To szokujące, jak słabym echem odbiła się wypowiedź amerykańskiego sekretarza stanu Marco Rubio o faktycznym końcu negocjacji pokojowych między Rosją i Ukrainą, w które angażowały się Stany Zjednoczone.

Donald Trump nie zakończył wojny na Ukrainie w 24 godziny, choć obiecywał to kilkadziesiąt razy

Sekretarz stanu USA przyznał, że obecnie takie rozmowy się nie toczą, ale ma nadzieję, że to się zmieni „ponieważ wojna może zakończyć się tylko dzięki wynegocjowanemu porozumieniu”. Według Rubio ponowne zaangażowanie się Ameryki będzie możliwe, ale tylko wtedy, kiedy pojawi się szansa, że rozmowy będą „produktywne, a nie kontrproduktywne i będą mogły przynieść owoce”. – Nie jesteśmy też zainteresowani angażowaniem się w niekończący się cykl spotkań, które do niczego nie prowadzą – dodał szef amerykańskiej dyplomacji.

Co może szokować?  Że „góra urodziła mysz”, a rozmowy z udziałem amerykańskiego prezydenta, którymi żył i fascynował się cały świat, kończą się pobrzmiewającymi licznymi eufemizmami słowami sekretarza stanu. Co ważne: sam Trump o tym nie wspomniał ani słowem. Ten sam Trump, który podczas kampanii wyborczej, jak wyliczyło CNN, aż 54 razy zapewniał, że „zakończy wojnę w Ukrainie w ciągu 24 godzin od powrotu do Białego Domu lub nawet wcześniej”. Dziś, jak widać, komunikację na ten temat zrzuca na Rubio, tak bardzo temat jest dla niego trudny, irytujący i kompletnie niepasujący do wizerunku politycznego cudotwórcy, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki gasi konflikty, godzi ludzi i czyni narody szczęśliwymi.

Co słowa Marco Rubio oznaczają dla Ukrainy?

Co to wszystko oznacza dla Ukrainy? Dużo i mało zarazem. Amerykanie wyszli z gry, która nie mogła im przynieść sukcesu. Nie będzie więc presji na Moskwę i dyplomatycznych gier Trumpa. Ukrainie zostały w morderczej konfrontacji, jaką prowadzi własna determinacja i prawdziwi przyjaciele, czyli europejscy sojusznicy.

Z kapitulacją Ameryki w sprawie negocjacji skończą się też naciski, by podporządkować się terytorialnym żądaniom Władimira Putina

Jeśli Trump był dla Ukraińców nadzieją, to właśnie się przekonali, że nadzieja ta była bez pokrycia, a amerykańskiemu prezydentowi chodziło bardziej o własny wizerunek, niż o ich kraj.

Czytaj więcej

Rosja uderzyła rakietą Oresznik. Jeden z największych ataków na Kijów

Są eksperci, którzy twierdzą, że to dobrze, bo rola Trumpa była niejednoznaczna, albo wyraźnie prorosyjska. Z kapitulacją Ameryki w sprawie negocjacji skończą się więc też naciski, by podporządkować się terytorialnym żądaniom Władimira Putina. Te z pewnością teraz się nasilą. Ataki rakietowe na Kijów w ostatnich dniach stają się wyjątkowo intensywne.

Tyle że i one wiele nie zmienią. Ukraina broni się i atakuje coraz skuteczniej, a wojna na wyniszczenie obraca się powoli przeciw Rosji. Swoje dodał jeszcze w tej sprawie Xi Jinping i uchodzący za stronnika Moskwy Pekin. Brak zainteresowania Chin budową rurociągu Siła Syberii 2 to nie tylko policzek wymierzony Putinowi, ale też poważny problem ze sprzedażą finansujących wojnę rosyjskich węglowodorów.

Czyżby więc wszystko zmierzało do finału? Można mieć wrażenie, że konflikt będzie wygasał. Bez Trumpa, który zalicza poważną wizerunkową wpadkę. Choć – tak po prawdzie – mało kogo to już na naszej planecie interesuje. Poważni ludzie dawno zrozumieli, że polityka Trumpa jest bardziej konstruktem medialnym, niż przemyślanymi działaniami. Trump dużo mówi, ale mało z tego wynika. No i ma zupełnie inne – dużo poważniejsze – problemy,  jak „dziwna” wojna z Iranem, zablokowana cieśnina Ormuz i budowa sali balowej we wschodnim skrzydle Białego Domu. A kwestią negocjacji będą się musieli zająć – sprzątając po Trumpie – profesjonalni dyplomaci. Oby im się, choć zabierze to dużo czasu, udało.