Ponad dwa lata po wyborach parlamentarnych z 15 października 2023 r., od którego to terminu koalicja wzięła swoją nazwę, a kilka miesięcy po rozłamie w Polsce 2050, rządzący przeżywają być może swój największy kryzys. Reklamowane na początku istnienia obecnej większości rządowej spotkania liderów nie odbywają się regularnie. Rozmowa w nowym składzie, czyli z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz i Pauliną Hennig-Kloską, miała miejsce tylko raz. Obecne relacje między liderami to rozmowy „bilateralne” sprowadzające się w praktyce tylko do wymiany opinii pomiędzy Donaldem Tuskiem, Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem a Włodzimierzem Czarzastym. Wśród koalicjantów rośnie nieufność i przekonanie, że zbliża się poważne przesilenie.
Jednocześnie wszystkie partie zaczynają przygotowania do wyborów, które mają się odbyć w przyszłym roku. Polska 2050 od miesięcy przedstawia własne tematy do zrealizowania przez rządzących, w tym podwyższenie drugiego progu podatkowego, ostrzejsze regulacje najmu krótkoterminowego niż w wersji rządowej czy nawet zrównanie wieku emerytalnego, co jest ewidentnym naruszeniem politycznego tabu. Tak partia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz chce budować własną tożsamość przed wyborami z myślą o klasie średniej jako bazie wyborców.
Mało kto z naszych rozmówców dobrze znających sposób działania KO spodziewa się, że partia zrezygnuje z prób rozbicia Polski 2050
Kolejny etap tego planu – jak wynika z rozmów „Rzeczpospolitej” – to trasa po kraju Polski 2050 i jej liderki, która ma rozpocząć się już w czerwcu. Ta podróż ma być swoistym rozpoznaniem, jak wspomniane wcześniej tematy sprawdzają się w „terenie”, jak reagują na nie wyborcy, ale i test organizacyjny przed wyborami w przyszłym roku. Co ciekawe, swoje aktywności w kampanii planuje też np. Nowa Lewica z jej trasą wakacyjną na 2026 r. czy PSL. Wszystkie ugrupowania chcą pokazać swoją tożsamość, odróżniając się od KO. Jednak to Polsce 2050 spieszy się najbardziej. I nic dziwnego, bo ugrupowanie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz nie chce być jak Porozumienie Jarosława Gowina pięć lat wcześniej. Wtedy Jarosław Kaczyński i Adam Bielan rozbili partię Jarosława Gowina i zbudowali alternatywną większość. O tym ostatnim, czyli większości bez Pełczyńskiej-Nałęcz, w obecnym Sejmie mówi się coraz częściej.
Nadchodzące starcie o budżet. Czy koalicja 15 października dotrwa do tego czasu?
Nastroje wśród koalicjantów pogarszają się od kilku miesięcy. Ze strony Polski 2050 dobiegają nawet sygnały, że w rządzie działa nieformalna dyrektywa premiera Tuska zakazująca jakichkolwiek kroków, zwłaszcza w legislacji, które miałyby wzmocnić Pełczyńską-Nałęcz. Jednocześnie rozmówcy „Rzeczpospolitej” z KO zaprzeczają tym doniesieniom.
Nieoficjalnie można usłyszeć, że do przekonywania polityków Polski 2050 o bezproblemowych możliwościach realizacji ich wszystkich ambicji w KO dochodzi cały czas w regionach
Przedstawianie własnej agendy przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, która wychodzi poza obszar funduszy unijnych, ma jednak irytować mocno KO i premiera Tuska, ale bywa, że i innych koalicjantów. Dotychczas minister funduszy przeforsowała już np. projekty dotyczące mieszkań (jawność cen itd.). Jednak jej główną propozycją w tym roku jest podniesienie drugiego progu podatkowego, a o tym w tej chwili KO nie chce słyszeć.
Wśród posłów Polski 2050 panuje przekonanie, że to manewr KO obliczony tylko na budowanie napięcia przed rokiem wyborczym – czyli 2027 r. Wówczas KO miałaby – jak dowodzą parlamentarzyści Polski 2050 – zaproponować zmiany korzystne dla podatników. Miałby to być niekoniecznie wyższy drugi próg podatkowy, ale np. częściowe podniesienie kwoty wolnej.
Kluby i koła poselskie w obecnym Sejmie
Nową składową agendy Pełczyńskiej-Nałęcz jest propozycja dotycząca zrównania wieku emerytalnego – w ramach międzypokoleniowej solidarności, czyli działania starszych pokoleń na rzecz młodszych wyborców. – Mądre podejście do systemu emerytalnego to jest być może jedna z najważniejszych zmian i reform, które zrobimy czy powinniśmy zrobić dla młodych pokoleń – powiedziała Pełczyńska na niedawnej konferencji Impact.
