W ostatnich tygodniach plac Wszystkich Świętych i mieszczący się przy nim krakowski magistrat znajdują się w centrum politycznej uwagi. W najbliższą niedzielę w Krakowie odbędzie się referendum, którego wyniki zdecydują o politycznym być albo nie być prezydenta Aleksandra Miszalskiego i całej Rady Miasta.

Od wyników niedzielnego głosowania może zależeć jednak znacznie więcej. Po pierwsze to, czy w kolejnych miastach w Polsce, gdzie rządzi KO, odbędą się podobne plebiscyty, ale po drugie, i nawet ważniejsze – jak podkreśla jeden z naszych rozmówców z KO znających sposób myślenia premiera Donalda Tuska – czy aż do sierpnia (wówczas mogłyby nastąpić powtórne wybory w Krakowie) rząd będzie miał trudności z dokonaniem ewentualnych zmian personalnych w swoim łonie i przygotowaniem gruntu pod przyszłoroczne wybory do Sejmu. 

Czytaj więcej

Michał Kolanko: Obronienie minister Pauliny Hennig-Kloski nie rozwiąże problemów Donalda Tuska

Emocje rosną w Krakowie. Łukasz Pawłowski: Zdziwiłbym się, gdyby to referendum było nieskuteczne 

Jedynym konkretnym punktem odniesienia dla głosowania w Krakowie może być referendum w Zabrzu z ubiegłego roku. Na Śląsku udało się organizatorom odwołać prezydentkę Aleksandrę Rupniewską, startującą w wyborach z poparciem KO. O porównanie przedreferendalnych nastrojów „Rzeczpospolita” zapytała Łukasza Pawłowskiego, szefa pracowni OGB. –  Porównując nastroje przed referendum w Zabrzu i teraz w Krakowie, bardzo bym się zdziwił, gdyby głosowanie w niedzielę było nieskuteczne. Praktycznie każda metryka, którą badamy, jest na niekorzyść prezydenta Miszalskiego. Jeśli w mieście, w którym w II turze wyborów na prezydenta kraju Rafał Trzaskowski otrzymał 62 proc., a  prezydent miasta – Aleksander Miszalski – z tej samej partii otrzymuje tylko 19 proc. pozytywnych ocen swojej pracy, to znaczy, że coś poszło tu zdecydowanie źle – mówi Pawłowski. 

Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem referendum swoją strategię przedstawił prezydent Aleksander Miszalski.  – Prezydenci i burmistrzowie bronią się wtedy, kiedy w referendum nie ma wystarczającej frekwencji. Ta strategia wydaje się optymalna. Przeciwnicy są zawsze bardziej zdeterminowani niż cicha, milcząca większość, która jest zadowolona z tego, co w mieście się dzieje – mówił „Rzeczpospolitej” Miszalski

O podsumowanie aktualnych wydarzeń w mieście zapytaliśmy też oficjalnie magistrat, ale odesłano nas do rozmowy z samym prezydentem. – Chcę dokończyć kadencję i rozliczyć się z wami po pełnej kadencji – to przesłanie do mieszkańców Krakowa z klipu Miszalskiego opublikowanego w czwartek w mediach społecznościowych. 

Wygrana w Krakowie była największym samorządowym sukcesem KO w 2024 r. Stolica Małopolski jest zresztą największym miastem rządzonym przez KO w uznawanej za bastion prawicy Małopolsce. Zgodnie z relacjami naszych rozmówców emocje w mieście rosną, co teoretycznie źle wróży grającemu na demobilizację przeciwników Miszalskiemu. Ale w Krakowie nikt nie jest w tej chwili niczego pewny – ani zwolennicy Miszalskiego, ani jego przeciwnicy. 

Stawka większa niż Kraków. Sukces organizatorów referendum wywoła efekt domina?

Aby zrozumieć lepiej stawkę referendum w Krakowie oraz prawdziwe zmartwienie Koalicji Obywatelskiej trzeba zatrzymać się... w Warszawie. Całkiem niedawno, premier Donald Tusk zakończył wewnętrzne porządki w Koalicji Obywatelskiej. Odbyły się wybory na wszystkich szczeblach partii, a Tusk zaprezentował też kilka tygodni temu tzw. „10 na wybory” – grupę polityków młodszego pokolenia, którzy mają przygotowywać kampanię wyborczą w 2027 r. Wśród nich m.in. Adam Szłapka, Andrzej Domański czy Monika Rosa.

