W rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja prezydent Karol Nawrocki powołał Radę Nowej Konstytucji. Według słów głowy państwa ciało to ma zacząć pracę nad „konstytucją nowej generacji na 2030 r.”. Tymczasem, jak wynika z badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej”, tylko 24,9 proc. badanych uważa, że Polska potrzebuje w ogóle nowej konstytucji. „Raczej tak” na takie pytanie odpowiedziało kolejnych 16,6 proc.

Z drugiej strony 22,2 proc. respondentów uważa, że „raczej nie” potrzebujemy nowej konstytucji, a największy odsetek badanych, wynoszący 28,5 proc., zdecydowanie opowiada się przeciwko nowej ustawie zasadniczej. W sumie przeciwników zmian jest więcej o niemal 10 proc. niż zwolenników nowej konstytucji.

Zwolennicy nowej konstytucji to głównie osoby ze średnim wykształceniem

Idea nowej konstytucji pociąga zwłaszcza wyborców opozycji – opowiada się za nią 71 proc. z nich, a wśród wyborców rządzącej koalicji 74 proc. jest jej przeciwnych.

– Badanie pokazuje brak podłoża społecznego do zmiany konstytucji, co jest w większym stopniu złą wiadomością dla prawicowej opozycji niż dla rządzących. Dlatego że wynik wśród wyborców niezdecydowanych jest przygniatający (68 proc. do 14 proc.) na rzecz tych, którzy nie chcą nowej ustawy zasadniczej – zwraca uwagę prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ekspert zwraca uwagę na występującą w tym badaniu antynomię miasto – wieś, gdzie respondenci z najmniejszych miejscowości znacznie częściej opowiadają się za nową konstytucją niż mieszkańcy dużych miast, oraz korelacje z poziomem wykształcenia. Najwięcej zwolenników nowej konstytucji jest wśród osób z wykształceniem średnim. – To głównie elektorat Konfederacji – dodaje prof. Chwedoruk.

– Ciekawe jest natomiast to, że średnie miasta, w których frustracja jest największa, ponieważ znajdują się w swego rodzaju próżni, są zasadniczo przeciwne temu pomysłowi. Tak samo jak ci, którzy otrzymują świadczenie 800+ na co najmniej dwoje dzieci – wylicza prof. Chwedoruk.

Zaskakuje, że oprócz osób w przedziale 50–70 lat duże poparcie dla idei nowej konstytucji jest wśród generacji trzydziestolatków (52 proc.). – To wyjątkowa ironia, bo wygląda na to, że ci politycy, którzy bronili gimnazjów przed likwidacją, mają teraz absolwentów tego modelu edukacji przeciwko sobie. Przynajmniej w kwestii konstytucji – komentuje politolog.

Czytaj więcej

Michał Bieniak: Bad Boys i nowa konstytucja

Jak zauważa prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Polacy preferują stabilność bardziej niż zmiany, które są trudne do przewidzenia.

– Poza tym inicjatywa zmian najprawdopodobniej wypływa nie tyle z artykułowanej przez prezydenta potrzeby dostosowania do zmieniającej się rzeczywistości, czy to w postaci zmiany struktury społecznej, czy wyzwań współczesności. W istocie chodzi o zwiększenie władzy ośrodka prezydenckiego kosztem rządu i zapewne tak jest to postrzegane przez społeczeństwo – zauważa socjolog, który zwraca też uwagę na fakt, że nowa konstytucja musi być zatwierdzona przez naród w drodze referendum.

– A Polacy bardzo niechętnie biorą aktywny udział w referendach, nawet na ważne tematy. Oprócz referendum unijnego, które cieszyło się w miarę wysoką frekwencją, frekwencja w pozostałych takich plebiscytach była niska – dodaje prof. Domański.

Warto przypomnieć, że nawet obecna konstytucja z 1997 r. została przyjęta tylko dzięki temu, że Sąd Najwyższy uznał referendum na temat jej przyjęcia za ważne pomimo udziału w nim mniej niż połowy uprawnionych do głosowania. Do urn poszło tylko 42,86 proc. obywateli, z których 52,7 proc. oddało głos za przyjęciem nowej konstytucji.

Nie ma momentu konstytucyjnego

Zdaniem prof. Piotra Uziębły, konstytucjonalisty z Uniwersytetu Gdańskiego, wyniki sondażu jednoznacznie wskazują, że trudno mówić o tzw. momencie konstytucyjnym.

