Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są kluczowe powody rozgoryczenia samorządowców obecną polityką rządu.
- Dlaczego zdaniem samorządowców zamiast fundamentalnych reform państwo staje się coraz bardziej scentralizowane.
- Jakie są realne skutki kryzysu demograficznego dla przyszłości polskich gmin.
- Jaki cel stawia sobie partia NOWA Polska oparta na samorządowcach i kiedy ugrupowanie startuje?
Ponad dwa lata temu koalicja 15 października wygrała, zapowiadając wiele zmian dla samorządów. Jak dziś środowisko samorządowe patrzy na obecną władzę?
Niestety środowisko samorządowe jest rozgoryczone. Nie zostały spełnione nawet podstawowe deklaracje z okresu przed wyborami w 2023 r. Nawet te główne punkty, które były zapisane, nie są realizowane. A ja wciąż czuję się samorządowcem. W Gliwicach byłem prezydentem ponad 26 lat i tego się nie da od siebie odciąć, zresztą nie chcę tego robić – więc podzielam to rozczarowanie działaniami koalicji rządzącej w samorządach. I nie tylko tam.
Co jest największym powodem tego rozgoryczenia?
Po pierwsze, jest to utrzymanie dwukadencyjności. To ograniczenie jest szkodliwe dla państwa, niekonstytucyjne, ale też wpływa na losy tysięcy ludzi, którzy przez wiele lat ofiarnie, często z doskonałymi efektami pracowali dla swoich lokalnych społeczności. Po drugie – oświata: kuratorzy wciąż decydują o kształcie sieci szkół, a koszty zostają po stronie samorządu. Ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego sporo zmieniła, choć zaproponowane zasady były dobre, to wykonanie jednak gorsze.
Ogólnie atmosfera jest na pewno lepsza niż w poprzedniej kadencji, ale nie ma efektów
Sygnalizowaliśmy to i nic nie zostało poprawione. Subwencja oświatowa została zastąpiona udziałem w dochodach mieszkańców, ale właściwie przepisano starą zasadę: ile Ministerstwo Finansów może dać, tyle daje, ale o kosztach decyduje inne ministerstwo. Rozchodzi się więc jedno z drugim. I po trzecie – krańcowa nadregulacja. Np. w ustawie o prawie oświatowym zostało ostatnio literalnie napisane, co ma być w piśmie wójta do rodziców dzieci w przypadku zmiany sieci szkół. Tego po prostu nie da się bronić. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Jak jest z dialogiem z rządem? Zapowiedzi przed 2023 r. były huczne.
Reforma dochodów jednostek samorządu terytorialnego była konsultowana do pewnego czasu, a później pojawiła się taka deklaracja, że jak będziemy próbowali wprowadzać poprawki, to będzie obowiązywała ta najgorsza z możliwych ustaw, którą ta nowa zastępowała. Czyli ta najbardziej krzywdząca samorządy. Ogólnie atmosfera jest na pewno lepsza niż w poprzedniej kadencji, ale nie ma efektów.
W tej kadencji najbardziej brakuje mi reform
Nie ma jednak gruntownych reform państwa. A poza tym obecni rządzący weszli w buty PiS w wielu miejscach. Cały czas realizowane są słynne tekturowe czeki rozdawane przez PiS samorządom, głównie „swoim”. Skala finansowa jest ogromna, a o wycofaniu się nie ma nawet mowy. Kolejny przykład: taryfy wodno-kanalizacyjne. Myślę, że rządzącym spodobało się, że przez Wody Polskie mają wpływ na stanowione taryfy w całym kraju. Tak samo jest z decyzjami dotyczącymi sieci szkół.
Czytaj więcej
Nie wypada im okazywać wielkiej radości z faktu, że mogą zastąpić swoich szefów, ale w skrytości ducha pewnie modlą się, żeby prezydent zawetował e...
Partia Nowa Polska, której pan jest prezesem to odpowiedź na to rozgoryczenie?
Nie byłoby nas gdybyśmy nie czuli się potrzebni, gdybyśmy nie uważali, że Polska – jeżeli nie zmieni sposobu funkcjonowania, ale przede wszystkim, nie zmieni się sposób myślenia o państwie – wpadnie w ogromne tarapaty. Naszym celem nie jest władza, naszym celem jest reformowanie państwa. Na tym się skupiamy. Chcemy dać ofertę, której teraz nie ma. W tej chwili dominują emocjonalne spory, zupełnie jałowe. Jak weźmiemy, o czym ostatnio się najwięcej dyskutuje: czy Mateusz Morawiecki wyjdzie z PiS-u, czy trwa wojna między „maślarzami” a „harcerzami”, czy Donald Tusk kogoś wyrzuci, jak się pokłócił Bosak z Mentzenem. To przecież niczego nie rozwija.