Kielce, Gliwice, Białystok, Lublin, Rzeszów. Wszędzie tam, gdzie urzędują prezydenci z KO lub z Koalicją związani, ewentualni pretendenci mogliby liczyć na sukces po skutecznym referendum w Krakowie

Łukasz Pawłowski, prezes OGB

Jednocześnie premier nie zapowiedział żadnych nowych konkretów programowych, chociaż w koalicji mówi się o powrocie do pomysłu podniesienia kwoty wolnej. Z okolic KO słychać o przymiarkach do zmian w rządzie i  potencjalnym kolejnym „nowym otwarciu” w newralgicznych sferach.  –  To wszystko będzie dużo trudniejsze, jeśli Kraków do sierpnia będzie generował kolejne tematy. Porażka utrudni nasze możliwości do kreowania własnej agendy politycznej i zepchnie nas do defensywy. Pokaże, że nie umiemy rządzić w miastach – przyznaje rozmówca z KO znający sytuację we władzach partii.

Prezydenci Krakowa

Prezydenci Krakowa

Foto: PAP

Kraków obserwują oczywiście liderzy wszystkich partii koalicyjnych. Nie tylko Donald Tusk i jego doradcy, ale też Nowa Lewica, Polska 2050, PSL. Patrzy też opozycja, czyli PiS, Konfederacja i Razem. Od wyniku krakowskiego referendum będzie zależało to, czy nie dojdzie do efektu domina, czyli do serii referendów w kolejnych miastach w Polsce.  –  Kielce, Gliwice, Białystok, Lublin, Rzeszów. Wszędzie tam, gdzie urzędują prezydenci z KO lub z Koalicją związani, ewentualni pretendenci mogliby liczyć na sukces po skutecznym referendum w Krakowie – wylicza w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Łukasz Pawłowski i tym samym wskazuje potencjalne nowe próby referendalne.

Na Kraków patrzy każdy również z oczywistego powodu. Już w sierpniu mogą się odbyć nowe wybory. Pojawia się zatem konieczność wystawienia kandydata lub kandydatki w drugim największym mieście oraz zainwestowania przez partie pieniędzy w kampanię prezydencką. 

W czwartek w TOK FM szef MSWiA i sekretarz generalny KO Marcin Kierwiński przyznał, że „martwi się” referendum. Tym bardziej, że partie koalicyjne nie wspierały Aleksandra Miszalskiego w ostatnich miesiącach. Wręcz przeciwnie, każde ze środowisk poza KO przekonuje, że miało swoje lokalne powody, by tego nie robić.

Z rozmów „Rzeczpospolitej” wynika, że politycy partii koalicyjnych, ale i np. Razem szykują się nie tylko do wyborów na prezydenta miasta, które mogą się odbyć w sierpniu, ale również na wybory do Rady Miasta, jeśli i ta zostanie odwołana w niedzielę (potrzebny do tego jest wyższy próg frekwencyjny). To byłby bardzo poważny sprawdzian przed wyborami do Sejmu jesienią 2027 r. 

Czytaj więcej

Jacek Sutryk: Nie zrezygnuję. W sprawie Collegium Humanum czuję się ofiarą systemu

Co z tym wszystkim zrobi Donald Tusk? W ostatnich miesiącach poza jedną skwapliwie odnotowaną przez media wypowiedzią z sejmowego korytarza o Krakowie nie mówił nic. Wśród partyjnych działaczy jest poczucie, że wobec Aleksandra Miszalskiego Donald Tusk zastosował strategię dotyczącą kryzysów rządowych znaną doskonale od 2007 r., którą można określić hasłem: Maszeruj albo giń. Miszalski maszerował tak, jak umiał, wielokrotnie rozmawiał z mieszkańcami w ramach tzw. Ławek Dialogu, ale jego los, to też w jakimś sensie los agendy całej koalicji rządzącej na wiosnę i lato. Premierowi pozostało tylko czekać.