Korespondencja z Nikozji

Reklama
Reklama

1 marca, dwa miesiące po rozpoczęciu cypryjskiej prezydencji, nad wyspą pojawiły się drony Szahed. Iran i jego sojusznicy dokonywali wtedy ataków odwetowych po wszczętej 28 lutego wojnie USA i Izraela przeciw reżimowi ajatollahów.

Jeden dron wyrządził „niewielkie szkody” i to w brytyjskiej bazie Akrotiri, która ku niezadowoleniu władz w Nikozji jest poza ich kontrolą (bazy to bolesna pozostałość kolonialna; do 1960 r. Cypr był brytyjską kolonią), ale atak uświadomił Cypryjczykom, że z narodów UE to oni są najbliżej nowej wojny. Na dodatek mają bliskie stosunki z Izraelem. Najprawdopodobniej atak nie pochodził z samego Iranu, lecz dokonał go proirański Hezbollah z oddalonego od wyspy niewiele więcej niż 250 km Libanu. 

Czytaj więcej

Cypr: Polska, nasz ukochany rynek, rozkwita. Wyniki są zdumiewające

Republika Cypryjska w NATO? Dla Turcji to niewyobrażalne. Nazywa ją „grecką administracją Cypru Południowego”

Wojna irańska wpłynęła na program prac cypryjskiej prezydencji. –Jedyna droga na wyspę to połączenia lotnicze, a z nimi był przez pierwsze tygodnie problem. Około 20 spotkań na poziomie eksperckim i ministerialnym trzeba było przełożyć, część przeprowadzić w formie telekonferencji, a niektóre w ogóle odwołać – mówi „Rzeczpospolitej” Stella Michail, rzeczniczka cypryjskiego przewodnictwa w Radzie Europejskiej.

Nikos Christodulidis, prezydent Cypru, podkreślił zaraz po ataku z 1 marca, że jego kraj „w żaden sposób nie bierze udziału i nie zamierza uczestniczyć w żadnej operacji militarnej”. 

Kilka dni później mówił o chęci przystąpienia do NATO. Wniosek w tej sprawie miałby się pojawić natychmiast, gdy „okoliczności na to pozwolą”. Na razie nie pozwalają, bo ważny członek sojuszu, Turcja, sprzeciwia się temu. 

– Z tureckiej perspektywy to niewyobrażalne, by Republika Cypryjska przystąpiła do NATO, bo Turcja nie uznaje Republiki Cypryjskiej – mówi Özgür Ünlühisarcıklı, szef ankarskiego oddziału amerykańskiego think tanku German Marshall Fund, z którym „Rzeczpospolita” skontaktowała się telefonicznie. 

Ankara określa Republikę Cypryjską mianem „greckiej administracji Cypru Południowego”. Wspiera nieuznawaną przez nikogo poza nią „Republikę Turecką Cypru Północnego”, która z kolei dla Republiki Cypryjskiej jest administracją społeczności tureckiej na niekontrolowanej przez nią, czyli okupowanej części (ponad 1/3) wyspy. Od 1974 r., od interwencji wojsk tureckich, Cypr jest  podzielony. 

Czytaj więcej

Cypr szantażowany przez Rosję przewodniczy Unii Europejskiej

Czy możliwe jest zakończenie podziału wyspy? Plan kończącego urzędowanie sekretarza generalnego ONZ Antónia Guterresa

Czy okoliczności mogą się zmienić? Po raz pierwszy od dziewięciu lat pojawiły się obiecujące ruchy w sprawie rozwiązania „kwestii cypryjskiej”, czyli zjednoczenia wyspy. Sekretarz generalny ONZ António Guterres po marcowym spotkaniu z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem zasugerował, że do końca swojej kadencji (upływa 31 grudnia tego roku) chciałby ją rozwiązać. Na co prezydent Christodulidis zareagował komentarzem: „być może jesteśmy blisko wydarzeń, które doprowadzą do planu pokojowego”. Sprawa jest delikatna, o szczegółach nie są poinformowane czołowe media cypryjskie. Niektóre się skarżyły, że trwa jakiś zakulisowy proces, dzięki któremu Ankara chce uzyskać różne koncesje od całej Unii Europejskiej.  

Özgür Ünlühisarcıklı mówi, że Turcy cypryjscy stawiają warunki wstępne (w tym równorzędny status w rozmowach z Grekami cypryjskimi i ograniczenia czasowe dla tych rozmów), bo mają obawy związane z niepowodzeniem wcześniejszych etapów negocjacji. Tuż przed przystąpieniem Cypru do UE w 2004 r. to Grecy cypryjscy odrzucili w referendum ONZ-owski plan rozwiązania kwestii podziału wyspy. A potem – zdaniem analityka – również z ich powodu nie powiodły się, dobrze się zapowiadające, negocjacje w szwajcarskiej Crans-Montanie (2015-2017). 

Tylko cztery państwa UE nie należą do NATO. Czy Cypr po uzyskaniu niepodległości w 1960 r. miał szansę na członkostwo?

Cypr to jedno z czterech państw UE, które nie należą do NATO. Pozostałe trzy, Austria, Irlandia i Malta, są członkami NATO-wskiego programu Partnerstwa dla Pokoju, on nie, z powodu stanowiska Turcji. Teraz zamierza się jednak jak najbardziej zbliżyć do sojuszu.

– Naszym celem jest uzyskanie gotowości do NATO, choć wiemy, że członkostwo to sprawa na późniejszy etap. Prezydent Christodulidis powtarzał to wielokrotnie – mówi „Rzeczpospolitej” Theodoros Gotsis, rzecznik MSZ. 