Klasa samorządowa jest bez porównania bardziej odpowiedzialna, kompetentna i propaństwowa niż władza centralna
Chcemy wyjść z czymś merytorycznym: konkretnymi rozwiązaniami, przemyślanymi, przedyskutowanymi i odważnymi. W tej kadencji najbardziej brakuje mi reform. I odwagi rządzących, bo zarządzanie państwem w oparciu o wskaźniki popularności to nie jest zarządzanie. Jeszcze wracając do samorządu – nastąpił kryzys samorządności. W ostatnich wyborach zostało zmienionych prawie 40 proc. wójtów, burmistrzów, prezydentów. Te wybory były niezwykle upolitycznione i wygrywali często, szczególnie w miastach, nominaci partyjni, którzy wprowadzają do samorządu obyczaje wcześniej rzadko tam występujące. Stąd może te liczne referenda – szykujące się i już trwające.
Czytaj więcej
W stolicy Małopolski rosną emocje przed niedzielnym głosowaniem. Politycy Koalicji Obywatelskiej nie ukrywają, że niepokoją się wynikami referendum...
Dlaczego właśnie samorządowcy mogą mieć ofertę, której dziś brakuje wyborcom? Do samorządu i samorządowców przecież jest także wiele zastrzeżeń.
Państwo jest w sytuacji – zewnętrznej i wewnętrznej – która wymaga aktywności ludzi odpowiedzialnych i z potencjałem. Ludzie w samorządzie pokazali, że potrafią podejmować niepopularne decyzje, rozwiązywać problemy, osiągać niebywałe nieraz sukcesy. Dam przykład z ostatnich dni – nasza członkini zarządu, pani burmistrz Hrubieszowa, uzyskała dla miasta ponad 80 mln zł dotacji w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy na modernizację i rozwój infrastruktury miejskiej. Założyciele NOWEJ Polski są spełnieni, nic nie muszą, ale wiele potrafią i mogą. Na tym opieramy nasz projekt. Na ludziach sprawdzonych, którzy nie idą po władzę dla samej władzy, tylko traktują ją jako narzędzie do reformowania państwa.
Wprowadza się coraz więcej przepisów, państwo staje się momentami wręcz opresyjne
Samorząd nie jest doskonały. Ja też, jeśli trzeba, krytykuję wielu samorządowców. Ale ta klasa samorządowa jest bez porównania bardziej odpowiedzialna, kompetentna i propaństwowa niż władza centralna. Mówię to z całą odpowiedzialnością. Jest więcej myślenia o państwie wśród ludzi zarządzających lokalnymi społecznościami niż w parlamencie czy rządzie. Czasem ma się wrażenie, że w polityce chodzi wyłącznie o stołki i o to, ile ich komu przypadnie.
Pojawiają się zarzuty, że samorządowcy zajmują się sobą, zwłaszcza gdy chodzi o dwukadencyjność, bo po prostu chcą władzy. Podobnie ma się rzecz w przypadku mediów samorządowych – są oskarżenia, że ich utrzymywanie służy dla utrzymania własnej władzy.
W niektórych przypadkach może się i tak zdarzyć. Nic nie jest biało-czarne. Media samorządowe trzeba wprowadzić w sensowne ramy. W kwestii dwukadencyjności nie ma powodu dla szczególnego traktowania wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Dobry burmistrz, który uzyskuje w wyborach nawet 80 proc. głosów musi odejść, a starosta, marszałek, nie mówiąc już o posłach i senatorach, nie ma żadnych ograniczeń w długości sprawowania swojej funkcji.
A program deregulacji autorstwa Berka i Brzoski nie przekonuje pana jako wizja podejście do gospodarki?
Deregulacja jest w porządku, dobrze, że następuje. To jest jakaś ulga, ale to są działania punktowe, dla większej grupy niewidoczne. Niektóre zmiany dotyczą tylko wielkiego biznesu. Mali i średni przedsiębiorcy nie dostali nic. Co więcej, wprowadza się coraz więcej przepisów, państwo staje się momentami wręcz opresyjne. Państwo zamiast wspierać, jakby czyhało na każde potknięcie.
