Gdy Patryk Słowik ujawnił na łamach portalu Zero.pl nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym, których niechlubnym bohaterem był lekarz bez specjalizacji Dawid Kacprzyk, wywołał prawdziwą lawinę. Nierozpieszczane przez publiczną ochronę zdrowia społeczeństwo wzburzyło się zarobkami lekarzy i omijaniem kolejek. Z każdym kolejnym dniem zaczęło przybywać historii o tym, ile to godzin pracują i ile milionów zarabiają ci najbardziej obrotni, którzy „rozpracowali” system.
Chwilę to zajęło, ale nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, niemożliwe stało się możliwe. Społeczeństwo docisnęło premiera, premier przycisnął ministrę zdrowia i ta ogłosiła „reformę” systemu. Można się zżymać, że reforma to niedoskonała, pomysły znane i jak na razie nie zapowiadające oszczędności, a jedynie urzędniczo brzmiącą „optymalizację”, ale jednak coś się ruszyło.