– To pojęcie, stworzone przez Bruce'a Ackermana, zakłada istotny sprzeciw społeczny wobec obowiązującego ustroju. Tymczasem nie ma odrzucenia porządku politycznego o charakterze masowym, czego sondaż jest kolejnym dowodem. Jeśli ponad 50 proc. społeczeństwa opowiada się po stronie obecnej konstytucji, a za zmianą tylko 41,5 proc., to trudno forsować nową konstytucję na siłę – mówi prof. Piotr Uziębło.

Podobnie uważa prof. Monika Florczak-Wątor, konstytucjonalistka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, która dodaje, że nawet gdyby hipotetycznie jedno ugrupowanie osiągnęło w parlamencie większość wystarczającą do zmiany konstytucji lub uchwalenia nowej (2/3 w Sejmie i bezwzględna większość w Senacie), to nie oznacza istnienia momentu konstytucyjnego.

Czytaj więcej

Sondaż: Polaków, którzy chcą więcej władzy dla prezydenta jest tylu, ilu chcących jej mniej

– To sytuacja znacznie bardziej złożona. Taka, w której dotychczasowy model ustrojowy wyczerpał swoje możliwości, doszło do trwałych przeobrażeń społecznych, a jednocześnie istnieje szerokie, ponadpartyjne porozumienie co do kierunku koniecznych zmian. Stabilne i dobre konstytucje powstają bowiem przede wszystkim w warunkach budowania wspólnotowego porozumienia, a nie politycznej przewagi jednej strony nad pozostałymi – tłumaczy prof. Florczak-Wątor, dodając, że istotna jest również społeczna legitymizacja procesu konstytucyjnego oraz przekonanie obywateli, że zmiana konstytucji stanowi odpowiedź na rzeczywiste potrzeby państwa, a nie jest jedynie rezultatem bieżących uwarunkowań politycznych.

– Dziś w Polsce nie ma tak rozumianego momentu konstytucyjnego. Obecna polaryzacja społeczna i konflikt polityczny nie uzasadniają zmiany konstytucji, a otwieranie procesu konstytucyjnego w takich warunkach mogłoby raczej pogłębić istniejące spory. Problemem nie jest tekst konstytucji, lecz praktyka jej stosowania i respektowania jej zasad. Nawet najlepiej skonstruowana ustawa zasadnicza nie będzie funkcjonowała prawidłowo, jeśli zabraknie kultury konstytucyjnej, poszanowania standardów państwa prawa oraz gotowości uczestników życia publicznego do przestrzegania obowiązujących reguł ustrojowych – wskazuje konstytucjonalistka.

Zdaniem prof. Uziębły nie oznacza to jednak, że nie można dyskutować o pewnych drobnych modyfikacjach konstytucji. – W naszej ustawie zasadniczej w dalszym ciągu brakuje rozdziału europejskiego. Choć od akcesji do UE upłynęło już ponad 20 lat, to w konstytucji ciągle nie ma bezpośrednio uregulowanych relacji ze wspólnotą. Oczywiście rozwiązania zawarte w konstytucji z 1997 r. dają podstawę do funkcjonowania w ramach unijnego systemu prawnego, ale warto byłoby te zagadnienia bardziej uregulować – zauważa prof. Uziębło.

Chodzi przykładowo o kwestie uregulowania relacji pomiędzy TK a sądami europejskimi czy też uprawnień przysługujących parlamentowi, wynikających z prawa unijnego.

– Moim zdaniem istnieje też potrzeba podkreślenia roli traktatów unijnych. Można byłoby się również zastanowić nad doprecyzowaniem pewnych kwestii, ale też konstytucja nie powinna być wielką, grubą, przegadaną książką, lecz aktem prawnym, który jest możliwy do zrozumienia przez każdego. Natomiast jeśli chodzi o zmianę ustrojową w postaci przyjęcia nowego systemu rządów, to ewidentnie, jak widać w sondażu, nie ma dla niej powszechnej akceptacji. A wprowadzenie na siłę nowej konstytucji w miejsce tej, która lepiej lub gorzej, ale jednak się sprawdza, byłoby sprzeczne z polską racją stanu. Takie próby zwykle źle się kończą – mówi prof. Piotr Uziębło, który wskazuje na przykład węgierski, gdzie zmieniono konstytucję pod rządami Viktora Orbána, a która najprawdopodobniej będzie zmieniana po tym, jak większość konstytucyjną osiągnie dotychczasowa opozycja.