W tle tych wszystkich planów pozostaje manifestowane przekonanie liderki Polski 2050, że rząd nie realizuje żadnych dużych reform czy zmian, a to z pewnością wzmacnia irytację KO na całe koalicyjne ugrupowanie na czele z jej liderką.
Co zatem o podniesieniu drugiego progu mówi KO? Publicznie stanowisko jest jasne, ale... tylko teoretycznie. – W rozwiązaniach na rok 2026 progi podatkowe pozostają bez zmian. Będziemy analizować sytuację, dochody i wydatki budżetowe. W tej chwili nie mogę powiedzieć, jak będą wyglądały progi na 2027 r. Kiedyś oczywiście drugi próg na pewno zostanie podniesiony, to jest oczywiste – powiedział 8 maja minister finansów i gospodarki Andrzej Domański w Polsat News.
Kulminacją napięć na linii KO – Polska 2050 może być nadchodzące szybko starcie dotyczące budżetu. – Nasze oczekiwania dotyczące budżetu na 2027 r. są takie, żeby znaleźć odpowiedź na bolączki codziennego życia pracujących Polaków, czyli generalnie klasy średniej, o której głosy się staramy. Na czele oczywiście z drugim progiem podatkowym, który jest najbardziej osiągalnym rozwiązaniem, żeby ulżyć klasie średniej. Jeżeli realizujemy drugi próg podatkowy, to chciałbym też wprowadzenia podatku cyfrowego, żeby te wydatki zbilansować. To jest akurat postulat, który dzielimy z niektórymi innymi koalicjantami – mówi „Rzeczpospolitej” Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej, jeden z najbliższych współpracowników Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Głosowanie nad nowym budżetem za kilka miesięcy będzie więc najpoważniejszym sprawdzianem dla koalicji przed wyborami jesienią 2027 r. Bez przegłosowania budżetu w terminie prezydent może, chociaż nie musi – zgodnie z Konstytucją – zdecydować o skróceniu kadencji Sejmu.
Polska 2050 może powtórzyć los Porozumienia Jarosława Gowina. Donald Tusk ryzykuje powtórzenie historii PiS
Gdy rozmawiamy o Polsce 2050 z politykami KO, to oficjalnie nie chcą mówić w tej chwili nic, co publicznie pogorszyłoby relacje w koalicji. Zgodnie zresztą z publiczną sugestią Zbigniewa Konwińskiego, szefa klubu KO. Kilka dni temu na antenie TVN24 sugerował on, by o koalicjantach w mediach mówiło się albo dobrze, albo wcale. W kuluarach podejście jest oczywiście inne: mało kto z naszych rozmówców dobrze znających sposób działania KO spodziewa się, że partia zrezygnuje z prób rozbicia Polski 2050 i stworzenia alternatywnej większości w Sejmie bez Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Czytaj więcej
Polityczna wiosna stoi pod znakiem podziałów na prawicy. Kłóci się coraz ostrzej – publicznie – nawet Konfederacja, o PiS nie wspominając. Ale rosn...
Nie ma jednak pewności, czy i kiedy tak się stanie. Klub Polski 2050 liczy 15 osób i przetrwał już co najmniej jedną kuluarową próbę rozbicia, o której publicznie zresztą mówili politycy Polski 2050. Miało do niej dojść przed głosowaniem nad wotum nieufności wobec Pauliny Hennig-Kloski, czyli jeszcze przed majówką. W ubiegłym tygodniu odbyło się kolejne posiedzenie Sejmu, tym razem bez kuluarowych informacji o kolejnych rundach „kuszenia” przez KO lojalistów Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Nieoficjalnie można jednak usłyszeć, że do przekonywania polityków Polski 2050 o bezproblemowych możliwościach realizacji ich wszystkich ambicji w KO dochodzi cały czas w regionach.
Sytuacja przypomina nieco historię Porozumienia Jarosława Gowina. Tam też katalizatorem politycznego przesilenia były wybory prezydenckie. W 2020 r. Gowin sprzeciwił się pomysłowi wyborów kopertowych. W 2025 r. mimo nacisków ze strony KO Szymon Hołownia nie opóźnił zaprzysiężenia Karola Nawrockiego. W 2021 r. Gowin kontestował Polski Ład, co ostatecznie doprowadziło do „rozbioru” Porozumienia przez Adama Bielana.
Donald Tusk ryzykuje powtórkę z historii. Rozbicie Porozumienia i osłabienie centrowego skrzydła ówczesnej Zjednoczonej Prawicy doprowadziło w praktyce Jarosława Kaczyńskiego do pyrrusowego zwycięstwa w 2023 r. Kaczyński wygrał starcie o kontrolę w koalicji z Gowinem, ale władzę utracił. Czy teraz jego historię powtórzy Tusk?