lider PSL nie odpuścił po wecie prezydenta, chociaż wielu tak by pewnie zrobiło. I postanowił wykorzystać pomysł Pałacu Prezydenckiego przeciwko niemu samemu. Forsuje w Sejmie swój własny projekt, okrzyknięty już mianem peeselowskiego SAFE, który wykorzystuje mechanizm zaproponowany przez Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego do wykorzystywania rezerw złota – ale poprawiony tak, by mogła go przyjąć rządowa większość. Koalicjanci, zwłaszcza KO, byli i są wobec tego rozwiązania mocno sceptyczni. Ale ostatecznie lider Nowej Lewicy i marszałek Sejmu ogłosił – po wewnętrznej dyskusji koalicyjnej – że projekt PSL będzie skierowany do prac sejmowych.

Reklama
Reklama

Peeselowski SAFE. Czy pomysł Władysława Kosiniaka-Kamysza będzie problemem dla prezydenta Karola Nawrockiego?

Dla całej trójki liderów: Kosiniaka-Kamysza, Włodzimierza Czarzastego i Donalda Tuska polityka to nieustanna gra, a każdy ruch, inicjatywa czy decyzja mogą być przedmiotem swoistego qui pro quo. Lider ludowców potrafi być w takich potyczkach niezwykle skuteczny. Jego projekt w sprawie SAFE może być dużym problemem dla prezydenta, bo w końcu to sam Karol Nawrocki zaproponował ten mechanizm. I za kilka tygodni może być mu trudno go zawetować w zrozumiały dla wyborców sposób. Ale Kosiniak-Kamysz nie idzie na całkowite zwarcie. Ani z Karolem Nawrockim, ani wcześniej z Andrzejem Dudą. Jako szef MON musi utrzymywać balans. Nawet jeśli jego polityczna metoda ma ograniczenia, bo weto prezydenta ws. SAFE było dla niego jednak dotkliwą porażką. Nawrocki zablokował ustawę, która dla lidera PSL była bardzo ważna i zrobił to mimo jego donośnych apeli. Aby zrozumieć, skąd ta jego determinacja w kwestii SAFE, trzeba cofnąć się o dwa tygodnie. 

Czytaj więcej

„Polski SAFE 0 proc.”: Koalicja rozważy zmodyfikowany pomysł Nawrockiego?

Sejm, sala plenarna, piątek, 13 marca. Dzień po wecie prezydenta ws. SAFE. W parlamencie atmosfera jest napięta. Po wystąpieniu prezydenckiego ministra Zbigniewa Boguckiego, nowej gwiazdy prawicy i jednego z najbliższych ludzi Nawrockiego, na mównicę wchodzi wicepremier Kosiniak-Kamysz. I zaczyna nietypowym dla niego, mocno podniesionym głosem. – Minister Bogucki rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia reguł demokracji. To w regułach demokracji, w jej logice, jak najbardziej jest: być przeciwko rządowi. Ale ani opozycja, ani prezydent nie może być przeciwko bezpieczeństwu państwa polskiego – zaczyna. – Wycofajcie się z tej drogi, bo historia wam tego nie zapomni! – niemal krzyczy. Sala po stronie koalicji reaguje aplauzem.

– Nigdy nie widziałem Władka tak wkurzonego – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z polityków KO, który zna prezesa PSL od lat. Spór o SAFE to dla Władysława Kosiniaka-Kamysza potyczka wręcz osobista. Do końca próbował przekonać prezydenta do swoich racji, licząc do ostatniej chwili, że Nawrocki ustawę podpisze. Mówił o koncepcji „dwóch nagich mieczy” by realizować równolegle unijny SAFE i SAFE prezydencki. Nie udało mu się jednak przekonać Karola Nawrockiego. Teraz próbuje więc przekuć tamtą porażkę w długofalowy sukces i dlatego forsuje swój nowy projekt. 

Kosiniak-Kamysz ma opinię spokojnego, niemal nudnego polityka. W świadomości wyborców zakorzeniło się jego odwzorowanie z „Ucha Prezesa”, gdy ciągle tylko „apelował o zgodę i porozumienie”. Ale jego mocne wystąpienie w Sejmie pokazuje, że wbrew stereotypowi potrafi zdecydowanie pokazać emocje, gdy uznaje, że jest taka potrzeba. Jak wynika z naszych rozmów, wkurza się przede wszystkim za zamkniętymi drzwiami gabinetów. Jednak informacje o tym, że „się wściekł”, nie trafiają do opinii publicznej tak regularnie, jak w przypadku premiera, bo fraza „Tusk się wściekł” stała się już kultowa.