– A takie częste zmiany ustawy z punktu widzenia stabilności systemu ustrojowego są najgorsze – dodaje ekspert.

Konstytucja jest jak wino

Jak mówi prof. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, nie ma pewności, czy nowa konstytucja byłaby pod względem ustrojowym bardziej wartościowa, a jak wiadomo, lepsze jest wrogiem dobrego.

– Owszem, konstytucja ma różne mankamenty i przydałyby się jej poprawki czy udoskonalenia, ale jednocześnie zawiera kilka ważnych przepisów, które sprawiają, że ten akt prawny się broni – przekonuje prof. Zaleśny, który wskazuje chociażby na art. 216 ust. 5 konstytucji. Przepis ten stanowi, że dług publiczny nie może być większy niż 60 proc. PKB.

– Biorąc pod uwagę  stan finansów publicznych w Polsce czy w innych państwach UE, to jeden z najlepszych przepisów. Tymczasem obawiam się, że gdyby doszło do rewizji konstytucji, to pomiędzy skłóconymi zwykle frakcjami politycznymi byłby konsensus, by go uchylić – wskazuje konstytucjonalista.

Co więcej, zdaniem prof. Zaleśnego, im obecna konstytucja dłużej obowiązuje, tym bardziej nabiera atrakcyjności. – Choćby wspomniany przepis art. 216 ust. 5 mógł się na początku wydawać niepozorny, tymczasem dziś okazuje się, że jest to potężna kotwica, która powstrzymuje Polskę przed katastrofą finansową, w którą od lat wciągają Polaków rządzący, niezależnie od ich afiliacji partyjnych – mówi ekspert.

Innym takim przykładem jest regulacja z art. 44, zgodnie z którą przestępstwa popełnione z przyczyn politycznych przez funkcjonariuszy publicznych nie ulegają przedawnieniu.

– Też mogłoby się wydawać, że takie mechanizmy są niepotrzebne, że odnoszą się np. do zbrodni ludobójstwa. Ale w czasie postępującej bezkarności rządzących, to rozwiązanie ma walor dyscyplinujący. Pozwala zachować nadzieję, że z czasem może powrócimy do praworządności, że ludzie władzy nie będą bezkarni i ich nadużycia zostaną osądzone. To jedna z tych regulacji prawnych, na którą wcześniej nie zwracano uwagi, a która uzyskuje nowe znaczenie w okolicznościach postępującej erozji rządów prawa – dodaje prof. Zaleśny.

W rzekomej słabości siła

Co ciekawe, zdaniem konstytucjonalisty, akurat te regulacje, które wymienia się jako słabość konstytucji, są jej największą wartością. Przede wszystkim chodzi o ukształtowanie podziału władz.

– Owszem, one budzą wątpliwości, ale zauważmy, że głównie tych sił politycznych, które chciałyby dominować w systemie władzy i dążą do władzy jednolitej i scentralizowanej. A właśnie o to chodziło twórcom konstytucji, by władza była zrównoważona i wzajemnie się ograniczająca, by – gdy któraś z władz nadużywa kompetencji – inna mogła ją hamować. To, co obecnie doskwiera czy to rządowi, czy to prezydentowi, nie jest słabością, lecz zaletą. Dzięki podziałowi władzy ma miejsce minimalizowanie naruszeń wolności obywateli. A w przypadku nadmiernej koncentracji władzy to zagrożenie zawsze występuje. Podobnie instytucja prezydenckiego weta może rekompensować brak działania sądu konstytucyjnego i być wykorzystywana do przeciwdziałania złej legislacji. W sytuacji, gdy rząd nie uznaje Trybunału Konstytucyjnego, nie uznaje realizowanej przez niego kontroli zgodności ustaw z konstytucją, to zadanie de facto wykonuje prezydent, wetując ustawy niezgodne z konstytucją  (w tym tak skrajnie niekonstytucyjne, jak ustawa o SAFE) i chroniąc w ten sposób system prawny przed zainfekowaniem go niekonstytucyjnymi ustawami.

Czytaj więcej

Sondaż: Młodzi Polacy chcą nowej konstytucji, starsi bardziej sceptyczni