Jeden z dyplomatów cypryjskich opowiadał ze smutkiem, że Cypr od dawna – zanim doszło do podziału wyspy – mógłby być w NATO. Przewidywała to umowa między premierami Grecji Konstantinosem Karamanlisem i Turcji Adnanem Menderesem zawarta w 1959 r., tuż przed ogłoszeniem niepodległości Cypru. Turcja i Grecja są członkami NATO od 1952. Niestety, umowa była tylko dżentelmeńska, nie miała mocy wiążącej, na dodatek obaj politycy w 1961 r. nie byli już premierami, Menderes został stracony po puczu wojskowym w Turcji. Przeciwne były też mocarstwa kolonialne Wielka Brytania i Francja, wcześniej się umówiły, że podległe im Algieria i Cypr będą wyłączone z działań NATO.

Czytaj więcej

Cypr – przez terror do niepodległości

Nie mogąc liczyć na przystąpienie do NATO, świeżo powstałe państwo cypryjskie przyłączyło się do Ruchu Niezaangażowanych (obok Indii, Indonezji, Jugosławii czy Egiptu). Wyraziły na to zgodę USA, wychodząc z założenia, że dzięki temu będzie tam reprezentowane stanowisko prozachodnie. Tak to ujął prezydent John F. Kennedy podczas wizyty w Waszyngtonie w 1962 r. pierwszego cypryjskiego prezydenta, arcybiskupa Makariosa. 

Nowe sojusze regionalne. Dlaczego prezydent Turcji nie był na nieformalnym szczycie UE i jej regionalnych partnerów? 

Miesiąc temu w cypryjskim kurorcie Agia Napa odbył się nieformalny szczyt UE. Do premierów i prezydentów Unii dołączyli też przywódcy – jak to określono – regionalnych partnerów. Zdaniem prezydenta Christodulisa, współpraca z regionalnymi partnerami, najlepiej z dodatkiem „strategiczna”, jest potrzebna od osiągnięcia „trwałej deeskalacji” na szeroko pojętym Bliskim Wschodzie. Za deeskalacją i stabilizacją opowiada się też Turcja, ważne dla UE państwo. Jednak na szczycie nie było prezydenta Recepa Erdogana, przyjechali zaś prezydenci Egiptu, Syrii i Libanu oraz książę koronny Jordanii.

Z moich rozmów nie wynika jednoznacznie, czy Erdogan nie chciał przyjechać, bo nie uznaje Republiki Cypryjskiej, czy też nie został zaproszony. Jedna z wersji głosi, że zapraszała go Bruksela, a nie cypryjska prezydencja, i nie skorzystał z zaproszenia.

W regionie kształtują się nowe sojusze. Z jednej strony Turcja, Arabia Saudyjska, Pakistan, Katar, Egipt. Drugi to Izrael, Zjednoczone Emiraty Arabskie plus często Grecja i Cypr, a za ich plecami jest jeszcze wielki gracz – Indie. Dyplomacja cypryjska próbuje minimalizować znaczenie współpracy z Izraelem, mówiąc, że to po prostu bliski sąsiad. W ostatnich trzech latach kontakty obu krajów były bardzo intensywne, odbyło się też parę spotkań trójstronnych – przywódców Izraela, Grecji i Cypru. Izraelski think tank BESA mówi o współpracy strategicznej Izraela, Grecji i Cypru, państw, które podzielają obawy w sprawie działań Turcji na Bliskim Wschodzie i wschodniej części Morza Śródziemnego.

Czytaj więcej

Nowi przyjaciele Greków

Pod koniec maja na Cyprze odbędzie się nieformalne spotkanie ministrów spraw zagranicznych UE. Pojawią się na nim także szefowie dyplomacji Indii i Arabii Saudyjskiej, czyli krajów utożsamianych z konkurującymi ze sobą nowymi sojuszami. 

Wybory parlamentarne na Cyprze. Najważniejszy jest prezydent

W niedzielę odbywają się wybory parlamentarne na Cyprze. W poprzedzającym tygodniu na ulicach Nikozji nie dało się odczuć atmosfery napięcia. Widziałem ledwie kilka plakatów wyborczych. – Wybory parlamentarne nie są istotne, parlament nie odgrywa ważnej roli, od 1974 r. tylko raz nie przyjął na czas budżetu, przyjął go z kilkutygodniowym opóźnieniem – powiedział cypryjski dyplomata. Ważne są wybory prezydenckie, ostatnie odbyły się w 2023 r., następne są w 2028 r. Prezydent jest też szefem rządu. 

Obecny rząd Christodulisa wspierają oficjalnie trzy partie – dwie socjalistyczne i jedna centrowa, które razem nie mają większości w kończącym urzędowanie parlamencie. Najsilniejsza w nim konserwatywno-liberalna DISY, mimo że oficjalnie opozycyjna, częściowo wspiera prezydenta, który do 2023 r. był jej członkiem. Politycy z DISY zajmują nawet stanowiska szefów MSW i ministerstwa transportu, rzecznik rządu też jest z tej partii.

Nikt z moich rozmówców nie spodziewa się znaczących zmian w polityce, niezależnie od wyników niedzielnych wyborów. –Kraj jest tak mały, że wszyscy politycy się znają. Jeżeli będzie taka potrzeba, to wywodzący się z centroprawicy prezydent może się dogadać nawet z komunistami i skrajną prawicą – usłyszałem w Nikozji od wysokiej rangi urzędnika.