Wizerunek Władysława Kosiniaka-Kamysza nie jest przypadkowy. To element większej strategii, budowanej świadomie, chociaż z problemami. Bo trudno ją uznać za w pełni skuteczną, gdy partia, której przewodzi, regularnie ląduje w sondażach pod progiem. Jest pierwszym wicepremierem, szefem MON, od lat powszechnie uznaje się go za jednego z najważniejszych polskich polityków. Jako właściwie jedyny minister w rządzie Tuska utrzymuje dobre kontakty z kolejnymi prezydentami z prawicy. I do tego jest nieustannie kuszony przez stronę przeciwną perspektywą premierostwa, jeśli zdecyduje się na odwrócenie sojuszy.

Czytaj więcej

Trzecie kuszenie Kosiniaka-Kamysza. Kulisy rozmów o „odwróceniu sojuszy” z USA w tle

Kosiniak-Kamysz od lat buduje swoją pozycję metodą, która w polskiej polityce wydaje się już niemodna: przede wszystkim nie pali mostów, zwykle nie pokazuje nerwów publicznie i pilnuje, by PSL zawsze miało przygotowane wyjście awaryjne. Jest ostrożny. Powściągliwy. Nie ulega też polaryzującym algorytmom platform społecznościowych, które premiują nieustanne pokazywanie jaskrawych stanowisk. Ta metoda pozwoliła mu zbudować wpływy wyraźnie większe, niż wynikałoby to z samych notowań PSL.

Foto: Paweł Krupecki

Z wykształcenia i powołania jest lekarzem. W polityce zdaje się kierować podobną do lekarskiej diagnozą sytuacji. Można to nazwać z angielskiego „checklistą Kosiniaka-Kamysza”. Wypracowywał ją przez lata. Aby ją wytłumaczyć, trzeba udać się z nim w podróż. Najlepiej do Stanów Zjednoczonych. 

Polityczna metoda Władysława Kosiniaka-Kamysza. Spokój i opanowanie

Terminal WPL Okęcie, niedziela, 1 marca. Świat płonie, chociaż tego dnia w Warszawie jest spokojnie, a pogoda do latania doskonała. Świat płonie jednak całkiem dosłownie. Kilkadziesiąt godzin wcześniej zaczęła się operacja Epicka furia. Rakiety latają z obu stron Zatoki Perskiej i Cieśniny Ormuz. Tymczasem do niewielkiego, niemal miniaturowego terminala wojskowego położonego kilka kilometrów od hali odlotów cywilnego lotniska Chopina przyjeżdżają najpierw dziennikarze, później niezwykły gość. To kapitan Karol Cierpica, który żyje dzięki bohaterstwu sierż. szt. Michaela Ollisa, który oddał za niego życie w Afganistanie w 2013 r., a teraz ma zostać pośmiertnie odznaczony Medalem Honoru podczas ceremonii w Białym Domu. Będzie tam też Kosiniak-Kamysz i oczywiście Donald Trump. Ale najpierw krótka konferencja prasowa przed wylotem. Bohaterską historię z Afganistanu przykrywa na niej temat bieżący: nowa wojna na Bliskim Wschodzie. Kosiniak-Kamysz bardzo spokojnie opisuje sytuację i informuje, że rozmawiał z zastępcą sekretarza wojny USA, Elbridgem Colbym tuż po rozpoczęciu ataku USA i Izraela na Iran.

Ataki USA i Izrael na Iran i odwetowe ataki Iranu na cele na Bliskim Wschodzie (stan na 2 marca)

Ataki USA i Izrael na Iran i odwetowe ataki Iranu na cele na Bliskim Wschodzie (stan na 2 marca)

Foto: PAP

Informuje, że rozmowa odbyła się z inicjatywy Pentagonu. Apeluje do Polaków, by sięgali po newsy ze sprawdzonych źródeł. Mówi spokojnie, jakby to była każda inna informacja. Ale w tej właśnie chwili taki komunikat ma polityczny sens: że ktoś z polskiego rządu rozmawia z Pentagonem i panuje nad sytuacją na tyle, na ile to możliwe. Tu metoda wicepremiera szczególnie się przydaje.

Pytanie zasadnicze pozostaje jedno: dlaczego PSL ma tak słabą pozycję w sondażach, choć kontroluje cztery ważne resorty, w tym, wydawać by się mogło, że najważniejszy w tak niespokojnych czasach, czyli MON. Do tego Kosiniak-Kamysz od lat ma bardzo dobre kontakty z Pentagonem, najlepsze w rządzie Tuska. W trakcie poprzedniej wizyty w USA rozmawiał o współpracy zbrojeniowej bezpośrednio z samym sekretarzem wojny. I 1 marca to on jest w samolocie lecącym do Waszyngtonu, a nie szef rządu czy MSZ.