Chodzi nam o zmiany fundamentalne – na przykład uproszczenie podatków. Podatki powinny być niskie, proste i nieuchronne. Obecnie nigdy nie wiadomo, jaka będzie interpretacja przepisów, które dodatkowo często się zmieniają. Nie ma tych głównych reform, które powinny następować. Przykłady to ochrona zdrowia, ale też oświata i wiele innych. Państwo jest centralizowane, zamiast być decentralizowane. To jest bardziej trwanie niż rządzenie. Rząd nie funkcjonuje też jako jedna całość. Takie jest wrażenie. I to na pewno obniża skuteczność rządzenia i daje fatalny efekt na zewnątrz.
A co z innymi kwestiami gospodarczymi?
Jest jeszcze kwestia drugiego progu podatkowego – to jest taki ukryty wzrost podatku co roku. Tak niski drugi próg powoduje, że urzędnicy nawet nie najwyższego szczebla wpadają w drugi próg podatkowy. To jest podatek od ludzi pracujących na etacie, podczas gdy samozatrudnieni fikcyjnie czy realnie mają znacznie niższe opodatkowanie. I to nie tylko urzędników zaczyna już mocno irytować. Z kolei prowadzenie działalności gospodarczej jest obciążone tyloma daninami, że można się licytować, komu jest gorzej.
Władysław Kosiniak-Kamysz podnosi sprawę dwukadencyjności równie mocno co pana środowisko. Czy widzi pan szanse dla NOWEJ Polski, dla samorządowców na sojusz wyborczy z PSL?
Zgłosiliśmy ten projekt mniej więcej w tym samym czasie, gdy PSL zgłosił w Sejmie projekt przygotowany przez nas w Senacie. Chętnie się nim podzieliliśmy. W tej chwili nie rozmawiamy o żadnych koalicjach. Jesteśmy w trakcie budowania struktur i programu. PSL jest jednak głęboko osadzony w samorządach. Podobnie podchodzimy do spraw gospodarczych. Powiedziałbym, że to komplementarny partner.
Czytaj więcej
Skąd ta determinacja prezesa PSL w sprawie SAFE? Weto prezydenta Karola Nawrockiego było dla niego dotkliwą porażką, a teraz próbuje przekuć ją w s...
Jaki jest pana scenariusz na 2027 rok?
Uważam, że nadchodzące wybory będą znowu niezwykle ważne. Zagrożenie wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej jest realne. Wielu ludziom się wydaje, że nie, bo przecież społeczeństwo polskie jest bardzo prounijne. Trend jest jednak jednoznaczny. Wpływy rosyjskie poprzez Internet i media społecznościowe robią swoje. PiS, Konfederacje, prezydent Nawrocki – to są potężne siły, które podkopują zaufanie do Unii.
W sobotę 20 czerwca 2026 r. planujemy dużą konwencję partyjną NOWEJ Polski w Warszawie. To będzie taki nasz symboliczny start
W sobotę 20 czerwca 2026 r. planujemy dużą konwencję partyjną NOWEJ Polski w Warszawie. To będzie taki nasz symboliczny start. Pani profesor Irena Lipowicz powiedziała na konferencji w Senacie o strategii rosyjskiej wobec Polski: oddzielić od stada i zagryźć. To jest za poważna sprawa, żeby odpowiedzialni ludzie pozostawali bierni. Skoro tak wiele od tych wyborów zależy, nie można dopuścić do zmarnowania głosów. Trzeba tak skonstruować bloki wyborcze, aby żaden z tych demokratycznych nie znalazł się poniżej progu.
Czy to realny scenariusz: samorządowcy wypchnięci przez ograniczenie dwukadencyjności kandydują do Sejmu w 2027?
Jest realny, choć nie można liczyć wyłącznie na niego. Jeżeli dwukadencyjność zostanie utrzymana, wielu długoletnich prezydentów, burmistrzów, wójtów będzie chciało kandydować do parlamentu. Mają korzystny kalendarz – półtora roku przed wyborami samorządowymi będą mogli spróbować sił w parlamentarnych. Jeżeli nie wygrają, mają jeszcze półtora roku w samorządzie. Jeżeli wygrają, będą niezwykle przydatni jako pragmatyczni, doświadczeni ludzie, którzy może nie będą wchodzili w zupełnie bezsensowne spory personalne, tylko zajmą się realną pracą dla państwa, a nie będą szukali konfitur we władzy.
Brak współpracy to jest ciężka patologia w polskiej polityce
Partie będą ich mamiły możliwością startu z ich własnych list. Ale jako wewnętrzna, zabójcza konkurencja ci ludzie będą przez partie eliminowani w ostatniej chwili – to już wielokrotnie się zdarzało. A teraz będzie tych samorządowców do włączenia dziesięć, dwadzieścia razy więcej. Jeżeli im się da platformę do samodzielnego startu, może nastąpić duża wymiana posłów i senatorów. Ostatnio było to na poziomie 20 proc., a w samorządzie sięgnęło 40 proc. W samorządzie zmieni się prawie wszystko, być może zmieni się też skład parlamentu w większym stopniu.