W epoce algorytmów premiujących wyrazistość jego spokój wydaje się jednak politycznie nieefektowny. A jednak to właśnie na nim buduje relacje i reputację człowieka od spraw do załatwienia. A to dzięki takim relacjom Warszawa nie wypada z amerykańskiego obiegu informacji w sprawach bezpieczeństwa, chociaż o samym ataku – jak w Waszyngotnie Kosiniak-Kamysz oceni w rozmowie z „Rzeczpospolitą” – wiedzieli tylko najbliżsi ludzie Trumpa. Lider PSL potrafi się powstrzymywać od PR-owych zagrywek, które potem stają się politycznym bagażem w kontaktach z Amerykanami. Nie czyta książek Anne Applebaum uderzających w Trumpa albo przynajmniej nie chwali się tym na Instagramie jak Tusk, a także nie mówi jak Radosław Sikorski o „frajerstwie” w relacjach z USA. Nie odcina się też demonstracyjnie od kwestii Pokojowej Nagrody Nobla dla prezydenta USA, co ściągnęło na Czarzastego gniewną reakcję ambasadora Thomasa Rose'a. I bez tego opanowania wobec polaryzujących tematów Kosiniaka-Kamysza nie byłoby w tym samolocie do Waszyngtonu. 

Władysław Kosiniak-Kamysz buduje relacje. Tak z Adamem Bielanem, jak i Andrzejem Domańskim

Poniedziałek, 2 marca, Waszyngton. W Białym Domu Donald Trump opowiada najpierw o operacji Epic Fury – co cytuje cały świat. Później przechodzi już do ceremonii przyznania Medali Honoru, bo aż trzy osoby dostają je tego dnia pośmiertnie. To najwyższe wojskowe odznaczenie USA. Głos zabiera też oczywiście kpt. Cierpica, który kończy swoje przemówienie słowami, że spotka się jeszcze kiedyś z Michaelem „w naszej niebiańskiej ojczyźnie”. Na sali obok Kosiniaka-Kamysza są też Marcin Przydacz, prezydencki minister od spraw międzynarodowych; Adam Bielan, kluczowa postać na Nowogrodzkiej, jeden z najbliższych ludzi Jarosława Kaczyńskiego i stały bywalec w Waszyngtonie; kierownik placówki w USA Bogdan Klich; a także ambasador USA w Warszawie Thomas Rose. Obok siedzą kluczowe postacie administracji Trumpa, w tym sekretarz wojny Pete Hegseth. 

Chwilę później, w trakcie konferencji prasowej Marek Wałkuski z Polskiego Radia pyta szefa MON o Adama Bielana. Ten bez mrugnięcia okiem odpowiada, że oczywiście się przywitał i porozmawiał z nim chwilę o uroczystości. Kosiniak-Kamysz takimi relacjami się wręcz szczyci, podkreślając, że stara się utrzymywać nienaganne kontakty ze wszystkimi. A zarazem jasne jest, że to on w całym rządzie ma najlepsze relacje z premierem Tuskiem.

Ale w tle pytania o Adama Bielana jest coś więcej niż tylko kontakty z ważnym politykiem opozycji. W „Rzeczpospolitej” opisywaliśmy amerykańską misję Michała Kamińskiego (obecnie w klubie PSL), który w USA ma spotykać się z najbliższymi doradcami prezydenta Trumpa i badać, czy relacje Białego Domu z obecnym rządem by się polepszyły, gdyby premierem został właśnie Kosiniak-Kamysz. A Kamiński wraz z Bielanem przez lata stanowili bardzo skuteczny duet pisowskich spindoktorów. Media od miesięcy rozważają, czy dziś znów nie „spiskują” razem, by rozwalić koalicję. A mimo to lider PSL bez chwili zawahania przyznaje się do relacji z Bielanem. 

Czytaj więcej

O czym nie wie Donald Tusk, czyli kulisy amerykańskiej misji Michała Kamińskiego

Waldemar Pawlak miał kiedyś powiedzieć, że wybory zawsze wygrywa koalicjant PSL. I to esencja metody Kosiniaka-Kamysza. Bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Sama obecność Bielana w jednej sali z liderem ludowców ma dawać koalicjantom PSL do myślenia. I Kosiniak-Kamysz bardzo dobrze tę grę czuje. Sam ze spotkania z politykiem PiS nie robi żadnej politycznej demonstracji, ale po pytaniu dziennikarza w jego oku pojawia się błysk w oku, jakby tylko na nie czekał. Odpowiada krótko, jakby rzuca parę słów od niechcenia i zostawia pole do interpretacji. 