Jaki jest plan NOWEJ Polski?
Przyjęliśmy kalendarz, mamy plan ustawiony aż do wyborów parlamentarnych. Praca u podstaw, czyli budowanie silnych struktur, będziemy promować młode oblicze partii. Na takich nieformalnych liderów wyrastają wspomniana już Marta Majewska z Hrubieszowa i Marcin Wojtkowiak, wójt gminy Czerwonak. W sobotę 20 czerwca 2026 r. planujemy dużą konwencję partyjną NOWEJ Polski w Warszawie. To będzie taki nasz symboliczny start.
Tworzymy teraz program w wielu dziedzinach. Staramy się przyciągnąć uwagę głównych mediów. Myślę, że to nie przypadek, że np. do publicznej telewizji czy radia nie jesteśmy zapraszani. W Polsacie pojawiamy się czasami, ale też nie w głównych programach. Niektóre media nie zaprosiły nas ani razu. Chcemy to zmienić, przedostać się, pokazać kim jesteśmy, co oferujemy. Rozmawiamy ze wszystkimi, którzy chcą rozmawiać, po praktycznie każdej stronie. Brak współpracy to jest ciężka patologia w polskiej polityce. Stąd ten duopol, stąd te emocje, które zastępują program i dyskusję merytoryczną.
W Polsce trwa kryzys demograficzny. Wydaje się, że obecnie odpowiedzi nie ma nikt. Samorządowcy wiedzą co trzeba zrobić?
To jeden z najpoważniejszych problemów, jakie mamy i ten problem dopiero jest uświadamiany. Jeszcze przed chwilą dotowana była budowa żłobków, wcześniej przedszkoli. Teraz przedszkola są masowo zamykane, a żłobki w niektórych miejscowościach „polują” na dzieci.
Mamy 90 miast, w których w zeszłym roku urodziło się poniżej dziesięcioro dzieci
Podobnie jest z polityką mieszkaniową. Był nieudany program kredyt 2 proc. i znacznie lepszy wspierający budowę mieszkań na wynajem, ale za chwilę może być problem z rosnącą liczbą pustostanów. Mamy ich już sporo ponad milion. Wystarczyłoby je skutecznie uruchomić zmieniając szkodliwe przepisy, szczególnie te dotyczące ochrony lokatorów, które są wykorzystywane nagminnie przez nieuczciwych najemców i problem z brakiem mieszkań byłby w dużym stopniu rozwiązany, bo mniej więcej tyle samo jest potrzebujących, co pustych mieszkań, często traktowanych jako lokata kapitału.
Widzi pan oznaki kryzysu w rozwoju polskich miast. I to nie tylko tych małych i średnich?
Przez prawie 10 lat byłem szefem Związku Miast Polskich. Pracowaliśmy nad polityką miejską, która została włączona do polityki rozwoju w Polsce. To jest jeden z sukcesów i prace przy tym postępują. Ale jest też realny problem strukturalny. Jak mówi dyrektor Andrzej Porawski, około tysiąca gmin w Polsce już teraz nie może wypełniać swoich zadań, które zostały im ustawowo przypisane. Są one po prostu niewydolne. To jest efekt demografii – i tego, że problem jest systemowo ignorowany. Niedawno prowadzone były dyskusje w Senacie na temat demografii. Wynika z nich, że jeśli ktoś teraz urodził się w Polsce, to może w 2100 r., na koniec życia być częścią populacji liczącej ok. 10-12 mln ludzi. Mamy 90 miast, w których w zeszłym roku urodziło się poniżej dziesięcioro dzieci.
To brzmi przerażająco.
Przerażające jest również to, jak główne siły polityczne podchodzą do problemu – nie ma odpowiedzi adekwatnej do wyzwania – strategii obejmującej działania praktycznie we wszystkich dziedzinach naszego życia. Jest natomiast gwałtowny spór o zamykanie porodówek, chociaż wszyscy zdają sobie sprawę, że odpowiedzialne samorządy muszą podejmować takie decyzje, gdy w mieście rodzi się kilkoro dzieci rocznie. W sytuacji tak jałowego sporu przyda się taka merytoryczna partia jak NOWA Polska – ludzi kompetentnych, z dorobkiem i doświadczeniem, którzy chcą i mogą zrobić naprawdę coś dobrego.