Kilkadziesiąt minut później w ambasadzie Polski zaczyna się uroczystość ku czci pamięci Michaela Ollisa. Krzyż Wielki Orderu Zasługi Rzeczpospolitej odbierają rodzice zmarłego żołnierza. W sali pojawia się też Monica Crowley, szefowa protokołu Białego Domu, jedna z najważniejszych osób w otoczeniu Trumpa. Gospodarzem uroczystości jest Bogdan Klich, były senator KO z Krakowa, od lat dobrze znający się z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. 

Kraków jest tu ważny. To miasto oparte na relacjach, znajomościach i kontaktach budowanych przez lata – poza światłami reflektorów. Budowanych po krakowsku, niespiesznie, bez ciśnienia, aż przyniosą efekty. Tak jak w polityce. W II Liceum Ogólnokształcącym Kosiniak-Kamysz poznał nie tylko przyszłą pierwszą damę, Agatę Kornhauser-Dudę, która uczyła niemieckiego, ale spotkał też obecnego ministra finansów, Andrzeja Domańskiego, który chodził do równoległej klasy. Teraz, gdy na rządzie staje finansowanie zbrojeń, szef MON ma długoletnie relacje z osobą najbardziej decyzyjną w tej sprawie. To oczywiście działa też w drugą stronę – Domański też potrafi do niego zadzwonić. I ta krakowska metoda działa: relacje budowane latami procentują. I to nie tylko w obecnym rządzie. Dość przypomnieć, że Andrzej Duda był radnym miasta Krakowa w tym samym czasie, co Kosiniak-Kamysz. 

Czarny ocean. Co dalej z PSL? 

Ocean w nocy jest całkowicie czarny. Polska delegacja wraca z Waszyngtonu. To długi lot, a lider PSL ma o czym myśleć. Jego partia w sondażach plasuje się nisko pod progiem. Ludowcy mówią, że tak było nie raz i zawsze jakoś udaje się im wejść do Sejmu. Opcji mają niby kilka, ale żadna dziś nie wydaje się pewna. Wspólny start z samorządowcami? Z klubem Centrum Pauliny Hennig-Kloski? Poszukanie jakiejś nowej partii do nowego sojuszu? Może jakiejś partii przedsiębiorców? 

Czytaj więcej

Władysław Kosiniak-Kamysz: polscy żołnierze ewakuowani z Iraku

Donald Tusk, jak wynika z informacji „Rzeczpospolitej”, najchętniej widziałby go u siebie, na wspólnej liście centro-konserwatywnej, być może razem z częścią Polski 2050 oraz środowiska Hennig-Kloski. Problem w tym, że ludowcy się boją, że taka wspólna lista z KO mogłaby oznaczać dla nich koniec. Sam Kosiniak-Kamysz też się tym martwi. W końcu to nad nim najmocniej wisi ponad 130 lat historii sztandaru PSL. Nie chce być tym, który go wyprowadzi. Wie, że musi utrzymać niezależność partii, a zna historię Nowoczesnej czy Inicjatywy Polskiej, które się roztopiły w KO. Do tego w PSL ciągle żywe jest wspomnienie Koalicji Europejskiej na wybory do europarlamentu w 2019 r., gdy musieli się tłumaczyć wyborcom z progresywnych postulatów koalicjantów. 

Gra nie jest więc łatwa i by w niej przetrwać, Kosiniak-Kamysz od lat buduje w PSL własną drużynę, złożoną głównie z rówieśników. I to też ważny element jego politycznej metody. Sprawą unijnych pożyczek zajmuje się pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, będąca wcześniej szefową jego sztabu w wyborach prezydenckich 2020 r. I zbiera w tej roli bardzo dobre opinie, zwłaszcza jeśli chodzi o komunikację. Dobre relacje z Tuskiem ma też jeden z najbliższych jego współpracowników, minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Za to miejscem kluczowych rozmów w Sejmie – koalicyjnych i nie tylko – jest gabinet innego jego sojusznika, wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego. Kosiniak-Kamysz dba też o transformację PSL, odmłodzenie partii i oparcie jej o nowe pokolenie 30- i 40-latków. Miłosz Motyka, szef resortu energii, ma 33 lata. A wielu polityków PSL, w rządzie i poza nim, jest nawet młodszych. 

Czytaj więcej

Jest określany superministrem, choć ma dopiero 32 lata. Kim jest Miłosz Motyka?

Lider PSL buduje się więc w polityce ciągle po krakowsku, powoli. Na razie jego relatywnie dobre relacje z Nawrockim nie przekładają się jednak na sukcesy, jak w sprawie SAFE. Są więc granice tego, co można w polityce osiągnąć metodą Kosiniaka-Kamysza. Pytanie, czy żeby utrzymać sztandar PSL, nie będzie musiał przyspieszyć. Nad czarnym oceanem miał dużo czasu na myślenie.